music
niedziela, 8 grudnia 2019
Boże...
Cała drżę
Nie chcę wierzyć
Staram się utrzymać
na powierzchni
masz czego oni nie mają
prawdziwe serce
pozwól mu lśnić
Zmieniłam się po tysiąckroć
chcę utrzymać się na powierzchni
rozumowi dać prym
zaprzeczyć emocjom
spójrz, na swoje szczęście
przypłacone bólem?
na ciepło jakie czułaś
i zimno w którym umierałam?
nie chcę! nie chcę i już
nikt nie złamie klątwy
która w moim sercu tkwi
jesteś idealna taka jaka jesteś
nigdy nikt nie chciałby innej
chciałabym wierzyć
sobota, 7 grudnia 2019
again
piątek, 6 grudnia 2019
Lirycznie
poniedziałek, 2 grudnia 2019
myszka
niedziela, 17 listopada 2019
I don't need
niedziela, 10 listopada 2019
can u hear
piątek, 8 listopada 2019
nothing
sobota, 2 listopada 2019
piątek, 25 października 2019
minus
Gdy jestem sama łzy samoistnie płyną. Jakby niekończące się źródło słonej wody.
Czuję ogromną potrzebę kochania, bycia kochaną.
To tak strasznie boli, że mam ochotę wyć. Rozedrzeć swoje serce, wyrwać je i wyrzucić. I nigdy do niego nie wracać. Być bliżej maszyny niż człowieczeństwa.
Zasnąć w czyiś ramionach... nie, nie czyiś. Zasnąć w ramionach osoby, którą kocham i która mnie akceptuje.
Pamiętam jakie to uczucie. To boli tak bardzo, że kolejna fala łez spływa mi po policzkach.
Tęsknię za Nim. Mimo czasu mija jedynie złość, ale tęsknota i kochanie nie... Dobrze wiem, że nie wytrzymaliśmy psychicznie, on nie wiedział czego chce, nie umiał rozdzielić pewnych rzeczy. Chciałabym, żeby był szczęśliwy. najlepiej ze mną. Chyba nie zniosę wieści, że ma dziewczynę. Ale z tego co słyszałam nie myśli o tym i bardziej cieszy się życiem. Chociaż tyle.
Wiecie... zostanę sama. To przyprawia mnie o samobójcze myśli. Jakbym w związku szukała potwierdzenia życia. Myślę nawet, że prędzej się zabiję aniżeli zostanę sama.
czwartek, 24 października 2019
Złote serce
poniedziałek, 14 października 2019
Thousand years
Jak mam być odważna?
Jak mam kochać skoro się boję?
Ale gdy patrzę w Twoją stronę
Wszystkie wątpliwości mijają
Kochałam Cię tyle lat
I drugie tyle będę kochać Cię
Jeden krok do przodu
Czerwona nić, skurczy się
Wierzę w to
Choć to trudne
Że w końcu znajdę Cię
Umierałam, wschodziłam
Nie martw się, zawsze Cię kochałam
I kochać Cię będę drugie tyle
Czas nadal stoi
Będę odważna
W pięknie, każdym oddechu który nadejdzie
Który współdzielę z Tobą
Dalej i bliżej, cały czas niedaleko
Mogę czekać i drugie tyle
Wierzę, że dotrzemy do celu
O jeden krok bliżej każdego dnia
Każdego dnia w którym umarłam
Czekając na Ciebie
niedziela, 13 października 2019
Chciałabym odebrać od niego wszystkie wiadomości...
Ale wiem, że to nie dość, że nic nie da, to jeszcze pogorszy sprawę.
Żałuję tej znajomości. Ale nie mogę, nie potrafię być blisko kogoś kto jest zapętlony we własnym świecie i nic do niego nie dotrze. Szczególnie, gdy to boli na tyle, że wracają samobójcze myśli i samookalecznie.
Choć nawet teraz nie jest za wesoło...
Jestem w 100% sama. Czuję się ociężała i bez życia. Nic mi się nie chce. Nawet się nie myłam przez dwa dni, chodziłam w dresach. Porzuciłam dwukrotnie plany pójścia do kina, nawet na wybory nie poszłam tylko pół dnia przespałam, a mam takie koszmary... Znowu mi w głowie mieszają.
Nigdy sobie nie znajdę chłopaka. Albo raczej mężczyzny. Kogoś poważnego w stosunku do siebie i do związku. To chyba jeszcze nie ten wiek. No i sama muszę jeszcze popracować nad sobą, bo jestem zbyt wrażliwa na otoczenie.
Love me like You do
Jesteś światłem
I nocą
Jedyną
W której chciałbym zasnąć
Kochaj mnie
Na co czekasz?
Nie mogę jasno myśleć
W moim sercu wiruje
I płonie i lśni
Nie wiem na co czekam
Każdy ślad na mej skórze
Jak świątynia
Twojej obecności
Kocham twoją miłość
Cicho patrzę w twoje oczy
Widząc w nich siebie
Jak dotykasz mnie
Jak płatek złotej róży
Nie mogę się opanować
Wiedząc, jak twoja miłość
Wypływa z łagodnych oczu
Jak nie możesz jej opanować
Kocham to uczucie
Gdy robisz to czego nikt inny nie może
Gdy doprowadzasz mnie do szaleństwa
Samym swoim uczuciem
Wyglądam jak szaleniec
Cały czas patrząc na Ciebie
Moje szczęście, moje serce
Wszystko w Tobie odnalazłem
Kocham każdy twój gest
I oddech, I słowo
Tak bardzo, I mocno
Nie przejmuję się jak wysoko jestem
Nie spadniesz, kochaj jak potrafisz
Za każdym razem będę twoim drugim skrzydłem
Gdy zabraknie Ci tchu
Wciąż mi go brakuje
Kochasz mnie, tylko na to czekałam
Na zawsze
Kochaj
Jak potrafisz
Tylko Ciebie
Na zawsze tylko Ty
Tylko my
środa, 9 października 2019
Roar
Podjadam słodkie ciastko
Pisząc poemat
Podjadam słodkie ciastko
Myśląc o gorzkim
Od już dłuższego czasu kłóce się z kimś. Albo jest obrażony i nic nie mówi. Każe mi myśleć co zrobiłam źle albo o co on jest zły. I nie mogę się dowiedzieć o co chodzi. A wiecie jak bardzo zgubne jest moje myślenie. Teraz gdy odsunęłam się od osoby z którą chciałam być, a kolejna kłótnia mnie załamała, złamała też działanie leków, takie combo. I nagle jest miły i niby się troszczy, a znowu złamał obietnice. Jest... Zamknięty we własnym umyśle, bo gdy próbuję mu to tłumaczyć, zaprzecza, nie rozumie. Popełnia te same błędy. A jeszcze ta presja... Wszystko staje się wymuszone. Zero przestrzeni
Nie mogę postąpić inaczej w tej sytuacji.
