Zmęczony wędrówką mężczyzna usiadł na ganku. Długo go nie było. Siedział i czekał.
- Witaj Kochanie- rzekł, słysząc za sobą wdzięczne kroki.
Rozpoznałam sylwetke i pożółkłą skóre.
- Ty...- cofnęłam sie w strachu.
- Znów jesteś sama, więc wróciłam.
- Nie jestem sama...
-Ah tak?- odwrócił sie powoli w moja stronę.
Tak, jak kiedyś, zalał mnie wspomnieniami. Nie wydałam dźwięku bólu. Jedynie łzy popłynęły po moich policzkach.
- Znów masz mnie- podszedł blisko mnie.
- Zostaw mnie!
- Ja nie zrobie tego nigdy- przytulił mnie.
Pierwsze co poczułam to zimno. Przeszywający lód, ogarniający całe moje ciało, tak, że aż bolało.
Kolejne co poczułam to spokój. Bezdźwięczny spokój. Zniknęły wszystkie płomienie.
- Już więcej nie chce.- powiedziałam.
- Nie chcesz więcej zbliżać się do nikogo? Tak będzie dobrze. Nikogo nie skrzywdzisz. -uniósł moją głowę- zapłata taka jak zawsze.
- Ale...- jednak zniknął nim dokończyłam.
music
środa, 22 lutego 2017
Powrót
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz