music

sobota, 31 grudnia 2016

happy new year

nowy rok
nowe drogi
o jak bardzo mylisz się
czas zawsze jest taki sam
rok to rok
nie oszczędzi Cię
jedynie od Ciebie zależy
jak bardzo spełnisz się
nie łudź się atmosferą
pełną blasków i wybuchów
to tylko chwila wzlotu
kiedyś zniknie

wtorek, 27 grudnia 2016

Come back

Jednak żyje. Przespałam cały tydzień. Prawie. Szczególnie pierwsze dni po tym, jak chciałam podciąć sobie żyły. Życie jakoś dalej ciągnie mnie za noge. Choć może to nie życie.
Powiedziałam prawie o wszystkim ojcu. Na początku stycznia jestem zapisana do psychologa. Moge też liczyć na ogromne wsparcie ze strony swojego chłopaka i paru innych osób. Tak sądze. Nie wiem co by teraz było, bez osoby, którą kocham. Zaryzykuje stwierdzenie, że jest jedynym co odczuwam za przyjemne i wgl- obok niego coś czuje po za tą zgodą na wszystko i obojętnością czy goryczą. Nie czuje sie w żadnym stopniu normalnie, czy poprawnie, ale żyje tym, że On chce, żebym żyła i była szczęśliwa. Też tego chce, ale sama nje dam rady. I wiecie co? Nie chciałabym nikogo innego. Wkurza i zachowuje sie jak dziecko, ale kim by był bez tego? Właściwie to przysypia teraz obok mnie. Może to ptzez konyrast tak to widze, a może nie, jak mocno go kocham i jak bardzo przyjemny jest świat w którym On jest. Mówie często, że kocham z czasem. Że musze odkryć każdy zakamarek kogoś by kochać każdą jego część. Może mialam w tym racje. Wystarczy, że trzyma mnie za dłoń. Wystarczy, że chuchnie mi w kark, muśnie palcem kolano, tylko tyle by mała fajerwerka wybuchła w moim wnętrzu. Nawet nie wiecie jakie to otulające i błogie uczucie.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Chcę...

Chcę się zabić.
Nie wiem czy zdołam.
Chciałabym krzyczeć, ale tylko sie dławie.
Mam ultimatum do końca tygodnia.

niedziela, 18 grudnia 2016

Na dobranoc

https://youtu.be/sGwcfWjRc8g

Help me

Czuje sie jak w jakimś chorym pieprzynym śnie.
Tak źle nie czułam sie od dawien dawna. Myśli samobójcze wróciły. Nawet kiedy sie tne to nie pojawia sie pare kropel na ranie i tyle. Krople przez jakiś dziesięć mniut robą miarowe "kap, kap" tworząc małą kałuże, sprawiając że moja dłoń staje sie zimniejsza od drugiej. Dziś złapałam sie na myśli "czemu tak mało? Czemu nie trafiłam w większą żyłe?"
Chciałabym poczuć czyjeś ciepłe ciało, cieplejsze od moich dłoni. Poczuć opiekuńczy pocałunek na głowie i usłyszeć ciepły głos. Jedyne co mam to przemoknięta poduszka, szczypiący nadgarstek i zimny pokój. Chciałabym zasnąć i już sie nie obudzić. Tak bardzo bym chciała, że to aż straszne. Bo chciałabym tego bardziej niż czegokolwiek innego. Ale mój chłopak nadal żyje, mogę mu sie na coś przydać. Choć teraz nawet w taką oczywistość wątpie. Taki okrutny, niemiłosierny ból...

https://youtu.be/ghPcYqn0p4Y

wtorek, 13 grudnia 2016

drżę

Nie ścierpię tego szumu w mojej głowie. Zamieszanie, misz masz. Nie wiem co mi siedzi pod kopułą, nawet nie chce wiedzieć. Nie wiem co myśleć i o czym. Czuję się taka.. wypełniona popielatą watą, bez ładu i składu. Mam wrażenie, że zaraz zwariuje, nie wytrzymam. Krzyczę w poduszkę, nic nie daje. Łez jakoś nie mogę wycisnąć, choć gardło mam wciąż ściśnięte. Sama się dusze swoim wnętrzem, które nie może ujść nawet w łzach, tak niekonkretną forme ma. Nie wiem dokładnie dlaczego. Może dlatego, że obudziłam drugą osobowość, może przez coś innego?

niedziela, 11 grudnia 2016

Pierwsze pytanie: jak to zignorować?

Ciągle mnie męczą wizje
tak ciężko mówić o niepewnym
jak może to zbytnio zranić
mówię czysto i klarownie
ale już nikt nie słyszy
nie zapominam niczego
a w szczególności
słów pewnych kłamstwa
z nieświadomości światów dwóch
powiedziałam wszystko głośnie
nikt nie słuchał, szczególnie Ty
wizje marzeń, z dużych na małe
płomień piękna, jak uroczy
tli się, gaśnie
co z tego, że w słowiniku
nie ma etykiety "romantyczność"
wizje dwie
przecinają się
Zniszczysz mnie wcześniej
lub później gdy zignoruje się
tam gdzie się zgubiłam
wypalałam kolejne światła
po kolei zanikały w mrok
tylko wypalone knoty
choć nadal świecą się
nie docierają od oczu twych
chcę zawrócić, zniknąć
nie mogę, bo znów
uwięziłam się, nęcona blaskiem
ciepłym, który daje więcej
ale gdy zakrywa się oczy
na prawdziwość iluzji
i podziwia się zaledwie
sztuczki magika na scenie
on zniknie
myślisz gdzie?
nie wiesz, że tuż pod podłogą
a nie na zawsze

sobota, 10 grudnia 2016

Czary mary senne mary

Miałam bardzo dziwny sen. Ale nie pamiętałam o nim, dopóki nie spojrzałam w lustro na swoje usta. Wtedy w głowie pojawił mi sie mój chłopak w jakiejś sytuacji. Jednak nie pamiętam jakiej, ale na pewno dziwnej. Mam to na końvu języka. Usta, on, oddech... Nie przypomne sobie. Ale nic związanego z seksem. Na pewno, z resztą nie miewam takich erotycznych snów, przynajmniej o nich nie pamiętam...
Szkoda, że nie moge sobie przypomnieć, bo nie lubie gdy dręczą mnie wizje bez jasności. To rozprasza.
Swoją drogą oglądałam ostatnio socjalny eksperyment na temat depresji. Skulony, smutny chłopak siedział gdzieś gdzie chodzą ludzie i dopiero po dwóch bodajże godzinach ktoś sie spytał czy wszystko w porządku i naprawde porządnie z nim porozmawiał. Obecnie w polsce chwali sie, że w szkołach prawie co roku prowadzone są kursy pierwszej pomocy. To widać, że młode dzieciaki mają tak wtłoczone do głowy, jak pomóc, że faktycznie pomagają i nie boją sie tego tak bardzo. Jednak... Co jeśli zobaczymy na czyiś dłonach blizny, w oczach łzy, czy ogólnie smutek? Ludzie nie wiedzą jak w TAKICH przypadkach reagować. "Odwróce sie i udam, że tego nie widze", często widze takie myślenie. Nawet u siebie. Chodzi o pewne metody prowadzenia rozmowy z osobami które nie myślą zbyt trzeźwo, choć w sumie upartemu nie przemówisz do rozumu. Dobrze by było, gdyby były prowadzone też warsztaty z psychologii. By i w takich przypadkach ludzie sie nie bali, a ich pomoc była skuteczna. Tak mi wpadlo do głowy. Bo już nie raz miałam takie sytuacje, ale nie umiem tak dobrze rozmawiać, bo w końcu kończe na "zrób to dla mnie" albo "bo zrobie to samo sobie". Ludzie mają naprawde małą świadomość w niektórych sprawach. Głównie dlatego, że są to tematy wstydliwe, niewygodne lub niezauważalne.

czwartek, 8 grudnia 2016

Bring back to life

Nienauczeni
Zagubieni
Skrzydła wolne
I koci chód
Na nie wiele sie zda
Gdy uziemisz je znów
Słyszycie
Serca bicie
Jednego, dwóch..
Tworzą muzyke
Zrób krok, dwa
Obrót, tańcz
Upadłeś? Wstań.
Zapomniałam
Nie umiesz wstać
Nie widzisz mojej dłoni
Jak grecki bohater
Tragedii w dramacie
Umrze nim wszyscy pomrzemy
Ratując cały ród
Który i tak sie wymorduje
Mówisz nie znam
Uczuć innych
Ale lgniesz do ich ciepła
Antyteza razy dwa
Zawirowań koło
Znam je wspak
Gdy widzę- sięgam
Gdy sięgam- wpadam
Wszystko nie tak
Niema z językiem
Gestami mówie
Może to trafi?
Nic nie trafi

Ludzie, dzień w dzień slysze to samo i póbuje pocieszać, ale jakoś nie ma efektów. Tylko potem czuje sie zmęczona. I cały czas popełniam błędy. Wgl moje myśli są tak chaotyczne...
Nie umiem ich łapać. Przynajmniej dzisiaj. Znowu mam aspołecznego doła i i i ... ;___; nie wiem co. Chce na chwile zniknąć i odpocząć, ale brakuje mi szczerego ludziego ciepła ciala i takie ;___; ...
Marudze, znowu. Mam ochote na makaron albo frytki. Znowu mi gorąco od temperatury ciała. Wszystko wiruje w mojej głowie. Znowu nie bede mogła zasnąć. Dziś śnił mi sie koszmar (wojny, morderstwa m.in. mojej rodziny, strach i ukrywanie sie) i znowu obudziłam sie z płaczem. Popłakałam chwile szepcząc "Lea" i sie uspokoiłam. Lea to była mała dziewczynka podobna do mojej młodszej siostry i albo ją porwali albo ją zabili, nie pamiętam. Ale bolało. Eh...

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Już lepiej. Nie martw sie.

