Mam takie wrażenie, że moja zależność od ludzi jest niszcząca. Zarówno dla mnie, jak i dla innych. Że nie powinnam wiązać sie z nikim, ani blisko, ani na stałe. Opanowuje mnie strach i zdaje się przejmować wszystko. Wplata się w moje serce, wypuszczając pędy i niszcząc tkanke zwierzęcą. Boje się. Boję się by czegoś znów nie zepsuć. By nikogo nie ranić, nie dołować. Nie odbierać mu niczego, ani nikogo.
Nie wiem co mam robić. Jak z tym poczuciem winy i panicznym strachem walczyć.
Jak dać komuś wolność, jednocześnie mając go dla siebie i mając go wedle uznania? Czy to możliwe?
Czy nie chodzi o to by samemu rozkwitać powoli, a przy kimś dwa razy bardziej, bo sie nawzajem motywujecie?
Że starania stają się weselsze, że widzisz siebie w czyiś oczach, ale wiesz że płótnem są właśnie czyjeś oczy?
Czy... Eh. Tyle pytań.
Ale wiecie co? Czuje się dobrze, tu, gdzie jestem i z kim jestem. Może być gorzej, może być lepiej. Ale lepiej będzie tylko wtedy, gdy się rozwine.
Oby strach nie był moim przewodnikiem, choć teraz poniekąd jest.
music
niedziela, 26 lutego 2017
Apocalypt
środa, 22 lutego 2017
Powrót
Zmęczony wędrówką mężczyzna usiadł na ganku. Długo go nie było. Siedział i czekał.
- Witaj Kochanie- rzekł, słysząc za sobą wdzięczne kroki.
Rozpoznałam sylwetke i pożółkłą skóre.
- Ty...- cofnęłam sie w strachu.
- Znów jesteś sama, więc wróciłam.
- Nie jestem sama...
-Ah tak?- odwrócił sie powoli w moja stronę.
Tak, jak kiedyś, zalał mnie wspomnieniami. Nie wydałam dźwięku bólu. Jedynie łzy popłynęły po moich policzkach.
- Znów masz mnie- podszedł blisko mnie.
- Zostaw mnie!
- Ja nie zrobie tego nigdy- przytulił mnie.
Pierwsze co poczułam to zimno. Przeszywający lód, ogarniający całe moje ciało, tak, że aż bolało.
Kolejne co poczułam to spokój. Bezdźwięczny spokój. Zniknęły wszystkie płomienie.
- Już więcej nie chce.- powiedziałam.
- Nie chcesz więcej zbliżać się do nikogo? Tak będzie dobrze. Nikogo nie skrzywdzisz. -uniósł moją głowę- zapłata taka jak zawsze.
- Ale...- jednak zniknął nim dokończyłam.
poniedziałek, 13 lutego 2017
Pauza
Zerwałam ze swoim chłopakiem.
Jednak teraz mam wątpliwości. Mam wątpliwości, bo tęsknie. Bo chciałabym go zobaczyć, dotknąć, usłyszeć, zrozumieć i być jaka powinnam być.
Ale jednocześnie nie moge. Bo mam wątpliwości czy to właśnie to. Tak jak na początku.
Nie nadaje sie do związku. Niby czytam jak powinno być i sie staram, ale to za mało. Wiem, że wkładam w to za mało energii i mam za mało dyscypliny i samokontroli. Wiem mniej więcej jak powinno być i na co nie powinnam reagować, ale wybucham. Nie znam siebie z przyszłości i podważam każdą możliwą przyszłość. Gardze swoimi słabościami. Tym brakiem samokontroli.
Przez całe życie starałam sie być niezależna, że teraz nie umiem żyć z innymi, a mam mase pomysłów na samotność.
Żałuje ostatnio całej masy rzeczy. Jak przez całe życie nie żałowałam, tak teraz żałuje ostatnich pięciu miesięcy. Pod różnymi względami. Błędy których żałuje, zatrzymują mnie. Zastanawiam sie czy właśnie nie zmarnowałam sobie życia. Wiem czego chce od prywatnej strony, chce ciepłej kochanej rodziny, ale nigdy nie zastanawiałam sie z kim. Pojęcie męża było abstrakcyjne. Wiedziałam jedynie że chce aby kochał mnie i chronił dzieci. Ale co dalej? Nie wiem za bardzo.
Z doświadczenia wiem, że jak coś strace to dostrzegam wartość tego co straciłam. Liczyłam na to... Z resztą w obecnej sytuacji to nie ma większego znaczenia.
Z walką nie dam rady, walcze już ze sobą i ze szkołą. Może gdybym miała pewność, że uda mi sie zawalczyć... Nie wiem... Musze jakoś pokazać sobie, że umiem i jestem coś warta. W momencie gdy nie czuje swojej wartości, nie znajduje siły do walki. Wartość samokontroli, nie obojętności. Chyba myliłam te dwa pojęcia. Systematyczność i praca.
Nie... To nie ma sensu. Albo ma. Nie jestem pewna, znowu nie jestem pewna.