Nie mogę kogoś wychować. Nie mogłam nikogo. Choćbym miała umrzeć. Nie mogę się złamać. To trudne. Bo patrzysz w ikonkę i modlisz się o cud, który nie nadejdzie. Nie mogę słuchać serca. Tym razem posłucham rozumu (do trzech razy sztuka powiadam, a tych trzech było w nadmiarze).
Mam małego czarnego aniołka obok siebie, ta obecność pociesza.
A teraz. Niech rany się zagoją
Niech rany zbliźnieją
Niech rany wyblakną
A niech miłość wróci tam
Skąd wyszła
wtorek, 8 października 2019
Zdjęcie pośmiertne
Nie mogę oddychać
I w sercu coś łamie
Kruszeje, pęka
Chce się uśmiechać
I choć uśmiech kłamie
Nikt nawet nie zerka
Za dymną zasłonę
Przecież nie powtórzę
Nie odbiorę
Umrę
A dla świata pozostając
Z tym samym uśmiechem
I nikt nie zerknie
Na datę
Alone
Nie wytrzymuję. Samotności i stresu. Biegunka, wymioty, płacz. Tak bardzo chcę sobie ulżyć, robiąc sobie krzywdę. Ale nie mogę, ten niby związek mnie powstrzymuje. Ale nie czuję ciepła...
Jeszcze moje pocieszne stworząko jest u weterynarza. Oszaleje.
Jestem w tak kiepskim stanie, że znowu wróciły te lęki do ludzi na ulicy/w sklepie. Chęć samookaleczania. Krzyczę, krzyczę w poduszkę. Tak by nikt nie usłyszał. Koszmary są silniejsze od moich leków. W nocy... Oni wszyscy byli, wszystkie te złe strony ludzi. Nie miałam nikogo, kto mógłby ze mną porozmawiać. Nikt kto by się starał. To moja wina. Jestem okropna i nic nie warta. Nic
poniedziałek, 7 października 2019
Alone
Przeżyłam już toksyczne związki. Teraz jestem w niby-związku. Przynajmniej tak to odbieram. Niby na wyłączność, ale bez zobowiązań. Żadnego pisania po nocach, jakiejś intymnej więzi...
Jestem pewna, że do końca tygodnia nie zaproponuje nic konkretnego. Nawet gry przez internet. Smutno mi i czuję się samotna. Ale cóż poradzę, nikogo nie zmuszę. On zajęty, ja zajęta.
Jeszcze moje ciało jest nadal bardzo słabe, po tych lekach wszystkich. Dłonie mi drżą.
Chciałabym wróci do niektórych rzeczy...
Gdy usypiał mnie słodkim głosem
Gdy pisał ze mną do 5 rano
Gdy mogłam do niego zadzwonić o każdej porze
Gdy pomagał w zadaniu z fizyki
Gdy razem spędziliśmy wakacje
Gdy razem się śmialiśmy
Gdy dbał o mnie kiedy byłam chora
I wiele wiele innych mniejszych i większych rzeczy.
Ale chyba już nigdy tego nie doświadcze...
niedziela, 29 września 2019
Martwość
Krew mi tężeje
Powstrzymuje łzy
W żołądku ściska
Powstrzymuje krzyk
Trupi odór się unosi
Nic nie chcę
Nic mnie nie obchodzi
Ból przypomina
I bicie serca
Ciało drży
I takie słabe
I takie ciche
Może zrobi 'puff'
Jak złota rybka
Po trzech życzeniach
czwartek, 26 września 2019
Worry
Czuję się słaba... Wątła i bez znaczenia. Walczę z tym i czuję ból. Dzisiejszy dzień był niezwykły. Był jasny. W wielu momentach byłam pełna nerwów. Wiem, że wielu ludzi chce być miłych. I tacy są, do czasu... Wybuchają i wyrzucają wszystko co "dla Ciebie zrobili". Choć o nic nie prosiłaś. Wręcz upewniałaś się czy oni dobrze się czują w takiej sytuacji. Dlatego jestem tak nieufna wobec miłych gestów.
Do tego dochodzi moja samoocena. Gdy jestem sama, nie jest najgorsza. Umiem gotować, dobrze wyglądam i znam się na paru sprawach. Gorzej czuję się przy innych ludziach. Im bardziej zależy mi na czyjejś opinii tym mniej pewna siebie się staje.
Z resztą... Kto by chciał kogoś takiego? Jestem niezdarna, nie jestem top modelką, jestem wybuchowa i impulsywna.
Jestem brudna... Bo spotkało mnie tyle rzeczy... Mam blizny i drugą osobę w głowie. Kto by mnie taką chciał.
A wiecie, im bardziej mi zależy tym bardziej to wszystko boli.
Boję się też, że jeżeli znowu zainwestuje tą resztkę uczuć, o ile jeszcze je mam, to wszystko stracę. Dosłownie
Wiecie jak to jest, gdy w głowie otworzy się furtkę "samookaleczanie" albo "samobójstwo"? Tego nie da się już zamknąć. To studnia bez dna. Możesz ją zakryć, zabudować lekami i terapią. Ale to nadal jest z tyłu głowy.
Boję się, że jeżeli zbyt dużo stracę to stracę życie.
Zależy mi na nim. Ale po takich (tych które były) związkach mam wątpliwości czy wiem co to miłość, czy kiedykolwiek ze wzajemnością jej doznam. Nie chcę zrobić mu krzywdy. Nie chcę żeby czuł presję, lub bezsilność, lub rzucał coś z mojego powodu, lub żeby mój paskudny humor i choroba mu się udzieliły.