Weekend okzazł sie być zbawienny dla mojej psychiki. Choć ciało nadal sie naprawia, myśle że będzie lepiej.
Miałam dziś przedwczoraj małe zaskoczenie ( raczej zawał serca). Bo spotkałam swojego przyjaciela z dzieciństwa w galerii handlowej. Zaszedł mnie od tyłu i wystraszył.
Nadal jestem chora i nie chce w tym tygodniu wracać do szkoły :( za dużo musze nadrobic i pisać

piątek, 2 grudnia 2016

Nie sięgam ni dłonią ni wzrokiem

Czuje sie fatalnie. Tzn mogłabym gorzej, ale teraz itak nie jest dobrze. Gardło boli mnie tak, że ledwo przełykam, mam stan podgorączkowy i obudziłam sie z takimi podwójnymi workami pod oczami, że prawie sięgaly kości policzkowych. Teraz te większe już zeszły. Czuje sie beznadziejnie. Nie mam nawet siły patrzeć na siebie w lustrze. To, że ktoś mnie pociesza wpędza mnie chyba w większe poczucie winy. Tak, jestem tchórzem. Nie umiem wstać, zebrać się i działać, wole skonać w ciemnym kącie niezauważona, by nikomu nie przyszło do głowy za mną płakać.

czwartek, 1 grudnia 2016

Gdzie jesteś?

Nie jest dobrze. Przychodze do domu, jem coś czego smaku prawie nie czuje. Ide spać. Wstaje i myje sie. Ide spać.
Boli mnie gardło. Dostałam mega bolesnego okresu. Być może zaraz bede chora.
Czuje sie jak wymiętolona i zużyta dętka od roweru. Albo gorzej.
Mój chłopak powiedział, że mam nie marnować jego czasu i zerwać, jeśli mam wątpliwości co do trwania związku. Jeśli chce z nim być to mam zachowywać sie jak dziewczyna i pomóc mu, by czuł sie przy mnie kochany i bezpieczny.
Jestem niewierna, za mało czuła, dziecinna i niedojrzała w związkach. To tylko krótki fragment, ale ma racje, prawda?
Powiedziałam o wszystkim na grupie wsparcia, oczywiście zalałam sie łzami i ledwo trzymałam oddech w ryzach. Nie zdążyłam dokładnie nakreślić sytuacji, ale dwie osoby którym dokładniej to opisałam stwierdziły, że nie powinnam go słuchać, a druga, że powinnam zerwać, bo mój chłopak najwyraźniej jest idiotą. Wcześniej koleżanka też zaproponowała zerwanie. Więc czemu tego nie zrobie? Nawet jeśli jestem pewna to zostawiam sobie margines błędu. Bo w życiu niczego nie moge być pewna. Taka jestem.
Jak się tak popłakałam ( w sumie przed grupą też płakałam), jedna osoba z grupy cały czas przy mnie siedziała i przytulała. Przynajmniej nie musiałam odczuwać tego strasznego zimna smutku, bo gdy zaczynałam drżeć tylko mocniej mnie ta osoba przytulała. W końcu uspokoiłam sie, ale naprawde słabo sie czułam. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść, bo nawet odprowadziła mnie ta osoba to ponad połowy drogi do domu i poczekała ze mną na autobus, przy okazji chroniąc przed tym lodowatym wiatrem. Jestem naprawdę wdzięczna, bo bym chyba znowu posypała sie na milion drobnych kawałków. Właściwie to ciągle sie sypie. Jak ten śnieg. A jak kiedyś powiedziałam "drugi raz nie będzie czego zbierać", no i znowu sie pociełam. Ale nikomu nie powiem. Tym bardziej, że wyjde na tchórza co tak ucieka, albo masochistke, albo cokolwiek innego. W końcu dramatyzuje, uciekam od problemów i sama sie dołuje, kopie pod sobą dołki, zamiast sie zebrać i rozwiązać to. Tylko że dla mnie coś co raz sie stało już sie nie odstanie. Nie mam myślenia "naprawie to" tylko "pogódź sie z tym". Inaczej nie przeżyłabym tyle czasu.
Boje sie soboty. Tak cholernie bardzo sie boje, że mam ochote sobie coś zrobić żeby sie wymigać. Ale nic nie zrobie. Jakoś wytrzymam do soboty. Później moge umierać. Był kiedyś przyoadek nastolatki co umarła bo dosłownie pękło jej serce przy zerwaniu. Nie chce zrywać ale może do niej dołącze.

poniedziałek, 28 listopada 2016

B(l)ond

Dziś zaczęłam nauke w nowej szkole. W sumie wiekszą sensacje wywołałam wśród nauczycieli, niż wśród uczniów. Niewiele moge powiedzieć po jednym dniu ale tragedii nie ma. Czuć snobizmem na kilometr. Mam już trochę zappwiedzi zaległych testów, ale nje będzie źle.
Pod koniec angielskiego spotkałam naprawdę dziwnego chłopaka. Miły. Sam do mnie podszedł (podbiegł) i odprowadził mnie do klasy. Później jakimś cude spotkaliśmy sie w szatni i odprowadził mnie do bram szkoły. Taki... socjopata troche. Używał noetypowego słownictwa i ma rozeznanie np w psychologii ( taaak, on gadał, ja zadawałam pytania i przytakiwałam) ma 180 (moim zdaniem mniej) cm wzrostu i 53 kg. Też myślał o architekturze ale nie lubi matmy. W sumie... jak na niego patrzyłam to myślałam o moim chłopaku. Później dostrzegłam te socjopatyczne różnice xD i już nie było mi tak ciepło na sercu. Niemniej ciekawy człowiek (i zna dr. House)
A co do mojego chłopaka to ;___;
Co z tego że go kocham. Nawet to, że chce być jak najbliżej niego w każdej chwili nie ma znaczenia. Boje sie odezwać na każdy bardziej drażliwy temat (inni faceci, anime, moda, seks, religia, związki, ja, on, cokolwiek w sumie)
I jak chce coś napisać to po 10 razy pisze i kasuje. Zaczynam i kasuje. Wcześniej tak nie było. Nie bałam sie własnych myśli. Teraz nawet to że chce sie przytulić do kogoś przeciwnej płci, bo np. zimno mi, wywołuje u mnie ból. Cokolwiek nie pomyśle o drugiej osobie a będzie choć troche osobiste- boli. Boli mnie nawet ekscytacja z tej nowo poznanej osoby. Zwyczajnie uśmiech znika i mam ochote zostać ścianą albo czymś równie niezauważalnym. Tylko nie sobą.

piątek, 25 listopada 2016

Nic więcej

Czuje sie koszmarnie. Nawet nie wiem id czego zacząć. Zrobiłam coś głupiego. Ale problem ima sie nie tylko o to.
Jedna z najgorszych nocy. Nie sądziłam, że moge tak cierpieć. Tylko dlatego, że sie nie pocięłam, psychiczny ból rósł rósł i rósł. W końcu już nawet nie myślałam o tym jak sie zachowuje. Bo byłam skupiona na uspokojonie sie. W pewnym momencie nawet przerażenie się do mnie wkradło, bo moje ciało nie chciało mnie słuchać. Chciałam sie podrapać- hamowałam, chciałam sie z całych sił chwycić za szyje- hamowałam to. Rano obudziłam sie -dosłownie- z zakwasami. Kłujący ból brzucha prawie nie pozwolił mi wstać. Jestem dziś strasznie roztargniona- pierwszy raz zapomniałam piórnika. Nie ogarniam otoczenia.
Ale wiecie co?
Zasłużyłam sobie. I nie zrobie sobie nic. Tylko po to by psychika nadal mnie zjadała. Nie potne sie, nie zranie, nie zadam bólu, nie zagłodze sie. Nawet do tego nie czuje prawa. Albo sie zmienie, albo uodpornie sie. W końcu nic nie trwa wiecznie i ból musi zmaleć. Do tej pory będzie źle. Mniej lub bardziej.
Naprawdę jestem bezmyślna. Nawet nie wiem co dokładnie zrobić. Jak zwykle przychodzi mi do głowy 'umrzyj', ale to nie jest rozwiązanie. Nie wiem. Nie wiem. Wszystko zdaje sie być koszmarem.

środa, 16 listopada 2016

Bez tytułu

Mam problem. Problem w swoim związku. Problem, który dotyczy mnie. Nie wiem co zobić, bo są rzeczy i dodatnie i ujemne. A wszystko zamiast wychodzić 2+2=4 to wychodzi 2+2=(nx/n)*20- 36+√3...
Czasem mam wrażenie, że mój rozwój zakończył sie na poziomie 12-latki. Płytkie rozumienie problemów, unikanie odpowiedzialności. Najgorsze jest to, że nie jestem pewna swoich uczuć. Mam go teraz przy sobie, podobno bez względu na wszystko. A gdyby nagle ze mną zerwał, może szok otworzył by mi oczy? Może fakt, że zaczęłam traktować go jak chłopaka, nie przyjaciela, wszystko zepsuł? Powinnam sie zdystansować i spróbować spojrzeć na niego inaczej? Wszystko dzieje sie tak szybko. Jeszcze w styczniu niewiele miałam. A teraz? Szkoła, za dwa lata matura, coś z czego byłam dobra okazuje sie być porażką, jestem w związku z dorosłym facetem, musze myśleć o przyszłości.
Myślałam o zerwaniu pod koniec roku. Chciałam dać sobie te półtorej miesiąca, ale teraz sama nie wiem. Nie chce zrywać, ale czuje się niepewnie, nie wiem czego chce dokładnie, przytłacza mnie to chyba.
Może denerwuje mnie myśl, że mam chłopaka i czuje sie przez to ograniczona? A może czuje gorycz, bo chciałam kogoś poznać na studiach, nie w gimnazjum, przez internet? Może boli mnie, że brak nam wspólnych tematów, bo to czym lubie rozmawiać jego odstręcza i sama źle sie z tym czuje? Albo to, że w jego oczach jestem idealna i mnie przeraża to uwielbienie? Mam wiele myśli, ale żadna nie jest w stu procentach trafna.
Wiecie, chyba zawsze uciekałam. Gdy pierwszy raz w życiu powiedziałam chłopakowi "kocham Cię", nie czekałam na jego reakcje, tylko uciekłam. Zwaliłam na niego swój ciężar i uciekłam. Uciekałam w płacz, później sen, zostawiłam wszystko na ostatnią chwile. Z pewnej perspektywy można uznać, że tak było. Teraz nie wiem co robić.
Hah, powinnam sie uczyć do jutrzejszej kartkówki... nie ma szans, żebym sie skupiła.
Nie umiałabym zerwać. Nie chce, by był smutny. Po za tym jak o tym myśle to boli mnie w środku. Ale czy tak byłoby lepiej? Nie chce być dla kogoś sensem w życiu. To najstraszniejsza odpowiedzialność. To jak bycie superbohaterem. Musisz brać na barki marzenia innych dotyczące Ciebie. Nie lepiej jest jak twoim celem jest coś stałego, niezbyt związanego z konkretnym człowiekiem? Wtedy nawet śmierć nie jest taka straszna. Mój przyjaciel został rzucony przez dziewczyne. Jednak nadal żyje. Ma cel i chce dostać sie na te i te studia. Myśli o własnej przyszłości. Gdyby jego sensem była partnerka to po zerwaniu byłby trupem, wtedy ona mogłaby się czuć winna, przywiązana do niego i odpowiedzialna.
Wybaczcie, nie mam siły już pisać, cała drżę i coraz mocniej zatapiam sie w myślach.
Dobrej nocy

