O Boże, a On mnie kocha. Wiem, że jest pewien, że mnie kocha. A ja przy wyborze, będąc szczerym, nie kierowałam się sercem. A na pewno nie do końca. Bardziej go lubię i cenię niż kocham. Nie doznaję wzruszenia gdy patrzę mu w oczy. Nie czuję rozsadzajacych serce emocji. Nie wiem czy to kwestia mojej zmiany, moich ułomności, czy faktycznie to po prostu nie moje zing. Porównuje to do mojego poprzedniego związku. To dobry chłopak i dobry kochanek. Idealny do stałego związku. Ktoś kto zna mnie na wylot śmiałby się, twierdząc, że to nie w moim stylu. Nie w 100%.
Ale bycie pełną skrajnych stronnictw ma swoje konsekwencje. Na przykład to, że muszę układać życie pod modłę tej wrażliwszej strony, bo bym oszalała. I mimo iż nie chce zmieniać swoich wyborów to zawsze będzie mi czegoś brak...