music

niedziela, 18 lutego 2018

I have nothing to do here

Czuję się samotna. Bez bodźców. Od dwóch dni leżę w łóżku, dziś nawet nie wstałam. Nie czuję głodu, ból nie robi wrażenia. Dużo śpię, a jak się budzę to z powrotem usypiam do nudnych filmików.
I dręczą mnie myśli, sama się nimi chyba dręcze. Chociaż nie dręczą. Z początku sprawiały ból, teraz tylko są.
Miałeś rację z tym kim jestem, tak myślę. Dodaj do tego tylko nadwrażliwość.
Ale uczyłam się, z całkiem niezłym wynikiem. Tylko to za mało, nigdy nie wystarcze. Zawsze jedno dominuje.
Wolałabym zostać pobita, żeby mi się odechciało niż nadal się zgadzać. Ale tylko to mam chyba do zaoferowania...

wtorek, 13 lutego 2018

Eat me

360 obrotów w łóżku
Z jednego boku
Na drugi
100 westchnień
Za skradzionym snu czasie
500 myśli
Świdrujących nieboskłon
Wewnętrznego świata
Kilka wspomnień
Zabłąkanych, żywych
Choć martwych
1000 uderzeń serca
Co nieznośnie brzmi w ciele
Przypominając gdzie jesteś
Że żyjesz

Miałam dziś naprawdę zadowalający dzień. Mimo że odkąd zapadła zima mój nastrój prawie cały czas jest mierny, to jakoś pcham wszystko do przodu. Nie sama. Ale z moim najlepszym przyjacielem i chłopakiem. Choć przyznać muszę, że cały czas w pamięci noszę byłego. Czasami widzę go w czyimś geście lub innym znaku. Jakby cały czas był obok. Tęsknię, ale nie wiem czy nawet po upływie lat, będę mogła znów nawiązać kontakt. Mam nadzieję, że wybaczy mi, sobie, i że pogodzi się z tym co zaszło. Nawet nie musi rozumieć. Eh... Martwię się o niego.
Szkoła daje w kość- czy to coś nowego? Zadali mnóstwo zadań na ferie, nie wiem czy prokrastynacja pozwoli mi je skończyć...
Rodzice, nie tylko moi też robią swoje, niszcząc samoocenę młodych ludzi nieprzemyślanymi zdaniami. Jednym słowem- świat kręci się dalej.
Mam tylko nadzieję że mój chłopak i ja, że my jakoś dotrzemy tam gdzie godności nie trzeba zbierać z ziemi, a nasze stosunki będą szczere i pełne ciepła.
Chce starać się coraz bardziej i skuteczniej by to osiągnąć.

czwartek, 1 lutego 2018

Fala

Ojciec ostatnio przelewa na mnie flustracje z pracy. Nie jest to w formie fizycznej, ale szczerze to nawet by mnie to nie zdziwiło.
Zmieniał żarówkę w pokoju, na moją prośbę, bo się spaliła. Klnął jak szewc i koniec końców zniszczył klosz w kształcie kulistego lampionu.
Nie, nie płakałam. Byłam bardzo spokojna i na spokojnie dokończyłam matmę, którą i tak nie zrobiłam w całości.
Dopiero gdy położyłam się do łóżka, wraz ze zgaszeniem świateł pozwoliłam sobie na szloch. W poduszkę, by nikt z domu nie usłyszał. Płakałam, bo odreagowywałam stres związany z sytuacją z ojcem i fakt, że coraz gorzej radzę sobie z matmą.
W nocy obudziłam się z mdłościami i choć długo siedziałam z miską, nic nie zwróciłam. Miałam koszmary, choć teraz pamiętam tylko strzępki, bo jestem zaniepokojona nadchodzącymi lekcjami.
Muszę nadrobić zaległości z ostatnich siedmiu dni szkolnych, bo byłam chora.
Jest mi naprawdę bardzo ciężko. Może uda się znaleźć korepetytora z matmy, mimo że rodzice uważają że przecież "jestem taka dobra z matmy"..... Byłam, byłam dobra z matmy. Dopóki miałam dobrą nauczycielkę, prosty materiał i obecność na lekcji
Nawet nie chce mi się płakać. Jestem po prostu zmęczona