czwartek, 10 listopada 2016

Krzyczę wewnątrz

Właśnie wracam z grupy wsparcia. Jak tylko straciłam ludzi z oczu zaczęłam płakać. Po prostu. Bez konkretnego powodu, choć przyczyniły sie pewnie do tego emocje związane z grupą. Męczą mnie te spotkania, ale nie mówie tego w złej wierze. Zwyczajnie jestem zmęczona, tak dużą grupą. Wolałabym być niewidzialna, siedzieć i patrzeć, jak za szkłem. Ewentualnie pójść spać z myślą, że ktoś jest obok. Bardzo miłe było, gdy jeden z chłopaków dał mi swoją bluze, gdy powiedziałam, że mi zimno. Gest bez którego bym przeżyła, ale był miły.
Ogólnie miło jest na grupie. Nadal nic nie pomogłam w sprzątaniu (oprócz odniesienia poduszki), ale nie czuję sie winna, bo przecież niczego nie używałam, jednak nadal czuje zobowiązanie w pomocy im, jako tym, z którymi żyje przez te pare godzin.
Brzuch mnie boli z głodu. Wiem, że tam robią coś inni, ale... musi minąć dużo czasu za nim sie przyzwyczaje.
Wiec pozostaje przeżyć kolejny tydzień.

niedziela, 6 listopada 2016

Z samego rana

Siedze właśnie w tramwaju. Sobotnia impreza dobrze poszła, był film był tort. Zasnęłam w ubraniu i na nierozłożonym łóżku xD
Dopiero mama mnie obudziła i zapytała czy chce z nią jechać do galerii. Wstałam umyłam sie i pojechałam z nią. Kupiłam czarny golf i śliczną czarną sukienke z koronkowymi rękawami. Wróciłam do domu, zjadłam, poszłam do kościoła i w sumie w domu byłam o 20, a przecież dziś mam sprawdzian z matmy i z biologii... znowu nic nie umiem. Wdodatku sie nie wyspałam. No nic. Przeżyje. Jakoś.

piątek, 4 listopada 2016

My heart is breaking from the pain that I feel

Już się w miarę uspokoiłam po wczorajszem dniu. Dacie wiare, że odreagowałam to bólem brzucha? Wczoraj przed spaniem i w sumie cały poranek. 
Pisałam dziś, niespodziewanie w sumie, kartkówke z hiszpańskiego i sprawdzian z fizyki. Nie poszło mi najlepiej, ale nie oszukujmy sie- niewiele sie uczyłam.
Wracając do domu kupiłam kilka rzeczy na sobotnie urodziny. 

Swoją drogą chyba mam nawrót choroby, bo znowu kaszle i kicham. Wczoraj musiałam sie nadwyrężyć. Dotrwam do soboty, stres powinien nieco zejść to mi sie poprawi.
Wysprzątałam cały pokój, a w kuchni czeka prawie skończone ciasto.
Jestem wymordowania.
po wczorajszym spotkaniu z grupą wparcia trochę się uspokoiłam, ale nachodzą mnie teraz wątpliwości. Cieszę się z poznania nowych ludzi, ale trudno mi było wyrazić precyzyjnie to co myślę. Myślę wolno, bo przeważnie mam na to całą drogę z domu do szkoły, czy na odwrót. 
Zaskoczyło mnie, że robili razem posiłek, później sprzątali, wiedzieli gdzie co jest, jak w domu, z całym stadkiem sióstr i braci. Jeśli uda mi się pójść drugi raz, to po prostu będę starała się śledzić dokładnie ich ruchy, choć istnieje prawdopodobieństwo, że po prostu będę walać się pod nogami.
Cykam się, ale to chyba kwestia czasu, może za trzy-pięć miesięcy będę się czuła normalnie. Bo strasznie źle znosze zmiany. Dlatego wraz z rozpoczęciem liceum zrobiło się gorzej i trafiłam do tej grupy. Nie chcę wracać do czasów, kiedy zmiany we mnie i wokół mnie narosły na tyle, że nie mogłam niczego znieść. Wciąż się zastanawiam czego tak naprawdę szukam.

czwartek, 3 listopada 2016

I'll be in your heart as long as you love me

To był szalony dzień.
Miałam nagły sprawdzian z angielskiego.
Musze zrobić tort ba impreze urodzinową.
Dzisiejsze spotkanie z grupą wsparcia było dla mnie bardzo stresujące i ekscytujące. Serce waliło mi strasznie, przez całe spotkanie. Fizyczne objawy skrajnego zdenerwowania nie są dla mnie zbyt przyjemne. Pod koniec nawet psychicznie byłam zmęczona, ale dzielnie się trzymałam do samego końca.
Poznałam czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Szaloną i energetyczną blondynke, która tworzy naprawdę ładne rysunki. Brunetke ze słuchawkami, kochającą taniec, rysunek, śpiew. Dziewczyne należącą do harcerstwa, której nie mogę rozgryźć. Chłopaka co wygląda jak psychopata, ale znaleźliśmy wspólny temat. Jeszcze jednego co wygląda nieco onieśmielająco, ale ma piękny uśmiech i też go polubiłam. Chłopaka, o którym nie moge wiele powiedzieć xD. No i ostatniego chłopaka, wystarczyło, że się przedstawił, a już polubiłam go i chciałam przytulić xD jak sie okazało lubi dzieci, opiekować sie nimi. I wszystko jasne xD moje wewnętrzne dziecko wypatrzyło sobie ofiare. Dziwne, że w chłopaku, ale nie mam obaw. Tego ostatniego polubiłam najbardziej. Tak sądze.
W dodatku z nim rozmawiałam, bo bylo takie ćwiczenie w parach. Myślałam, że wylece w kosmos. Moje nerwy były tak napięte, że tylko modliłam się, żeby nie kazał mi czegoś powtórzyć, bo bym się zwinęła jak ślimaczek do skorupki i nie wyszła, nawet nie wróciła. Ale jakoś przeżyłam.
Później On i taki inny (przepraszam, że tak niekulturalnie "on" "tamten" "taki inny", ale nie zdradzam imion) odprowadzili mnie na przystanek. Normalnie wloke się z tyłu, zupełnie zignorowana, a oni ze mną zrównali i prowadzili normalną rozmowe. ;____; rycze ze wzruszenia, normalnie to taki margines jestem, znikam niezauważona, a tu takie coś. Jakbym przyjaciół miała.
Nie chce być jak taki pasożyt, więc schodze z drogi, szczególnie tym, których lubie. Po za tym w nowych miejscach przez długi czas czuje się zagubiona, stoje, podpieram ściane i nie wiem co robić. Takie żałosne coś, co egzystuje xD
Normalnie ameba życiowa ;___;
Prościej... No wiecie co prościej, pisałam wcześniej. Ale są osoby, które by za mną płakały, nie chce umierać, żeby nie przysparzać im zmartwień. Powinnam sie wziąść za siebie, walczyć, a nie tak...
Wystarczy mi przytulanie i sen, ale od tego problemy nie znikną, jedynie odkładam to na później.
Wciąż strasznie sie boje takiej dużej grupy ludzi. Nie mam nic do ukrycia i moge na wszystko odpowiedzieć, ale czasem ciężko. Tak jak z ranami na moich udach, biodrach, nadgarstku. Zagoiły się i zbliźniły, ale poraniły także mój umysł. I o tych ranach psychicznych nie lubie mówić, pisać jeszcze dam rade, ale jak mówie to zaczynam płakać. Bo nie mogę znieść tego co we mnie siedzi i nieważne ile razy komuś o tym powiem to wraca. Nie chce, żeby wracało. Nie chce tego ciągłego zimna w moim wnętrzu. Niby mam wszystko co mi potrzeba, ale ból nie znika. Gdy mam kryzys zawsze sie boje, że mogę sobie coś zrobić pod wpływem emocji. Bo siedzi we mnie wiele. Nawet nie podejrzewałam czasem, że człowiek może tyle czuć.
Lubię, gdy ktoś mnie przytula, pozwala na kontakt fizyczny, głaszcze, bo to takie ciepłe i czułe. Uspokaja i łagodzi nerwy. Dobra, koniec płakania x'D za dużo wrażeń.
Dobranoc.



sobota, 29 października 2016

Please, won't fall like me

Czuje się lepiej jeśli chodzi o zdrowie. Jednak moje starania by być zdrową na poniedziałek stały się nieco bezcelowe. Mimo, że wybrałam ubranie- nie wyjde w nim.
Ale mam dziś mały sukces. Sięgnęłam po żyletke, ba, nawet przez dłuższą chwilę trzymałam ją w dłoni. Jednak nie pociełam skóry. Pocięłam włosy. Właściwie odcięłam końcówkę niezbyt dużego pasma włosów. Nie pytajcie sie dlaczego po nią sięgnęłam. Zrobiłam coś paskudnego, zniżając się do niechcianego poziomu. Nikt mnie przed tym nie powstrzymał :)
Strasznie mi zimno. Naprawdę potwornie. Gardło mam ściśnięte.
Powinnam popełnić honorowe samobójstwo, jak samurajowie. Ale nie mam katany. Z resztą- nawet nie jestem samurajem.