Ja wiem że choruje, że mam zaburzenia lękowo depresyjne. Ale dla osób, które są laikami (jak chyba całe społeczeństwo) to może być: szopka, dramatyzowanie, zły humor, okres, wydziwianie, atakowanie, nakładanie presji, pioczenie, księżniczkowanie. Zwyczajne użeranie się z rozdwojoną osobowością. W sumie te dwie osobowości też mogą być dezorientujące. Ale maia jest moją podporą i opieką. Ostatnio było mi strasznie słabo. Słaniałam się na nogach. A musiałam jeszcze wziąść prysznic. Maia przejęła moje ciało i mi pomogła. Dziwnie to brzmi, prawda? Ale przez lata to jest bardziej norma niż coś nietypowego.
Dzisiaj zrobiłam coś ciężkiego dla siebie. Wyrzuciłam dwie rzeczy związane z pierwszym i z byłym chłopakiem. Każda z nich zrobiona była ze starannością i uczuciem. Ale nie mogę tkwić w przeszłości. Zbyt ciężko pracuje, by dać się zabić. Ale to nigdy do końca nie zgaśnie. Niestety
czwartek, 19 września 2019
The first
Nie zgadniecie kto mi się śnił. Mój pierwszy chłopak.
Przyjechał w odwiedziny do mojego miasta, tzn pozwiedzać coś. Musiałam go zobaczyć. Za wszelką cenę. Tak czułam. XD jak w końcu na niego trafiłam to schowałam się wśród mchu.
Był inny. Taki sam, ale inny. Ja też czułam się inaczej.
Podszedł do mnie i zwrócił się, jak do niechcianego dziecka. Nie bolało. Byłam szczęśliwa, że żyje. Nie był wyższy, miał tak samo długie włosy i ciemny zarost. Gęstszy i trochę na wadze przybrał.
Powiedziałam, że już się tak nie czuję i się zmieniłam. On przytaknął. Czułam, widziałam w jego oczach, że w końcu ma własne życie. Ja nie czułam tej nerwowości, tych motylków. Mogliśmy odejść i tym razem się nie oglądać.
Piękny sen. Może go potrzebowałam. Żeby wiecie... Pogodzić się z samą sobą.
Nie wiem co myśli i robi teraz naprawdę, ale bardzo bym chciała, żeby było jak w tym śnie.
Szczególnie teraz, gdy sama zacznę studia.
sobota, 14 września 2019
Mdłości
Znowu mój umysł zasnuwa szarawa mgła. Mam ochotę się jej poddać. Zgasnąć na kilka dni i odpocząć. Po prostu na nowo wszystko przetrawić, żebym mogła znów zepchnąć w kąt i udawać, że to się nie stało.
Zapada zmrok
Każdy ogień zgasł
Zimny wiatr
Mrozi drobne kostki
Przeszywając do szpiku
Drewnieje, z porcelany
Każdy staw
Oczy ze szła
Szeroko otwarte
Widzą patrzą
Choć nie na to co widzisz
Na to co widzą
Jedynie lalki
Ich usta poruszają się
Jak chcesz
Ich ciało nie odpowiada
Baw się jak chcesz
Otwarte oczy
Samotna łza
Na malowanej buźce
Lalka nie ma zdania
Ani głosu, bez protestu
Bez ciepła, bez woli
Zasypia
Gdy budzi się zwierz
piątek, 13 września 2019
Today
Na początku tygodnia wyjechałam na obóz integracyjny dla mojego rocznika na studiach. Głównie wystraszona. Nie wiedziałam, jak to wygląda i czego się spodziewać. W dodatku bolało mnie gardło, więc miałam świadomość, że mogę odlecieć. Teraz pod koniec myślę, że nie trafiłam tak źle. Nie było żadnej skrajności. Tylko się pochorowałam i to ostro jak dla mnie. Czuję się jak chodzące zombie, a jeszcze sporo osób pije, więc i to powoduje nieciekawe sytuacje.
Najgorsze były prysznice w akademikach. Za każdym razem jak tam wchodziłam to czułam mdłości ze stresu że ktoś wejdzie.
Dużo chodziliśmy i miałam jedną z lepszych dyskotek w życiu. Trzy osoby zaprosiły mnie do tańca, były rytmy samby, a ja obczaiłam fajne miejsce na górze, gdzie mogłam wszystkich obserwować. Pod koniec jedynie dostałam chyba napadu paniki, nie jestem w stanie określić, ale się dusiłam. Szybko wyszłam, żeby nikt nie zauważył i na zewnątrz się uspokoiłam. Prawdopodobnie wtedy mnie tak ostro przewiało i się dobiłam.
Przez moją koleżankę z pokoju poznałam jednego chłopaka z energetyki. Mam nadzieję, że ona się nie obraziła o to, bo miałam takie wrażenie.
Dobrze wiem, że ciężko mi kogokolwiek stanowczo odtrącić i na wiele innym pozwalam. Jednak najgorsze jest to, że praktycznie nigdy nie wiem co czuję. A tu bym chciała czuć coś więcej, bo mi się podoba ten chłopak. To strasznie naiwne. Wielokrotny gwałt i przemoc, odrzucenie... Nie jestem dobrą dziewczyną. Koniec końców wszyscy mnie odrzucali, albo ja nie wytrzymywałam. Mam wady i wahania nastroju. Boję się związku... A z resztą, nie wiem co on myśli... Bardziej się boję w takiej sytuacji niż jestem zauroczona. Niby uśmiech mi nie schodzi, ale momentami mam ochotę płakać. Może poczekam? Po za tym jestem chora. I nie myślę, nie panuje nad sobą i gadam głupoty. Normalnie byłabym zimna i zdystansowana. Nie lubię się odkrywać, ani mówić o tym co czuję, bo to przeraża mnie jeszcze bardziej.
PS. Nie polecam obgryzać warg przy zapaleniu gardła, bo się paskudnie goi i ciężko się je XD.
piątek, 6 września 2019
Bez związku
Śnił mi się mój "przełożony". Trochę inaczej to działa w strukturze w której jestem, ale na nim polegam, więc myślę, że mogę go tak nazwać.
