Gdybym miała powiedzieć czego teraz pragnę, tak z najgłębszych głębin to bliskiej i bezpiecznej relacji. Pocałunku, przytulenie, wspólnych zajęć, leżenia w trawie. Wspólnego śmiechu i żartów. Wspólnego żalu. Wspólnego pikniku i innych rzeczy. Chciałabym czuć się ważna. Jak do tej pory jestem nagrodą pocieszenia, drugiej kategorii, trzeciego priorytetu. A chciałabym być dla jednej osoby naj. Najlepsza przyjaciółka, najlepsza opcja, najlepsza dziewczyna.
Chciałabym, żeby ktoś mnie kochał. Ale nie chce tego usłyszeć. Ludzie kłamią. Ranią, są obłudni.
Chciałabym być ludzka, nie być suką. Chciałabym móc być sobą. Ale to nigdy się nie spełni. Nie mam szczęścia, fortuny, która pozwoliłaby mi na znalezienie sensu życia...
music
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
Inside
niedziela, 21 kwietnia 2019
Fake a smile
Jak to jest, że gdy odmawiam picia przy rodzinnym gronie to tylko mnie namawiają. A jak zacznę pić to moja matka wspomina o mojej zmarłej matce chrzestnej, która upadła i rozbiła sobie głowę (była alkoholiczką).
To wina rodziny, że ona nie żyje. Nie kiwneli nawet palcem by jej pomóc, ja nie mogłam, byłam zbyt młoda.
Teraz matka to wyciąga. Nagle cały ten gniew i poczucie niesprawiedliwości wróciły. Zepsuła mi humor i poczułam się winna.
Tylko, że to nie alkohol wprowadza w alkoholizm, ale problemy o których chce się zapomnieć. A ona jest jednym z nich. Ciągle pogłębia poczucie winy, mówi że nie mam dla niej litości. A ona ma?
Z żadnym problemem się do niej nie zwróciłam. Z żadnym, bo nie mam od niej wsparcia. Nie jest kochaną matką. Ewentualnie kochaną z przymusu genów, bo się z nią wychowałam. Ale ona nie kocha mnie, jak matka. Kocha tylko wtedy, gdy spełniam jej obraz córki.
To niesprawiedliwe, że nie mogę być sobą. To niesprawiedliwe, że również przez własną matkę czuję do siebie nienawiść. Że płaczę, że chce zniknąć, bo wiem że gdybym była sobą, byłabym znienawidzona.