piątek, 28 października 2016

I'm ghost, I'm died a long time before you met me

nikt nie zrozumie mnie
Nie jesteśmy połączeni
żadną nicią, żadną raną
wiem, mówisz- łatwe
proste- powtarzasz wciąż
zbyt wiele emocji jest
gdy tracę kontrolę znikam
mogę tylko patrzeć przez
przez szkło własnych blizn
nie czułeś palącego gniewu
co palił wszystko niewinne
nie czułeś wściekłości
złość nie musnęła Cię
nie widzisz tego?
mogę tylko milczeć
na nic starania, wielu lat
zazdroszczę lekkości myśli
zazdroszczę spokoju
sama nie wiem gdzie idę
nie czuję siebie wciąż
miotam się za tym co znikło
dążę do pustki, nie ma go
moje jedyne marzenie
rozsypało się, straciłam szanse
jedyną jaką mam, nie mam praw
mam tylko ból, straciłam mój świat
mój skarb, mój oddech i serce
widzę go z daleka, nie sięgam
nawet części straconych chwil
poddałam się już na starcie
na nic perfekcyjność mnie
na nic plany, sny, cele
chcę choć jeden raz zobaczyć uśmiech
choć ostatni raz ujrzeć blask
oczu czarujących, ten magnetyzm
delikatność bladej skóry
miękkość aksamitnych włosów
oddałabym najdroższy skarb
za jedną chwilę, za jeden taniec
nie łączy nas nic, nawet myśl
jestem niczym, niewygodna
nie mogę zbliżyć się już
to boli wciąż, tak wiele lat
wiem, nie odzyskam go
powiedział nazbyt wyraźnie
ale wciąż chcę wiedzieć
czy ma uśmiech na twarzy?
ramię do oparcia?
rękę do pomocy?
wiem, że mnie nie pozna
Boże, jeszcze jeden dzień
póki żyje, nie mogę umrzeć
dlatego przeżyłam tyle czasu
póki mogę się na coś przydać
tylko za niego wylałam łzy
im więcej czasu mija nam
tym więcej widzę strat
nie wiesz, jak to stracić wszystko
jakikolwiek cel, nie jest nic wart
wszystko do czego dążyłeś od małego
rozsypuje się, znika, umiera
nie masz nic
wybaczcie mi


Przypomniałam sobie coś. Dlaczego?! Zapomniałam o tym dawno temu. Zapomniałam dlaczego muszę żyć. Lepiej by było, jakbym sobie nie przypominała. Błogosławione moje zapominalstwo.
Niech to ktoś zabierze. Tak bardzo to boli. Żałuję prawdziwie, że się cięłam i nie dbałam o siebie.
Jednak tak bardzo boli, że zamknęłam sobie drogę, że nie ma już cienia szansy. Boli, tak bardzo, ledwo to znoszę. Jakim cudem sobie to przypomniałam? Nie powinnam. Nie mogę. Przynajmniej to rozumiem. Takie proste, a zapomniałam. Tylko być. Takie proste. Czy jeszcze o czymś zapomniałam? Czy to sprawi, że siebie znajdę. Ale tak bardzo boli.. tak głęboko boli
Ten słodki ból. Łzy lecą, nie przestają. Zimno oplata. Wspólne wspomnienia to najcenniejszy skarb.
Boże...
Mam wrażenie, jakby jakaś skuwka w mózgu mi się odblokowała. Wspomnienia, a przynajmniej ich część do mnie dociera. Chciałabym móc zgrać je na płytke i w kółko oglądać. Każdy szczegół. Nie chcę zapomnieć. Nie tym razem. Są zbyt cenne. Jestem... szczęśliwa? Boli, ale się uśmiecham. Mokro już sie robi.
Tyle rzeczy pozapominałam... łoł
W razie czego cały powyższy tekst (pomijając ten wierszo podobny) pisałam na przestrzenie 40 minut, więc nie dziwcie się zmianą odczuć ^^
Dziwnie się czuje, po raz pierwszy nie czuje się załamana po takich myślach.
Może i jestem zniszczoną od środka suką, ale poczułam się przez chwilę jak dawniej, tak dawno, dawno temu. Chyba faktycznie się po trochu zmieniam ^^
Całe te starania nie były dla mnie, ale dla osoby, której chcę służyć, tak- służyć. Pomocą, radą, samą sobą. Z która mogłabym się zgadzać. Dla której mogłabym robić troszkę więc niż ona dla mnie. Która nagradzałaby mnie pochwałą, gdy zrobię coś dobrego, a gdy byłoby ze mną źle zagrzewała do walki. Która umiałaby rozwiązać problem, nie poddawała się strachowi, w końcu, gdy się kogoś chroni, nie można się bać. Chciałabym być dobrym zwierzątkiem xD trochę dziwnie to brzmi, ale tak jest. Bez zasad wymykam sie spod kontroli xD ale nie wiem jak by miało być, gdybym się pogniewała, pewnie byłabym tak wdzięczna za opiekę, że rzadko by się to zdarzało.
Chociaż pojęcie perfekcyjna żona jest chwiejne, nie?
Lubie pracę domowe ^^ łóżko też ;) ciamajdą nie jestem i umiem się właściwie zaprezentować, przy boku właśnie TEJ osoby. Można by było chcieć więcej?
jednak ten wzór działa tylko przy wysoko postawionych w pracy mężczyznach, tacy co w garniturach chodzą, a ja się chyba urodziłam nie w tej warstwie społecznej...
no nic, odzyskałam część wspomnień i tą jedną najważniejszą rzecz- prawdziwy cel, który trzymał mnie przy życiu.




You're my shine, my light, but I'm too dark with you

Nie dość, że jestem chora to dostałam tak bolesnego okresu, że musze brać najsilniejsze możliwe leki przeciwbólowe. Znowu. Chciałabym mieć taki wielki ogrzewacz o temperaturze 36.6°C, wydzielający troche wilgoci i miękki. Tak, opis pasuje do człowieka xD
Pamiętam taką scene ze zmierzchu co wampirek nie mógł ogrzać swojej dziewczyny, więc ogrzał ją przytulaśny wilkołak (tak, przepisałam sie z team'u edwarda do team'u jackoba).
A tak po za tym to nie wiem, jak sobie poradze. Bardzo sie denerwuje i martwie. Z resztą nie tylko o siebie.
Pewna osoba powiedziała kiedyś "Miłość zawsze wiąże się z cierpieniem. Jeśli się zakochasz, będziesz cierpieć."
Sądzicie, że coś w tym jest? Czy troska o kogoś może zadać wiele bólu? Albo czy najdrobniejsze odrzucenie odwraca Cię o 180° ?
Czy niezależnie od tego jak bardzo będziecie się kochać, temu wszystkiemu towarzyszyć będzie ból? Im bardziej sie kocha tym bardziej boli. Nieprawdaż?
Jestem bezlitosna x'D i obrzydliwa, jestem jak najsłodszy owoc, przegniły od środka. Mam alergie na te naprawde słodkie i niewinne dziewczyny, zazdroszcze im.

Mimo wszystko ostatnio jedyne co czuje to ból.

czwartek, 27 października 2016

I'm so sorry, honey

Teraz to moge pójść sie zabić. Paskudny dzień. Paskudny, paskudny, paskudny...
Będę musiała zmienić swoje ustawienia. Inaczej nazbieram sobie tylko więcej i więcej bólu, a moje rusztowanie już zaczyna sie kruszyć. Tylko jak? Chcę dobrze, chcę perfekcyjnie, ale wychodzi coś innego...
Sama siebie sobą ranie.
Oglądaliście kiedyś pingwiny z madagaskaru? Ten odcinek, jak wyciągnęli z marlenki dziką stronę? Czuję się podzielona, jak ona. Jedna taka, druga taka, tylko w jednym ciele.
To takie trudne. Prościej umrzeć. Nie lepiej, ale prościej. Jak czuje sie człowiek, który umiera? Coraz trudniej mu oddychać, robi się zimniej i jest bardziej senny? W końcu zamyka oczy i traci świadomość? Skłamie, jeśli powiem, że nie boje się śmierci, jednak pragne jej na równi z prawdziwym życiem.
Jednakże jest pare rzeczy, które chciałabym zrobić nim umre (np.: pójść do galerii i nie martwić sie o ceny zakupionych rzeczy, czy też zrobić oszałamiający tort weselny na ślub kogoś kogo lubie, a nawet na własny). I tego się trzymam. Póki co.
Tylko, żebym przestała siebie ranić, nieodpowiednim myśleniem czy nadinterpretacją cudzych słow.

środa, 26 października 2016

I fell so many times and I can't hear your voice

Pewnego dnia dowiem sie
Gdzie leci biały kruk
Rozłoże skrzydła swe
I wzlece pod niebo me
Kolorowe miasto czeka
Będe sama- będe wolna
Zostawie wszystko tam
Ból i żal, nie obchodzą mnie
Delikatny wiatr oplata
Promienie słońca grzeją
Ochłoda w pierzynie chmur
Zmieniam swoją formę wciąż
Póki chcę- kim chcę
Bo dwa razy bardziej rani
Ból pozostawionego serca
Gdy zamykasz w ciszy je
Lecę z całych sił, bez tchu
Nie mam do stracenia nic
Nie istnieje tam, tylko tu
Zapomnieli, zamknięci w prawie
Każdy z nas nosi pustke
W sercu wielką studnie
Zaprzeczaj, ale nie zmienisz sie
Nie wstydź się jej, mam ją ja
Ideały, marzenia- czyste piękno
Zamiast za instynktem iść
Z nurtem ludzkiego cierpienia
Spójrz wprost w prawdę swą
Tak, jak ja- wznieś się, leć
Przypomnij sobie uśmiech
Najpiękniejszej z gwiazd
Twojego księżyca
Białym krukiem jestem i ja
I ty, otworzyłeś oczy
Jeden za drugim, wzlećmy
Nasze różnice- mocą i dumą
Weźmy głęboki oddech nadziei
Podążając w nieznany czas
Odpowiedź za ciemnością jest
Zamień białe sny, czyste idee
W światło dające inspiracje
Każdy z nas- sam- wolny
Na tym samym niebie znów
Wolni, pełni pożądania, dar
Kolorowe miasta czekają
Wystarczy rozwinąć skrzydła
Gdy napełnisz się pewnością
Pustkę prawdą swoich dni
Wniesiesz się
Biały kruku