Śniło mi się, że zaprosił mnie na wspólny wypad w góry. To było miłe i ciepłe uczucie, jak o to zapytał.
Przyznam się, że już na pierwszym spotkaniu zrobił na mnie wrażenie. A po jakimś czasie zaimponował. Jest miły, uczynny, komunikatywny. Przede wszystkim jest źródłem pozytywnej energii, takiej spokojnej i stabilnej. Wydaje się być dojrzały, a największe moje uznanie ma, że żegna się przy każdym mijanym kościele. Może to drobiazg, ale podziwiam religijnych ludzi. Nie fanatycznie idących słowami kościoła, ale tych których wiara wynika z pokory i miłości. To jest piękne.
A wracając do tematu. Tak, podoba mi się, ale za wysokie progi na moje nogi. Bywa.
Tak, jak również nie nadaje się do związków. Jestem niestabilna psychicznie. Dużo lepiej czuje się wśród zwierząt.
Niedawno zaadoptowałam kota. Dużo roboty, ale jest kochany i pocieszny. Nie jest smutny, a nawet jeżeli to mogę coś poradzić.
Mam pecha do facetów. Albo ich nie obchodzę, albo są słabi psychicznie.
Gdybym miała wybierać? Słabego lub dziewczyna. Tylko musiałabym się podleczyć z debresji zmieszanej z lękami, żeby móc wytrzymać odpały partnera. Bo inaczej pogrążyłyby mnie. Znowu. A trzeci raz nie będę tego przerabiać. Przeraża mnie to.
czwartek, 5 września 2019
Fade
Wczorajszy dzień był jak kubeł zimnej wody. Strach wrócił. Ponad to.... Ktoś?... W każdym razie facet, ciągle jest smutny. Tak jak wcześniej czułam, że czuje do mnie coś więcej, tak teraz czuję, że to daje mu smutek. Nie odwzajemniam tego. Nie chcę się całować, miziać... Już sama nie wiem. Czy moje nie trudno zrozumieć? Raczej nie, ale na pewno ciężko przyjąć.
Mówi jak mój były, czuję tą samą presję. Ale nie czuję miłości, jak przy byłym. Właściwie to to głównie wywołuje lęk, panikę, chęć obrony i wycofanie.
Jednocześnie, gdy powiem prawdę to on może na siłę ukrywać uczucia, a to nie jest zdrowe i prowadzi do wybuchów.
Przez to jak się czuję, tylko atakuje. Nie umiem pocieszać, nigdy nie byłam w tym dobra. Matka nauczyła mnie tylko jak bagatelizować uczucia innych. Nie wiem co robić. Znowu zrobię gówno z czegoś...
Nie powinnam nawiązywać zbyt bliskich relacji. Raczej nikomu więcej nie opowiem mojej historii...
piątek, 30 sierpnia 2019
Dobrze się czuję w lokach, które sobie zrobiłam. Wgl dzisiaj pozwoliłam sobie zadbać o siebie. Umyłam porządnie włosy, potraktowałam maską na włosy i ulożyłam je. Później umyłam twarz, wysuszyłam, nałożyłam maskę peel off z węglem. Po ściągnięciu przetarłam twarz płynem micelarnym, by usunąć resztki maski i nałożyłam serum nawilżające.
Przynajmniej teraz nie czuję się jak worek na śmieci. Przynajmniej od szyi w górę. Z resztą jest gorzej. Mam ochotę odrąbać sobie lewą rękę albo chodzić z dopinanym lewym rękawem. Wcześniej miałam taki problem, ale udało mi się wyjść z tego i chodzić w lecie w krótkich rzeczach. Wcześniej nawet przy 30 stopniach chodziłam w długim rękawie i długich spodniach. Jakbym była trędowata... Bo trędowatym się wytyka skazy na skórze, prawda? Nawet na basen nie mogę wyjść. Mój dołek i wstyd rośnie od kilku dni.
I jeszcze nie wiem co zrobić z moimi napadami agresji. Gdy czuję się przytłoczona dużą ilością bodźców (w tym tych psychicznych) to moja frustracja wzrasta do tego poziomu, że zamienia się w agresję wyładowywaną na pierwszej lepszej osobie. Później znowu jestem do rany przyłóż, później zimna i milcząca. Nie rozumiem co dokładnie wpływa na te zmiany. Ale chociaż tyle że biorę antykoncepcje i nie mam tych hormonalnych wahań...
Jestem zepsuta. Nawet nie umiem powiedzieć co czuję. Po prawdzie jedynie się martwię i stresuję. Reszta to albo wynik współdzielenia emocji (np ja i film) albo fikcja. Nic nie czuję. Gdy wejrzę głęboko widzę tam martwą pustkę. Nie mam przyjaciół, którzy byliby łagodni i wysłuchali mnie. Którzy poszliby ze mną i żebyśmy motywowali się nawzajem. Taka sielanka nie istnieje. Głównie z mojej winy, bo łatwo irytuje się negatywnymi emocjami innych. Za dużo ich już słyszałam. I tym bardziej mnie irytują po tym jak spojrzałam na cień śmierci
Ale w takich momentach staram się odpłynąć. Wiecie, wiotczeje mi umysł i dryfuje. Dlatego zapominam o różnych rzeczach.
Chciałabym już zacząć studia. Wiecie, wplątać się w wir terminów i pracy. Gdy siedzę w domu, zapuszczam korzenie i robi się gorzej i gorzej. Dlatego nie znosze niezajętego umysłu. Gry, filmy, rysowanie. Wszystko, każda aktywność bardzo mi pomaga. W takim zastoju zaczynam gnić. Tak jak teraz. Nie myłam włosów, zębów itp. Dopiero dziś coś zrobiłam i dobrze mi z tym. Z chęcią położyłabym się na czyimś ramieniu albo nogach. Na siedząco oparłabym się o ramię. To relaksujące.
Albo gdy ktoś masuje po plecach jednocześnie zajmując się na przykład książką. Wtedy czuję się komfortowo bo cała uwaga nie jest na mnie skupiona i nie muszę być czujna.