Hej ^^ mam nadzieję, że u was dobrze
Dzisiaj rzucałam nożem xD taa... fajnie... nie powinnam dać się ponieść emocjom
Wiecie, że ból który sobie zadajemy może kogoś boleć dwa razy bardziej?
Tak jakoś od początku tygodnia mi smutnawo. Boli mnie w środku, tępo, niezauważalnie, a dreszcze zimna tylko od czasu do czasu mnie nawiedzają. Chciałabym mieć więcej siły, ale to chyba mało realne. Jestem słaba, psychicznie, fizycznie. Jednak na tyle silna, by bez wahania pchać się naprzód. Z dnia na dzień, bezustannie. Mocno wierze, że za rogiem czeka ktoś/coś co ukoi mojego ducha. Nie chodzi mi bowiem o życie, serce, emocje czy uczucia, ale ducha. Coś co jest moim rdzeniem, korzeniami. Coś czego nikt nie pojmie, bo jest tak rozległe, że sama nie pojmuje. Ale z nią będzie się chyba wiązać platoniczna miłość, wolna od cielesności. Co z tego, jeśli ciało jest zdrowe, wręcz szczęśliwe, ale ma bezdenną pustke w duchu? Szczęściem jest poczucie bezpieczeństwa, czyste sumienie, poczucie spełnienia i satysfakcji, poczucie wsparcia, bycia potrzebnym, poczucie sprawiedliwości czy piękna. Jest wiele szczęść w życiu, każdy w innym stopniu wypełnia pustke, wypełnia ducha, nadając człowiekowi odpowiedni kształt. Tak to widzę na chwilę obecną. Kwintesencją mojego smutku jest bezsilność i zimno. Jasne jest więc, że szukam woli walki i ciepła. Chociaż to nie są precyzyjne pojęcia.
XD zamęcze ludzi, tą ścianą tekstu
Chciałabym zniknąć i odrodzić się jako ulubiony pędzel leonarda da vinci xD

piątek, 21 października 2016

W międzyczasie

Czuje sie okropnie. Tak strasznie okropnie, że ledwo trzymam łzy. W dodatku jakaś część mnie sie z tego cieszy. Tak źle...
Uspokoje sie. Na pewno. Musze.
Gdzie jest moje szczęście?

wtorek, 11 października 2016

You know

Jednak zdecydiwałam sie zapisać na konsultacje do psychoterapeuty. Tylko trzy osoby o tyn wiedzą.
Właśnie na dziś jestem umówiona. Strasznie, bardzo, okropnie sie denerwuje. A ponad to mam test z historii i musze coś wyjaśnić z nauczycielką od hiszpańskiego. Tak strasznie denerwuje sie dzisiejszym dniem, nawet nie myśle o jutrze.
Na swojego chłopaka nie mam co liczyć, przynajmniej z rana, bo śpi. Przynajmniej mam taką nadzieje. Ostatnio był nieco chory, więc sen się przyda. Nawet nie rozmawialiśmy przez telefon. Nie chciałam nadwyrężać jego gardła, bo zwykle to on więcej mówi.
Wiecie co? Znowu mi troche smutno. Może dlatego, że za bardzo sie stresuje.
Może z innych powodów.
Jedyne co bym chciała, to żyć, nie czując sie jak zwiędnięty, podgniły kwiat.

poniedziałek, 10 października 2016

Forever is a long time, too long for me

Mój pies nie żyje.
Mam mały dylemat w sprawie wielkiej wagi. Nie chce nikomu mówić, bo strace do tego zapał. Ale moja decyzja, ta pozytywna jest... bardzo nikła. Nie wiem co miałabym powiedzieć, nie wiem jakby to wyglądało. Boje się, a jednocześnie czuje, że to nie przypadek, ale szansa. Szansa? Czy aby na pewno? Może mi sie wydaje, ale każdy większy dar mam z przypadku.
Mam zadzwonić? Może trochę poczekać? Co zrobią?

niedziela, 9 października 2016

Kiss me one more time, before I'll go to sleep

Rozmywam sie i spadam wciąż
Topię się i nie mogę złapać tchu
Uratuj mnie, demonie zły
Przetnij nić, rozwiąż mnie
Uwolnij, wzniosę się
Zostawię ciało, całe zło
Patrzę w biały punkt
Bezużyteczne rzeczy robię
A czas przelewa się
Zostawiając suchy kielich trosk
Dopada mnie
Zniewala mnie
Gorycz strachu, szaleństwo bólu
Tylko jednej myśli trzymam się
To boli wciąż, nie złagodzisz go
Tylko jedno mi zostaje wiesz
Jedna myśl wciąż tłamsi mnie
Nie mogę od niej uciec dobrze wiem
Lecz reszta wciąż jednego chce
Chce i ja, nie mogę już
Zbyt wiele rys zrobiłam tym
Przestało obraz dawać szkło

Jak tam? Pewnie lepiej niż u mnie. Myślałam, że wczorajsza wizyta mojego chłopaka coś pomoże. Jednak wystarczyło, że zniknął z zasięgu mojej ręki i wszystko znowu jest takie samo.
Cholera, znowu rycze. Wystarczy mi, że przypominam sobie jego dotyk i już zalewam się łzami. Chociaż to może nie tylko kwestia tęsknoty, ale tego, że nie chce go zostawiać. Nie wiem co nawyprawiam, ale nie chce od niego odchodzić. Tylko wiecie "niech będzie dobrze chociaż w jednym miejscu, w domu lub w szkole, a nie będę chciała się zabić". Wtedy przeciągam pobyt w domu lub w szkole. Ale teraz...
Czuje się koszmarnie. Gdy ide do szkoły odczuwam melancholie, gdy wracam płacze w drodze z przystanku. Wieczorem też płacze, ogólnie płacze, gdy tylko ktoś odwróci wzrok.
Mam rany na udach. Bardzo boli, gdy chodzę, gdy ubieram spodnie. Otwierają się, gdy użyje zbyt gorącej wody pod prysznicem. Nawet nie pomyślałam co będzie przy przebieraniu sie na wf.
Jutro usypiają mojego psa. Tyle lat przeżyła i wydawać by się mogło, że będzie tak już zawsze, ale to iluzja.
I komu się wypłacze? Czasem siadałam na schodach po szkole, przed domem, gdy widziałam, że rodzice już są. Pies siadał obok mnie. Czasem ją głaskałam, płakałam i mówiłam do niej. Nienawidzę zmian, zwłaszcza tych na gorsze. Wybaczcie błędy w pisowni, ale momentami nie widzę za bardzo przez łzy.
A myślałam, że wszystko będzie już dobrze...

środa, 5 października 2016

Odrzucona

Jest gorzej
Jest źle
Jest tragicznie
Boli moje wnętrze
Skuwa je lód
Boli odrzucenie
Wyobcowanie
Gdy nie masz sie do kogo zwrócić
Gdy jesteś na końcu
Gdy cieszysz się
Bo ktoś pamięta twoje imię
Jak śmieć
Jak ochłap
Lepiej byłoby nie być

Jeszcze jeden raz

Dobra wiadomość- udało mi się dotrzeć na dni otwarte. Mam tylko nadzieje, że rodzice się zgodzą i będę mogła zacząć zajęcia od początku.
Nadal obejmuje mnie ten swoisty stan letargu, w którym czuję się co najmniej osowiała. Nie cały czas, ale przez większość dnia. Nie mogę się na niczym skupić i zajmują mnie głupoty.
To boli. Bardzo.
Ponura pogoda nie pomaga. Nic nie pomaga. Eh... znowu snuje jakieś ponure wizje. Beznadzieja.

Wracasz na start
Sądzisz że śnisz
Stary koszmar
O przeszłości minionej
Cienie coraz dłuższe
Nie niepokoisz się
Nie bronisz zbytnio
Trochę światła chowasz
Bardzo głęboko gdzieś

Ciągnie Cię
W niewłaściwą stronę
Kusi, nęci, rozkosznie
Bólem, cierpieniem, śmiercią
Nie chcesz, ale pragniesz
Nie rozumiesz go

"Nowe możliwości"- mówisz
Wmawiaj sobie wciąż
Widzisz jak sie zaczyna
Wiesz jak się skończy
Niczym scenariusz kiepskiego filmu
Reżyserem los
Zostań
Albo odejdź
Nie liczy się
Już nic

poniedziałek, 3 października 2016

Wakacje

Było lato, słoneczne i piękne
Spotkali się nad wodą
Połączyła ich serca
Razem noce spędzali
W świetle księżyca spacerowali
Całowali się namiętnie
W cieniu za drzewami
Zawsze powtarzał "moje słodkie Ty kochanie"
Ona na to "kocham Cię na zawsze"
Ostatniej nocy kochali się namiętnie
Nie chcieli się rozstawać
Ona kilka łez uroniła
Minęła jesień mnięła zima
Tak wiele dla niej znaczył
Tak Ona była ważna
Pisali co dzień, miłosne słowa powtarzali
Lecz coś się zepsuło, Ona znikała
Na parę godzin, dzień i kilka
Mówiła "Wybacz, mam zbyt dużo na głowie"
Gdy przestała odpowiadać, On bardzo się zatroskał
Nie mógł wytrzymać i pojechał do niej
Minęło kilka godzin- On był na miejscu
Zapukał, nikt nie odpowiadał
Spacerował więc po mieście i zobaczył czarną wstęgę
Ludzi czarny pochód, z trumną na czele
Ogarnął go niepokój
Zapytał, kto umarł. Usłyszał jej imię
Nie mógł w to uwierzyć
Jednak była to prawda, zasnęła na zawsze
Był to jej wybór, zbyt dużo w sobie miała
Niespełna osiemnaście wiosen przeżyła
Obwiniał tylko siebie, klnął na świat, który umarł razem z nią
Ta historia nieprawdziwa, nie wydarzyła się
Dziewczyna żyje, chłopak z resztą też
Pokochali siebie
Przeżyli po dziś dzień
Choć śmierć niedługo ich weźmie
To patrzyła z daleka
Przez 80 lat

Dłuższa nieobecność była głównie wynikiem mojej ospałości ^^ ostatnio jakoś nie czuje sie najlepiej
Ani fizycznie ani psychicznie
Ale mam tak już od tygodnia, może więcej.
W sobotę byłam na grillu ze starą klasą. Wtedy było dobrze. Czułam się trochę jak w rodzinie. I w końcu mogłam się przytulić do osób mi bliskich. Czułam sie swobodnie. Ale z jedną z przyjaciółek powpadałam na kilka naprawdę głupich i szalonych pomysłów.
Mimo to przeważnie czuje sie samotna.
Smutna, zła na siebie.
Jutro ide ma dni otwarte szkoły rysunku. Mam nadzieję, że nie złapie mnie "nie chce mi się, wale to wszystko, bez sensu", bo to ostatni dzien otwarty. Eh...
W sobotę zapewne przyjedzie mój chłopak. Z tej okazji musze posprzątać pokój.

Mój pies umiera. Już prawie nie wstaje i wygląda... przerażająco. Aż mam łzy w oczach. Tata daje jej leki, ale nie pomagają. Nie pokazuje tego i nie pokaże za Chiny ludowe, ale naprawde mi jej szkoda i boli mnie to, jak ona się czuje. Zamieniłabym się z nią.

czwartek, 29 września 2016

Wybacz, dla mnie miejsca brak

Wybaczcie te pare dni nieobecności. Pokłóciłam sie z rodzicami i niestety, pocięłam znowu nadgarstek i biodra. Źle się ze sobą czuje.
Jak wracałam we wtorek o 19 do domu spotkałam jakiegoś chłopaka, nieco starszego ode mnie, podpitego. Machnął kilka razy pięścią w powietrze i poszedł dalej. Ja za nim. To i tak było w strone domu wiec nie miałam wyjścia. Najpierw chciałam sie trzymać na dystans. Jednak prawie z nim zrównałam. Czemu? Nie wiem. Chciałam znaleźć się bliżej czegoś nieprzewidywalnego.
Wczoraj koleżanka z klasy proponowała palenie. Nie mi, ale ogólnie. Miałam ochotę z nią pójść. Naprawdę, gdzieś w środku tego chciałam, ale nie spodobałoby sie to pewnej osobie, więc zdusiłam to pragnienie.
Dziś rano... Cóż może to pomine.
Mam dziwne myśli, z pewnością nie są poprawne.
Dziś z kolei obrałam okrężną drogę do domu. Przez las. Jedyne kogo spotkałam to starszy mężczyzna, koło siedemdziesiątki. Serce waliło mi jak młot, gdy obok niego przechodziłam. Jednak czułam się dobrze z tą adrenaliną. Wszyscy, których znam, powiedzieliby, że to było lekkomyślne, nierozważne i niebezpieczne. Wiem to zbyt dobrze. Ale w momencie, gdy z głowy uleciało mi wszystko, gdy nie myślałam o niczym, a ciało spieło się, poczułam się żywa. Żywa naprawdę, nie dziecko, które uważa na każdy gest i każde słowo, by być akceptowanym, nie zostać zranionym i nikogo nie zranić.
Jednak teraz jestem w domu, a jutro idę do szkoły. Mam wyznaczone zadania i plan. I tyle.

poniedziałek, 26 września 2016

Planty

Bardzo miło spędziłam dzisiejsze popołudnie. Prawie godzinę spacerowałam z kolegą z klasy po krakowskich plantach. Głównie w poszukiwaniu pokemonów. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami, myślę nawet, że mnie polubił. Gdy padła mi bateria siedliśmy na ławce, i zdobył gyma xD później odprowadził mnie na przystanek. Miło mi się z nim rozmawiało. Swobodnie.
Myśle, że częściej będę robić z nim takie wypady, mam nadzieje, że się zgodzi. Raczej tak, bo sam nie ma za bardzo z kim pójść.
Zawsze puszczał mnie przodem <3 i zadbał byśmy szli w korzystną dla mnie strone (żebym do domu trafiła), ogólnie nie musiałam o niczym decydować, mogłam po prostu za nim iść. Fajnie tak.
Hej, mam w klasie kolege :3 łał

niedziela, 25 września 2016

:(

Nadal jesteśmy razem.
Zaczął mi sie okres. Bolesny. Bardzo.
W niedziele rano, jak wstałam i doszłam do łazienki to wręcz krzyknęłam z bólu. Dobrze, że w domu nikogo nie było - mogłam sobie jęczeć dowoli. Jako tako ruszałam sie dopiero po 14, tylko dzięki silnemu lekowi. Załadowałam zmywarke, jednak nadal było pełno naczyń. No i przyszli rodzice. Mama od razu wytknęłam mi brudne naczynia. Cóż, rozumiem ją, jechała w aucie z marudzącym o jedzenie dzieckiem.
Później gadałam z chłopakiem i przypomniało mi się coś, czego nie powinnam pamiętać, bo sprzed dwóch miesięcy. Pamiętam te słowa zbyt dobrze, wryły mi się, wypaliły na umyśle. Może dlatego, że poczułam że go zawiodłam? Że nie jestem taka jaką sobie mnie widział? Nie chce już o tym myśleć. Chcę mieć święty spokój, ale nie mogę. Cały czas mam wrażenie, że trwa wojna, między tym co sobie uroiłam, a prawdą. Czasem to wrażenie znika, ale w takich momentach jak ten jest nazbyt wyczuwalne. W środku prawda dobija się i krzyczy, ale jest jak zamknięta w szklanym pudełku, bez szans na wyjście, dopóki się nie uspokoje.

środa, 21 września 2016

Czy na pewno

Nadal jestem chora. Mimo to chodze do szkoły. Mój chłopak był w sobote u mnie. Prezent naprawdę mu się spodobał. Strasznie się z tego cieszyłam. Jednak wczoraj byłam zestresowana. W sumie tak samo jak w niedziele i reszte dni. Mój chłopak akurat pisał do mnie na przerwie. Tak jak zwykle w sumie. Kilka wiadomości na temat gry na komputer. Fakt- szybko pisał, a lekcja miała się ku początkowi. Nie zdążyłabym mu napisać, że już mam lekcje, więc wyłączyłam powiadomienia. Przy okazji się zirytowałam, ale wiecie jak to jest, gdy chodzi sie zestresowanym cały czas. Nawet do ściany masz pretensje i płaczesz, bo spadł Ci długopis. Napisałam mu później, że dobrze, że wyłączyłam powiadomienia (bo 1. Lekcja 2. Irytacja 3. Stres z wibrowania na lekcji). Odebrał to, że byłam na niego zła, bo mnie spamił i takie tam. Byłam zła nawet na tego księdza co lekcje prowadził, a w drodze powrotnej zwyczajnie się popłakałam. Dzisiaj trochę mi przeszło i chciałam z nim normalnie pogadać. A on, że nie będzie mi spamił, bo znowu będę na niego zła + półsmutne emotki. Zachowywał się jak zbity pies, był smutny. Ja mu mówię, żeby nie był, nie zrobił nic złego w końcu. A ten swoje. Rozumiem, że jego poprzednia dziewczyna była wobec niego brutalna i obrywał za wszystko. Ale jesteśmy razem od prawie dziewięciu miesięcy. Nie tylko jego pokiereszowało życie i nie tylko on ma gorsze dni. Mam chować negatywne emocje, żeby czuł się lepiej? Nie umiem tak. Jestem zła dziś, a jutro już o tym nie pamiętam. Kiedy jest taki smutny to strasznie mnie to boli. Boli tak bardzo, że niekiedy płacze. Często jest smutny z mojego powodu- bo coś zrobił nie tak, bo nie dorasta mi do pięt. Kocha mnie, ale jednocześnie nie umie być szczęśliwy, bo ma wrażenie, że jest tym gorszym.
Wiem, że to może się wydać okrutne z mojej strony, ale powiedziałam, że musimy od siebie odpocząć. Co dalej będzie- zobaczymy. Serce z całych sił nie chce go zostawiać. Rozum mówi, że będzie lepiej jeśli to sie skończy. Nawet pisząc to niechciane łzy płyną mi po policzkach. Tak, rozważam zerwanie. Jestem szalenie szczęśliwa, a przede wszystkim usadysfakcjonowana w głebie siebie, kiedy jest szczęśliwy, ale najbardziej boli mnie, kiedy nieuważnie moje emocje staną się gniewne i go zranie. Nie umiem tłumić emocji, więc najlepiej będzie, jeśli je odseparuje od niego. Próbowałam być idealna, cały czas uśmiechnięta, mówiąca komplementy, żeby podnieść jego samoocene i aprobująca wszystko co powie- nie umiem. Od długiego już czasu często o tym myśle, jak sprawić, żebyśmy się nie ranili albo przynajmniej ja jego. Jakby wpisać w wyszukiwarke rozmów to "przepraszam" pojawia sie prawie 400 razy, a "wybacz" ok 200, z czego większość napisał on. Czyli przeprasza jakieś 3 razy dziennie. A ja już nie mogę znieść jego poczucia winy, dlatego, że nie zrobił nic złego, wprost przeciwnie, jest zbyt dobry.
Muszę to przemyśleć. Zerwanie to ostateczność. Ale nie mam innego pomysłu, którego bym nie próbowała. Nie wiem co mam robić...

piątek, 16 września 2016

Puff

Rozłożyła mnie troche choroba i dziś nie poszłam do szkoły.
Jutro przyjeżdża mój chłopak, ale spokojnie- mam tylko 37.5°C i lekki ból gardła. Nic poważnego.
Mam nadzieję, że spodoba mu się prezent. Zapakowałam go w ładny biało-srebrny papier z niebieską wstążką.
Tak to cały dzień prawie przeleżałam. Nawet na referacie z edb nie mogłam się skupić...
Mama tylko powiedziała: idź spać, bo wyglądasz, jakbyś miała zaraz zemdleć xD po prostu strasznie mi gorąco xD

czwartek, 15 września 2016

Dzień mężczyzny..yyy..chłopaka?

Dzień chłopaka obchodzony jest 30 września, dzień mężczyzny- 10 marca.
Oba święta są dość młode i dużo mniej powszechne niż dzień kobiet. Jednaj zyskują, moim zdaniem słusznie, coraz większy rozgłos. To taka analogia do dnia kobiet. Nie wiem czym dokładnie różnią się oba święta, ale dzień chłopaka częściej obchodzi młodzież w wieku szkolnym, zaś dzień mężczyzny (tak przynajmniej sądze) osoby już od dłuższego czasu dorosłe. 10 marca w kościele nie jest zwykłą datą, bo jest wtedy wspomnienie Czterdziestu Męczenników z Sebasty, o ile dobrze pamiętam.
Z początku miałam dylemat, które ze świąt powinnam obchodzić i doszłam do wniosku, że zostanę przy tej dacie i święcie, które znam i które do tej pory obchodziłam- dniu chłopaka.
Tak defacto przypomniałam sobie o tym dopiero w sobotę xD właśnie teraz jade do galerii, żeby "upolować" co wypatrzyłam. To nie będzie nic wielkiego. Taki upominek. W końcu to nie urodziny xD strasznie się tym podjarałam
Ale jednocześnie denerwuje się, że mu się nie spodoba :(
Albo coś nie wyjdzie i tej książki nie będzie :'(
Bo najprawdopodobniej będę widzieć swojego chłopaka tylko w tą sobote i dopiero 7 października.