Bardzo bym chciała nie wstydzić się swojego ciała, nie wstydzić blizn jak jeszcze jakiś czas temu. Chciałabym znowu być dumna, bo pokazują, jak trudną drogę przeszłam. A nie czuć tego przypalania słowami, gdy ktoś nagle zwraca na nie uwagę :c
Naprawdę czuję się beznadziejna. Nie umiem stawiać kroków, wiem jak, ale nie mam zapału, nie mam motywacji ani dobrego celu. Szczególnie wiedząc, że nie założę rodziny. Nie znajdę osoby, którą pokocham całym sercem, a też nie czuję się na siłach poświęcać dzieciom.
Miałam dziwny sen. Jechałam z rodzicami autem. Wokół sucha wysoka żółta trawa. Dojechałam do małej drewnianej chatki. Trochę przypominała jakąś baszte, bo była wysoka. Ciemne drewno i kilka szpar dających światło tworzyło posępny półmrok, gdzie w snopach światła tańczył drobinki kurzu. Zjechało się więcej ludzi w poszukiwaniu skarbów. Schody skrzypiały w drodze na ostatnie piętro. W pomieszczeniu do którego dotarła było duszno i ciemno. Wnętrze przypominało sypialnie z XX wieku. Drewniane łóżko z białą narzutą z koronką na brzegu. Naprzeciwko drzwi stała szafa o równie ciemnym drewnie jak reszta domu. Obok łóżka stał stolik z serwetą robioną na szydełku, o pod sufitem oprócz lekko tlącej się lampy naftowej wisiały zioła. Pokój przecinały trzy linki. Każda z nich kryła śmiertelną pułapkę chroniącą ukryty stos banknotów. Zjechało się więcej ludzi. Dom został wykorzystany przez psychopatę (pokroju jokera, choć prawdziwego imienia nie pamiętam) w celu stworzenia makabrycznej gry na śmierć i pieniądze. Obecny tu domek-baszta był na łatwiejszym poziomie i jak można było się spodziewać - nagrody już nie było. Wszyscy uczestnicy gorączkowo szukali innej pułapki. Pogrzbałam trochę w mapie na telefonie i pierwsza znalazła to miejsce. Było tylko parę kilometrów stąd, więc rzuciłam się do biegu. Bez samochodu z rodzicami. Uznałam że będzie szybciej i dyskretniej. Niestety inni też się połapali co do lokalizacji. Zaczął się wyścig. Mój bieg wyprzedził dwaj mężczyźni na żółtym sprzęcie do prac drogowych. Uczepiłam się końca i choć próbowali mnie zrzucić, nie spadłam. Po dotarciu nad brzeg skarby na skraju lasu, wyskoczyłam z pojazdu i pomknęłam naprzód. Skorzyłam z 5-10metrowej skarpy w las. Zrobiłam to pochopnie i wystraszyłam się, że stracę życie. Na szczęście pomijając nieprzyjemny stan nieważności w żołądku nic mi się nie stało. Pobiegłam dalej w stronę białego rodzinnego domku w środku lasu, pełnego pułapek.
Więcej nie napisze. Jestem strasznie zmęczona.
wtorek, 27 sierpnia 2019
Box
Jestem wykończona. Siedzę cały dzień z kotem i go pilnuje (mam nadzieję że nie zaraził mnie pasożytem jakimś pokarmowym). Ponad to też nie wiem co zrobić w sytuacji w jakiej się znalazłam. Wiem że nic z tego nie wyjdzie. Mama z siostrą dolewają oliwy do ognia. Dziś znowu wstydziłam się swojego ciała, po rozmowie z mamą. Jeszcze nie ubrałam zegarka, więc tym bardziej było to dla mnie niekomfortowe... A nie miałam kieszeni. Masakra. Chciałabym wymazać te blizny, tak żeby nikt ich nie widział.
W dodatku sporadycznie "tama" z leków się luzuje. Wtedy czuję taki ból i myśl "zabij się" z wizją jak mam to zrobić. To tylko chwile, ale są nieprzyjemne. W sensie to nie jest myśl nad którą panuje i która ma konkretny powód. To nagły ból który atakuje z każdej strony i wciska swoje racje. A ja robię się bezwładna. Trzymanie emocji i uczuć w ryzach by ochronić wszystkich boli. Boli jakby ktoś Cię zawiódł. Jak żebra wrastające w mostek... Jestem ciekawa czy będę jedną z tych niewielu młodzieńczych przypadków gdzie Ci wysiądzie serce.
sobota, 24 sierpnia 2019
Muszę coś jeszcze napisać.
Wiecie, włosy dość szybko mi rosną i szczerze mówiąc jestem trochę przestraszona. Tym, że im są dłuższe, tym bardziej przypominam siebie sprzed lat. Tą cichą i wycofaną.
Po drugie. Kiedyś nie zastanawiałam się ile mogę mieć skrzydeł. A tu mam ich przynajmniej trzy pary. Myślicie, że zawsze powinniśmy zadawać pytania? Nawet w sprawie oczywistych z pozoru rzeczy? Moim zdaniem warto. Nigdy nie utwierdzać się w jednym osądzie. Zawsze zostawiać margines błędu. Nie po to żeby mieć drogę ucieczki, ale dlatego, że nic nie jest pewne. Tak naprawdę żyjemy zamknięci we własnych głowach. Zamknięci w ciele. To co widzimy to tylko impulsy, przesyłane przez nerwy, widzimy kolory, odbite światło inaczej niż inne stworzenia. Czy widzimy źle? Sporo naszych pragnień i reakcji jest zwierzęca. Popęd seksualny, głód, pragnienie. Humory dyktowane przez hormony czy substancje psychoaktywne bakterii w naszych jelitach. Taki Matrix.
Dlatego do głowy wpadła mi myśl czy pewne sprzeczności nie są spodowane na linii samoświadomość-fizyczny mózg. To by było ciekawe pod wieloma względami. Etycznymi, fizycznymi, itp. To by wyjaśniło kilka kwestii. Chociażby to, że nie czuję się kompatybilna z ciałem, tak obco. Gdyby tak było to czy miałam tak od początku czy ten rozłam pojawił się w jakimś momencie?
Muszę to sobie przemyśleć
Omg Xd
Czuję się jak dzieciak z podstawówki XD jestem rok strasza, a gonie za własnym ogonem. Takiego zawstydzenia dawno nie czułam. Czuję jak moje wewnętrzne dziecko się cieszy. A mój rozum mnie wycofuje. Ale nawet jeżeli z tego nic nie będzie, nawet jeżeli wszystkie sutry pozostaną takie same to czemu by nie?
Ah, nie wiem. Uśmiecham się, cieszę i ekscytuje, a to wszystko jest wymieszane z tym codziennym smutkiem i strachem.
Jednak lubię to uczucie omotania i bycia poddanym, nie myśląc o niczym.
Nadal czuję tą dłoń, jakby cały czas był. Tylko władczy z natury ludzie mają zdolność do zostawiania takich śladów. Czy to źle? Nie wiem. Nie czuję się z tym źle, w jakiś sposób mnie to odpręża.
Gdyby było mi obojętne to bym się nie wahała. Nie czułabym tylu barw... Jednak emocje są męczące... Aż mi się ziewa i w głowie pulsuje.
piątek, 23 sierpnia 2019
Żar/Srebrna nić
Żar co tli
Kartkę, papierosa
Jasny brzeg
Wyspa pełna lawy
Spływa ciężko
Powoli
Patrzę na to
Tuż obok
We mnie
Jak przybiera miły odcień
I boję się i nie chcę
I mówię, to nie dla mnie
Odejdę wcześniej czy później
Ale stoję
Pamiętam tą noc
Wieczór
Na wiśniowym drzewie
Na marzeniach
Splątanych srebrną nicią
W blasku pełni
Budziły się do życia
Oblekając, wiążąc
Otwierały oczy
Kierowały ruchem
Nadawały mi oddech
Srebrny, niezwykły
Ten który zostawia pustkę
Ten po którym pragnę złota
Oddech, wydech, bez wdechu
Czuję w sobie
Każdą srebrną nić
Jak drażni, jak prowadzi
Jak mówi, jak drży
Jak w ekstazie trafi
Na jedno z drobnych źródeł
Jak trafi na pośrednika
Jak trafi na ducha
Sama opadam miękko
Czując każdą drobnostkę
Na srebrnej nici
Zobaczysz obraz
Tak gęsto upleciony
Nabiera barw w księżycu
Napełnia niepokojem
I wpadam w studnie
I wpadam w ludzi
Czując ich
Będąc nad nimi
I w nich
Czuję ból i strach
Czuję radość i ciepło
Czuję wolność i zniewolenie
Każdy pierwszy raz
I każdy ostatni
W srebrnej nici
W którą wpadam
Nierealną w realności
środa, 21 sierpnia 2019
Fortuna
Coś się wkrada
Myśl niepozorna
Jak te
co tuż przed snem ulatują
Coś się wkrada
Słowo zamiennik
Które definiuje
Każde niewyjaśnione
Nie wiem
Powtórz
Mi jeszcze raz
Tą bajkę przed snem
To odbicie w oczach
Jeszcze raz
Ten szczery śmiech
I blask w oczach
Powtórz
Po milion kocham
I Nas w oczach
Jeszcze raz
Ciepło równego serca
I aksamitny głos
Łagodną dłoń
Drażniący oddech na szyi
Smak ust
Powtórz
Po tysiąckroć
To małe złoto
W podbrzuszu
Jasny promyk
Z mojego ciała
Który był twój
Nasz
Jeszcze raz
Mocniej i głębiej
Bym była bezbronna
Wobec szczerości
Powiedz że wierzysz
I że mnie nie tkniesz
Dopóki tej wiary nie udowodnisz
Powtórz
czwartek, 15 sierpnia 2019
Dzisiejszego dnia znowu dostałam obuchem w łeb, że nie stworzę z nikim bliskiej relacji.
Jestem nudnym dziwadłem, cichym i nieprzystępnym, odpowiadającym same ponure rzeczy.
Zabawne, deszcz płacze wraz ze mną.
Zawsze byłam wrażliwa na naturę, wrażliwa na piękno. Wiecie... Bycie innym nie daje szczęścia, szczególnie gdy sobie to uświadamiasz. Czuję się bardziej bezradna niż moja siostra.
Nie czuję przywiązania do tego świata. Naprawdę, nie wiem jakie to jest, może egoistyczne, może to hipokryzja. Nie wiem. Może nie potrzeba na to określenia. To co zauważyłam też dzisiaj, gdy się wystraszyłam w ciemności. Moje ciało wiotczeje. Kiedyś się napinało, gotowe do walki lub ucieczki. A teraz wiotczeje. Słabo trawi, po większości rzeczy źle się czuję. Nie jest takie rozciągliwe i silne, bo przestałam ćwiczyć. Z jednej strony jestem całkowicie pogodzona z rzeczywistością. Albo lepiej, z naturą w tym naturą i słabością własnego ciała. Jedyne co wywołuje ból, to drugi człowiek. Z tym moje serce nie umie się pogodzić. Naprawdę, gdybym mogła ulżyć osobom, których to nie zraża. Tym, którzy mają światło w sobie i na zewnątrz... Oddałabym im swoje lata.
Znowu te zawroty głowy i mdłości...
Jakby moje ciało zdychało. Chociaż wszystkie badania wychodzą dobrze.
Mój umysł robi się mętny o tej godzinie.
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
Wish
Mój były do mnie napisał.
Strasznie się miotał. To co mówił strasznie mnie bolało. Naprawdę. A mimo to nadal byłabym dla niego. Ale on nie byłby dla mnie.
Wiecie czego bym chciała? Tak ogólnie.
Chciałabym słyszeć szept "kocham Cię" z przyjemnym dreszczem i radosnym błyskiem w oku drugiej osoby.
Chciałabym gładzić policzek, gdy oparci czołami wsłuchujemy się w nasze oddechy.
I opiekować się gdyby zaszła jakaś choroba. I wtulać się w niego gdy przyjdzie zły sen. Usłyszeć, że jestem piękną osobą z pięknym wnętrzem z każdą skazą i wadą, gdy patrzy wprost w moje oczy.
Żebyśmy razem działali, dużo razem działali. Tańczyli, śpiewali, uprawiali sport, czytali oparci o siebie ramionami.
Nawet siedzenie w tym samym pomieszczeniu.
Chciałabym żeby brał mnie znienacka na ręce i całował w czoło.