*po zakupach*
Udało się :3
Kupiłam i książke i jeszcze mange. Zrezygowałam co prawda z innej mangi, którą zbieram, ale mówi się trudno. Tak pokrótce jestem definitywnie spłukana xD
Mam nadzieję, mu się spodoba. Ewentulanie jutro zwróce i wezme coś bezpieczniejszego.

środa, 14 września 2016

Bukiet słów

Zasnęłam ze łzami w oczach. Z niewiadomych przyczyn obudziłam się o 3 w nocy, całkiem przytomna, a rano nie mogłam wstać z łóżka. Miałam kompletnego doła. Doczłapałam do szkoły z myślą o kolejnym beznadziejnym dniu. Miło się zaskoczyłam. Polski może nie był pasjonujący, ale na matematyce nauczyciel wytłumaczył jako tako zadania i coś tam ogarnęłam. Przynajmniej na tyle, by nie słyszeć w głowie, że jestem głupia. Nawet zgłosiłam się do jednego zadania, które zrobiłam na tablicy, poprawnie <3 Następnie miałam podstawy przedsiębiorczości. Mieliśmy test la senna, czy jakoś tak. Wyszła mi mieszana osobowość. Taki sentymentalny pasjonat. Oba typy są nienasycone pochwałami i nie przewracają im one zbytnio w głowie xD fajnie. Na angielskim mieliśmy dwie czytanki. Jedna średniozaawansowana, druga bardzo trudna. W każdej z nich czytałam fragment. Tą drugą był fragment z twórczości Verna. Odpowiedziałam tam na drugie pytanie i odpowiedziałam dobrze <3 na trzecie też ^^ Z kolei na wf-ie udało mi odbić trafnie piłkę ze dwa trzy razy (graliśmy w siatkówke) i dostałam okrzyk pani że ładnie xD bo nas tak zachęcała podczas meczu do akcji. Część dziewczyn była zainteresowana chłopakami grającymi na boisku w piłke nożną. Było ich widać przez okno. Myślałam, że któryś z nich będzie się nadawał do obserwacji anatomii, żebym mogła rysunek poćwiczyć, więc podeszłam, ale nie podzielam ich entuzjazmu. Normalni, straszni chłopcy. XD

wtorek, 13 września 2016

Ehh...

Wyszłam z domu w dobrym humorze, ale ledwo co wróciłam, poszłam do pokoju i się popłakałam. Uspokoiłam się po jakiś 30min. Wróciłam do kuchni połoczonej z salonem, zjadłam zimny obiad, tata okrzyczał mnie, że wszędzie zostawiam swoje rzeczy, bo zostawiłam na stole szklanke, potłukł się trochę. Wróciłam do pokoju, znowu się popłakałam i w sumie przez 40 min po prostu siedziałam. Masakra. Nawet "proste" zadanie z matmy jest dla mnie trudne, zawiązanie supła najwyraźniej też... beznadzieja ze mnie. Mam nadzieje, że w tym biegu czasu, ku przyszłości, potknę się i upadnę, rozbijając sobie czaszkę, mózg nie wypłynie, bo go nie mam, więc nikomu nie zrobi to większej różnicy...

poniedziałek, 12 września 2016

Bez twych słów, bez twych rąk nie ma mnie


W moim mieście znowu wściekle gorąco. Ledwo można znieść ten skwar. W dodatku wczoraj dwa razy zostałam wywołana do odpowiedzi na jakieś pytanie. Momentalnie zapomniałam języka w gębie ;___; mimo to nadal się uśmiechałam, bo prawie nie odrywałam myśli od swojego chłopaka. W ogóle mamy tak, że zasypiamy przy facebookowym połączeniu (uroki związku na odległość), no i zasnęłam na brzuchu. Jak niektórzy interesują się pozycjami w spaniu, to może wiedzą, że na brzuchu częściej zdarzają się erotyczne sny. Problem w tym, że mi się tak zdarzyło... i gadałam przez sen... i facebookowe połączenie było aktywne... >.< szczerze to nic prawie nie pamiętam, ale mój chłopak tak. Wiecie, wolałabym, żeby moje wewnętrzne instynkty i pragnienia zostały w środku, a nie tak... >.<
Zdarzyło się i tyle, ale swoją drogą to nawet zabawne, bo w realu nawet po torturach nie powiem takich rzeczy xD to zbyt zawstydzające.
Jak tak się zawstydzam to przy okazji łatwo ktoś może oberwać xD np poduszką, żeby się nie gapił, no i tak po prostu, żeby odreagować.
Chciałabym, żeby przy mnie był. Z każdą kolejną sekundą spędzoną razem, wydaje sie być coraz cudowniejszy i wgl *w* wiem, że częściej działa to w drugą strone- im dłużej się znacie, tym ta fascynacja i podekscytowanie mija, pojawiają się zgrzyty i wgl, ale u mnie to tak nie działa. Zwykle na początku jestem miła i zdystansowana, dopiero, gdy czuje się zaakceptowana i bezpieczna, zaczynam więcej i bardziej otwarcie mówić i być bardziej uczuciowa, pewna siebie czy spontaniczna. XD w miłości tak samo.

niedziela, 11 września 2016

Ślubowanie

Dziś przyjechał do mnie chłopak <3
Wyszłam mu naprzeciw, a kiedy mnie przytulił od razu poczułam pożądanie >.< mówi się, że to facetom tylko jedno w głowie..
Mam dobrą wiadomość- z każdym spotkaniem czuję się coraz lepiej w jego towarzystwie. Coraz bardziej go kocham, akurat to mnie nie dziwi, bo musze kogoś poznać, za nim moja sympatia wzrośnie. Uwielbiam się na niego patrzeć, szczególnie wtedy, gdy nie patrzy na mnie.
*Po przespanej nocy*
Wybaczcie, ale byłam tak zmęczona, że traciłam powoli przytomność, więc teraz dokończe wieczorny wpis.

O 16:40 miałam ślubowanie klas pierwszych i mój chłopak pojechał ze mną. Zamiast sie skupić na staniu prosto, wzrokiem szukałam go w tłumie.
Potem wróciliśmy do domu i jeszcze godzine był ze mną, zanim pojechał. Zawsze, jak wyjeżdża to chce mi się płakać. Czasem nawet popłacze, ale tylko trochę. Nie będę mu mówić, jak szaleńczo tęsknie, dopóki nie będzie możliwości, by był bliżej. Kocham jego uśmiech i nie chce, żeby się martwił.
Swoją drogą mam straszne zakwasy m.in. na przedramionach i dolnej partii pleców xD
Na poniedziałek musze zrobić matme i chemie. Życzcie powodzenia ^^


Dwa serca, jedno życzenie.

czwartek, 8 września 2016

Poranek

Dzisiaj musiałam wstać o 4:30, bo lekcje mam na 7:30. Trochę kiepsko, ale mus to mus. W drodze na przystanek trochę rozglądałam się po porannym krajobrazie. Gęsta, niska mgła była tak biała iż zdawało się, że ktoś próbował gumką do mazania wyczyścić otaczający nas świat. Śliczny widok. Gdy tak szłan usłyszałam za sobą czyiś bieg, usunęłam się więc sądząc, że to biegacz. Jednak był to licealista z przydługimi ciemnymi włosami. Dość wysoki. Dopiero, gdy miał przystanek w zasięgu wzroku, zwolnił. Wyjął coś, w czym się przeglądnął i poprawił włosy. Szybkim krokiem prawie z nim zrównałam i przyjechał autobus. Chłopak zamiast od razu wsiąść poczekał (bo byłam ze dwa metry za nim), aż ja wejdę <3 Może nie powinnam się do tego przyznawać, ale zauroczył mnie ten gest. Jak się jest uprzejmym wobec obcej kobiety.
Na kółku nie umiałam zrobić nawet jednego zadania ;__;
Z historii będę miała wycisk i to równo. Swoją drogą na korytarzu widziałam chłopaka łudząco podobnego do dawnego kolegi z przedszkola. Byłabym zdziwiona, że taki łobuz dostał się do takiej szkoły xD
Po szkole spotkałam się z przyjaciółkami z dawnego gimnazjum. Wręcz się na mnie rzuciły :') <3 tęskniłam za nimi bardzo. Poszłyśmy do kina i mcdonalda. XD najczęściej słyszały imie mojego chłopaka, bo mijałyśmy miejsca, gdzie byłam na randce i nie mogłam się powstrzymać. Jedna z nich, lucy, mówiła, że tak właśnie zachowują się zakochane dziewczyny xD pewnie ma racje.
Szkoda tylko, że przy moim chłopaku nadal nie zachowuję się tak wylewnie i swobodnie, tylko nieco bardziej oschle. Ale to kwestia czasu, tak sądze, znamy się prawie rok, a po za tym to chłopak, a zawsze miałam problem z rozmową twarzą w twarz z facetami...xc

wtorek, 6 września 2016

Zwycięże

Zwyciężę. Może nie teraz, lecz na pewno.
Pasowałoby coś napisać xD
Moje odczucia dotyczące matmy nie są odosobnione. Jedna dziewczyna, z którą dość często siedze też ma wrażenie, że w porównaniu z tym co mówił nauczyciel, jest przygłupem. Kwestia trudności zadań. Mam nadzieję, że się przyzwyczaje, bo będzie ciężko, chociaż dzisiejsza lekcji i tak była zrozumiała.
Chciałam sie zgłosić na chór, ale weszłam na przesłuchanie i po chwili wyszłam. Może w przyszłym roku starczy mi odwagi xD
WF był całkiem spoko. Mamy szatnie na osobnych piętrach i osobne lekcje dziewczyny i chłopcy. Przy okazji jestem marginesem klasowym xD lubianym, bo lubianym, ale takim niewidzialnym. Nie cieszy mnie to, ale nie narzekam. Tylko musze przyzwyczaić sie do tego okropnego uczucia bycia wybieranym na końcu. Wfistka jest kontaktowa, nawet miła i motywuje, a nie ciągle wytyka błędy, jak moja poprzednia nauczycielka. To wielki plus.
Podsumowując na razie: super dobrze nie jest, ale tragedii też nie ma.