Zrobiłabym wszystko żeby się uśmiechał. I żeby ten uśmiech był szczery.
Żeby był przyjacielem, bratem, całym moim światem. Tak kocham. Ale wiem że nigdy tego nie przeżyje.
Chciałabym znów płakać ze szczęścia, patrząc w oczy ukochanemu i nie wierząc, że właśnie mnie takie szczęście spotkało...
czwartek, 8 sierpnia 2019
Przybądź na moje wezwanie, niech dusza twoja z moją jednym się stanie
Hej hej hej
Wstaje nowy dzień
Hej hej hej
Jaki kolor masz
Hej hej hej
Nie wzywaj go
Hej hej hej
Pokaż prawdziwą twarz
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Stone
Coraz częściej myślę, że brak we mnie jakiejś części duszy. Że to co robię nie jest moralnie właściwe. Nie wiem czy rani czy nie. Na tamten moment nawet nie myślę I przyswajam to bez zbędnych emocji. Jedyne obrzydzenie jakie mam to do faceta, który mnie przeleciał. Do siebie już dawno nic nie czuję.
Był, jest chory, nie pomyślał, że może mnie zarazić. Sama nie wiem czemu to robię.
Całował mnie, dotykał, przeleciał. Na tyle mocno, że do tej pory bałam się sikać, a i teraz piecze. To nie tak, że tego nie chce, chce tego, ale nie chciałabym tak czuć? Nie wiem jak to sensownie wytłumaczyć. Taki ból przy wkładaniu, jakby rozdzierał Ci wejście nie jest przyjemny, nawet ograzm jest na swój sposób bolesny. Czemu się w to pakuję? Nie wiem, może z braku lepszych opcji, może z nudy.
Denerwuje mnie jednak to, że nadal czuję jego zapach, że nie mogę spojrzeć mu w oczy, gdy do tego dochodzi, ba nawet na niego nie patrzę, więc nie mam pewności czy ma gumkę, ale nie obchodzi mnie to.
Za każdym razem wzrasta poziom jakiejś nienawiści, dzięki której jestem coraz bardziej bezduszna.
Gram, rzucam kostką, wkładam kartę, ruszam pionkami, opracowuje strategię. Może zabijam nudę, może jestem wyrachowana.
Chciałabym zniknąć, jutro się nie obudzić. Czeka mnie ciężki, samotny dzień. I jutro i pojutrze pewnie też.
czwartek, 1 sierpnia 2019
Dwa skrzydła
Życie jest trudne. Tak, wiem, odkrycie Ameryki.
Słabo się dziś czuję, gorąco, drżenie, mdłości i bóle głowy. Mam wrażenie jakby brakowało mi powietrza.
Przy okazji się miotam. Pomiędzy skrajnościami. Nie widzę nic w przeciwnej płci, gdy jest bliżej. Jestem pusta, ale pełna wspomnień.
Znacie gniew? Nie wściekłość, co jak wulkan wybucha w około. Gniew wewnętrzny, cichy, trawiący zew sprawiedliwości, by wszystkich co Cię skrzywdzili zniszczyć razem z im podobnymi.
Ale nie mam złego serca. Jestem łagodna i ugodowa, łatwo wybaczam.
Skrajności.
Mogę być jak szmata, całować i ruchać jak leci, ale w głębi mnie to rani. Zbyt głęboko bym przestała, bo z drugiej strony to nie takie złe. Ale nie mogę otworzyć siebie na kogoś kto mnie dotknie. Wtedy staje się sobą, uśmiechniętą , zlewającą o ironicznym humorze. Im bardziej jestem zdecydowana, tym mniej obchodzi mnie druga osoba.
Naprawdę źle się czuję... Już dzisiaj raz zemdlałam. Drugi raz w życiu, choć tym razem nie byłam na słońcu... Eh
Chciałabym nie istnieć
niedziela, 30 czerwca 2019
jeden w krakowie, drugi w gliwicach.
Ale mam wrażenie, że nigdzie sie nie dostanę. W dodatku nie mam nikogo. Biore leki na uspokojenie, ale czuję jak strata przyjaciela odbija się ogromnymi falami od muru. Straciłam tą wolę wali. Czuje sie obojętna. Wszystko co robie jest obosieczne. Ta nature jest niesamowicie zgodna ze mną. We mnie też jest tyle sprzeczności. Żadnej z nich nie umiem opanować. Frustracja i zobojętnienie istnieją równolegle do siebie. Gdybym mogła kochać tak szczerze, jak ciepło jak na początku. Wiem że to by mnie uratowało. Ale straciłam tą miłość. Jak wszystko inne. Nie robię ze swoim życiem nic. Krótkie zrywy zmieniają tory, ale bez mojego przyjaciela nie mam na co liczyć. patrzę na swoje wnętrze, jak dwa wilki, biały i czarny zagryzają się nawzajem. Zdarzenia, ludzie, wszystko co odbieram nasila jedną lub drugą stronę.
Jeżeli nie dostanę się na studia, zawiodę wszystkich. To będzie mój koniec.
Wcześniej, gdy próbowałam się zabić, górę nade mną brały silne emocje chcące mnie zniszczyć. Ale pojawiał się równie potężny pierwotny strach. Bo żadne zwierzę nie chce umierać. Działam dość instynktownie, więc zostawiałam furtkę szeroko otwartą, by ktoś to przerwał. Co jeżeli będę sama? Jeżeli nie będę widzieć dla siebie przyszłości? Jeżeli będę na lekach uspokajających i żaden pierwotny strach mnie nie ocali?
Dałam z siebie wszystko. Chciałam jak najlepiej, dla siebie i innych. Ale mam przeczucie, że bez pozytywnego kopniaka nie przeżyje kolejnych dwóch miesięcy.
Nie rozumiem czemu trafiam na takich mężczyzn. Ani czemu sama pcham się w dłonie oprawcy. Gdyby skrzywdził kogoś innego- zabiłabym. Ale sama wobec siebie nie mam poczucia zagrożenia. Zawsze martwię się o drugą stronę.
Uprawiał ze mną seks, bez mojej zgody, choć moja psychika nawet się nie broniła. widział rany na moich biodrach, nie przestał, nie zauważył gdy łzy skapywały ciurkiem, z każdym pchnięciem. Nie mogę zapomnieć. Wysłał screenshoty naszej rozmowy, prawie niszcząc związek i niszcząc moją relację z przyjacielem. Ale nie umiem go od siebie odepchnąć. Choć nigdy nie będzie bliżej.
To wszystko boli, drąży mnie bólem, wciąż i wciąż, wyciskając łzy, które widzę jedynie ja. Nikt nie zechce kogoś takiego jak ja. Jestem sama. Wszystko w Boskich dłoniach. Bez studiów stracę cel, a wraz z nim jakikolwiek sens i ten czarny wygra.
Chociaż nie chciałabym zabijać mai. To taka kochana osóbka, chciałabym podarować jej własne ciało i własne życie. Szkoda, że to niemożliwe.
Myślę o was wszystkich, wiecie? Czasem mi się śnicie, czasem widzę was, albo kogoś z waszej rodziny na ulicy i wracają wspomnienia. Ciepłe, ale bardzo odległe. Pamiętam każdego z was. Z przedszkola, z podstawówki, z gimnazjum, z liceum. Rozpoznaje was nawet po ponad 6 latach. Zawsze mam nadzieję, że u was dobrze. Mimo wszystko.
piątek, 7 czerwca 2019
twarze dwie
wiele się działo... głównie tych złych rzeczy, próbując płynąć znowu zaczęłam się topić.
W mojej osobowości jest silny rozłam
dzisiaj...
spotkałam się z kimś. Dawno go nie widziałam. Mój ojciec dawno temu określił go jako "nachalny", ale nie w negatywnym znaczeniu. w pewnym sensie była (jest?) to prawda.
ale ja nie o tym
ciężko mi zebrać myśli po tym wszystkim. Nie umiem go wyczuć, jego duszy, zapachu, wzroku. Nie pamiętam czy kiedykolwiek ostatnio czułam w sobie pragnienie. wiecie, pragnienie uwierzenia komuś.
Był pewny siebie, swobodny. Nie był cały czas skupiony na mnie, ale dostrzegał subtelności. Był łagodny, ale gwałtowny.
Jego terapia szokowa była straszna. Nikt nigdy nie był taki wobec mnie. Bardzo się wystraszyłam, moje wnętrze oszalało i nie mogłam znieść własnej skóry. To moja główna wątpliwość. Bo dla takich ludzi nie liczę się ja, a to jak się prezentuję. Dobrze im dopóki jestem uśmiechnięta i przytakuję.
Mimo tego jego zachowanie świadczyło też o innych rzeczach. Dlatego mam wątpliwości. Wszyscy kłamią, ale przecież nasze gesty ciężko udawać.
Nie wiem... jednak dodał mi sensu, powodu do działania. Użył "my", odprowadził mnie pod dom, zareagował na moje potrzeby. Był taki dobry wobec mnie. Ale to przecież tylko chwilowe? zawsze tak było. Jest inny?
Brak kontroli nad kimś sprawia, że czuję strach. Ciężko mi zaufać, bo zawsze zostaję zraniona. Dawno nie pocałowałam nikogo z uczuciem. Nigdy z nikim mi się tak dobrze nie śpiewało. Nikt nigdy nie powiedział, że moja improwizacja jest dobra. Czy był szczery? Boję się cieszyć... boję się uwierzyć i to później stracić.
Kim dla mnie jest?
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
Inside
Gdybym miała powiedzieć czego teraz pragnę, tak z najgłębszych głębin to bliskiej i bezpiecznej relacji. Pocałunku, przytulenie, wspólnych zajęć, leżenia w trawie. Wspólnego śmiechu i żartów. Wspólnego żalu. Wspólnego pikniku i innych rzeczy. Chciałabym czuć się ważna. Jak do tej pory jestem nagrodą pocieszenia, drugiej kategorii, trzeciego priorytetu. A chciałabym być dla jednej osoby naj. Najlepsza przyjaciółka, najlepsza opcja, najlepsza dziewczyna.
Chciałabym, żeby ktoś mnie kochał. Ale nie chce tego usłyszeć. Ludzie kłamią. Ranią, są obłudni.
Chciałabym być ludzka, nie być suką. Chciałabym móc być sobą. Ale to nigdy się nie spełni. Nie mam szczęścia, fortuny, która pozwoliłaby mi na znalezienie sensu życia...
niedziela, 21 kwietnia 2019
Fake a smile
Jak to jest, że gdy odmawiam picia przy rodzinnym gronie to tylko mnie namawiają. A jak zacznę pić to moja matka wspomina o mojej zmarłej matce chrzestnej, która upadła i rozbiła sobie głowę (była alkoholiczką).
To wina rodziny, że ona nie żyje. Nie kiwneli nawet palcem by jej pomóc, ja nie mogłam, byłam zbyt młoda.
Teraz matka to wyciąga. Nagle cały ten gniew i poczucie niesprawiedliwości wróciły. Zepsuła mi humor i poczułam się winna.
Tylko, że to nie alkohol wprowadza w alkoholizm, ale problemy o których chce się zapomnieć. A ona jest jednym z nich. Ciągle pogłębia poczucie winy, mówi że nie mam dla niej litości. A ona ma?
Z żadnym problemem się do niej nie zwróciłam. Z żadnym, bo nie mam od niej wsparcia. Nie jest kochaną matką. Ewentualnie kochaną z przymusu genów, bo się z nią wychowałam. Ale ona nie kocha mnie, jak matka. Kocha tylko wtedy, gdy spełniam jej obraz córki.
To niesprawiedliwe, że nie mogę być sobą. To niesprawiedliwe, że również przez własną matkę czuję do siebie nienawiść. Że płaczę, że chce zniknąć, bo wiem że gdybym była sobą, byłabym znienawidzona.
sobota, 12 stycznia 2019
Bal
Gdyby świat pełen świateł
Był ich pełniejszym wymiarem
W kącie w błękicie, tęczy
Migocącej, nikt uwagi nie wręczy
Kryształowy klosz ciepłych płomieni
I choć nikt przeszłości nie odmieni
Mogę być i patrzeć, słuchać melodii
Szumu miliona słów
Setek w jednym momencie
Aż legnę
W omdleniu