niedziela, 4 września 2016

Pierwsze dni

To może od początku.
Drugi dzień z pewnością okazał się lepszy niż pierwszy. Poznałam nawet pewną dziewczynę o podobnych zainteresowaniach. Nie jest najlepiej, ale mogło być gorzej.
Wgl, jak weszłam do szkoły to myślałam, że się popłacze, na wstępie zobaczyłam cztery całujące się/przytulające pary. Nawet nie wiecie, jak bardzo im zazdroszczę, że chodzą ze swoją miłością do tej samej szkoły. Dałabym za to wykasować całe moje dotychczasowe życie, byleby być bliżej mojego chłopaka.
Tylko źle znoszę zmiany. Od jakiegoś czasu przypominam trupa, zgasłam. Głupio przyznać się, ale po ostrej kłótni z matką, która swoją drogą wyglądała, jakby miała mnie uderzyć, pocięłam się.
Po prostu już nie mogłam znieść stresu w każdej części mojego życia.
Ciągle słysze, jaka jestem "wspaniała" albo, że "coś tak dobrze robię" (oczywiście, jak mi się chce, bo w mniemaniu starszych jestem leniwa) i próbuję tego nie zepsuć, bo równie często słyszę, że jestem leniwa, jestem egoistką, zapatrzona w siebie, zbyt poważna, pyskata, że nie szanuje innych i ich pracy, że nie jestem porządna, tylko zboczona, że nie znam życia.
Cały czas uważnie pilnuję co robię, co mówię, bo jeśli choć na chwilę spuszczę gardę to kończę albo zraniona, albo kogoś raniąca.
W sumie można to pilnowanie skrócić do trzech prostych zasad
Szeroki uśmiech
Skwapliwa zgoda (chyba, że ani trochę się nie zgadzasz)
Szczery komplement

To nie jest fair, ale tak najłatwiej nie zrobić sobie wrogów i nikogo nie urazić. Taki przepis na spokojne życie.

Wczoraj zaś był ślub mojej cioci. Poznałam tam całkiem sympatyczną dziewczynę, rok starszą. Mamy kilka wspólnych tematów. Widać, że nie jest specjalnie szczęśliwa, żyje, bo żyje i tyle. Zastanawiałam się później czy byłabym w stanie trochę rozświetlić jej życie. Miałam w gimnazjum koleżankę, kasię, od której w ostatniej klasie usłyszałam, że gdyby nie ja, jej życie nie byłoby takie interesujące, że wprowadziłam do jej życia szczęście :D przyszła do gimnazjum z nieszczęśliwą miłością za sobą, więc ją rozumiałam, ale to, że zrobiłam aż tyle ile powiedziała wydało mi się niesamowite. Może uda mi się to powtórzyć ;D

Jednak najbardziej boli mnie poczucie winy w związku z moim chłopakiem. Kocham go, ciągle o nim myślę, nawet nieświadomie, ale mam wrażenie, że zatruwam mu życie. On też mnie kocha, ale nie wydaje się być szczęśliwy. Wystarczy wpisać w wyszukiwanie rozmowy "przepraszam" lub "wybacz". W ciągu pół roku przeprosił mnie ze 300 razy, czyli dwa na dzień. Gdyby faktycznie zrobił coś za co oczekiwałabym przeprosin, tyle razy, to już dawno zerwałabym kontakt. Ciągle mówię mu, że nie ma za co przepraszać. On swoje. Dołuje się tym i płacze. Czuję się wtedy podle, jakbym mu coś zrobiła. Ma niską samoocenę, a ja często nie umiem się wysłowić, albo powiem coś co go do tych łez doprowadzi. Jest przystojny, uroczy, pożądam go, radzi sobie w różnych sytuacjach, ma zdolności manualne, jest inteligentny, umie doradzić, wesprzeć, jest troskliwy, opiekuńczy, a przede wszystkim mnie szanuje i zwraca uwagę na mnie, można sobie więcej wymarzyć? nie sądzę xD Tylko co z tego, jak ciągle twierdzi, że nie dorasta mi do pięt. Chociaż faktycznie, nie dorasta, tylko przerasta. Czasem zupełnie nie wiem, jak podnieść go na duchu, żeby się nie smucił, nie twierdził, że jest gorszy.

Doradzi ktoś? :(

środa, 31 sierpnia 2016

Licealistka

Przepraszam, że mnie tyle nie było. Mam spore zamieszanie. Szkoła, ślub w rodzinie...
Teraz leci bardzo przyjemna piosenka ^^ rozpoznaje słowa "that's my fight", trochę podnosi mnie to na duchu.
Od dzisiaj jestem licealistką. W dodatku w nowej szkole nie znam nikogo. Tylko takiego jednego z podstawówki...
Najlepszy kumpel tego, w którym się zakochałam...
Boże, przynajmniej to z nim, a nie z tym drugim... Chociaż tyle
Nawet nie mam podręczników. Nie dociera do mnie, że to już wrzesień. Trzymajcie kciuki. Ja trzymam za Was <3

niedziela, 28 sierpnia 2016

Morze czerwone

Za każdym razem, gdy dostaję miesiączki, zaskakuje mnie fakt, że się nie wykrwawiam. Tak teoretycznie krwawię 24 h przez 5 dni i nadal żyję xD
Jednak to nie jest największym problemem. Większym problemem są bóle miesiączkowe, nadchodzą falami, kilka razy dziennie. Nie wiem jak inne dziewczyny, ale mnie to przykuwa do łóżka. Autentycznie nie mogę wstać. Byłam już z tym kilka razy u ginekologa i nic. Jakąś kurację dostałam- pomogła na parę miesięcy. Teraz mam silne leki przeciwbólowe (silniejsze niż paracetamol) i jakoś daję radę funkcjonować, ale ogólnie do masakra, nawet apetyt tracę.

W dodatku, w nocy miałam potworny koszmar, całą wewnętrzną stronę rąk, od ramion, miałam przebite agrafkami. Gdy się ruszyłam, zerwały się, rozrywając mi skórę i tworząc głębokie rany, w których widziałam coś podobnego do dżdżownicy, ale było bardziej żółte, trochę jak takie długie larwy. Zjadały mnie od środka. Nawet, jak jakimś cudem je wyjęłam to ich "główki" dalej wrzynały mi się w ciało, widziałam nawet małe, ruszające się wybrzuszenia po wewnętrznej stronie dłoni.
Obudziłam się, a mimo to nadal miałam wrażenie, że tam coś jest, zaczęłam się drapać o pocierać, mimo iż wiedziałam, że nic tam nie ma.
Chciałam zadzwonić do chłopaka, ale jakoś tak wyszło, że nie odzywaliśmy się do siebie od paru godzin, więc odłożyłam komórkę.
W końcu udało mi się trochę uspokoić i zasnąć. Rano, jak się obudziłam, nadal miałam kilka czerwonych śladów po paznokciach.

Trochę makabryczne.
Jak śpię obok kogoś, to zwykle nie jest tak źle. Na zielonej szkole spałam z koleżankami na jednym posłaniu z połączonych łóżek i jakoś ten fakt uspokoił mnie na tyle, że lepiej spałam.

Ciężko mi mówić o czymkolwiek rodzicom, a tym bardziej o czymś takim. Jednak chyba nie mam wyboru i bez leków na to się nie obędzie...

Będę dobrej myśli ^^ to tylko sny

czwartek, 25 sierpnia 2016

Ciemno, głucho wszędzie

Ostatnie 45 min płakałam.  To chyba niezbyt ważne z jakiego powodu.  Znowu mam ochotę płakać. Nie, nie, nie. Muszę wziąść się w garść, utrzymać zawartość żołądka i ostrość widzenia, odciągnąć myśli. Cholernie ciężko.
Wczoraj była u mnie przyjaciółka, wiecie? :) Oglądałyśmy razem film i trochę gadałyśmy. Miło tak spędzić czas z kimś kogo się lubi. Tak to siedzę sama w domu. Pilnuje zwierząt i trochę sprzątam, żeby rodzice nie zrobili mi awantury. Czasem zrobię więcej,  gdy nie mam znowu dołka. Staram się. Czasem nie wychodzi, ale muszę wierzyć, że się uda, prawda? Może nie udać się nawet sto razy, ale musimy wierzyć, że ten sto pierwszy raz będzie udany. Choć czasem nie ma sensu próbować w nieskończoność...
Wyzwanie:
23.08-namalowałam bardzo ładnego jelenia i liska
24.08- przyszła do mnie przyjaciółka
25.08-...wstałam z łóżka?

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Wstań, słońce już wysoko

Dziś trochę weselej ^^
Mamy królika w domu ^^ takiego żywego xD
Moja młodsza siostra się uparła i ciocia dała jej go. Teraz siedzi w klatce i karmimy go z mamą (siostra wyjechała do babci na tydzień). W ciągu dnia nikogo nie ma w domu, więc na mnie spada cała odpowiedzialność.
Przy okazji dostałam lentilky (dropsy czekoladowe), żel-galaretke pod prysznic, perfumy, aloes w cukrze i 500 koron (ok 84zł). To wszystko jeśli chodzi o niedzielę.
Dzisiaj spędziłam cały dzień w domu i tak defakto leżałam na kanapie, oglądając telewizje...
Pozwolicie, że zwalę to na pochmurną pogodę i lekki przedmiesiączkowy ból brzucha i krzyża xP

Słońce wysoko na niebie
Pora wstać, iść za horyzonty
siła jest w nas, jak życie w jajku
miłość to rozległe morze
otwarte drzwi ma Bóg twój
szukaj niestrudzenie Go
siła i światło, radość i szczęście
miej w sobie pokorę
unosząc dumnie głowę
Znajdź podparcie w Nim
Dostrzeż blask wokół siebie
Nie zamykaj się
Może nie znam życia jak Ty
Upadłam jednak, wiele, wiele razy
Ale wiem, mam w dłoniach dar
Zmienię siebie- zmienię świat
i jestem tego wart!

Wiecie, tak sobie myślę... nawet jeśli nie wierzysz w nic, tam głęboko w sercu masz pustkę, głuchą i ciemną, to warto ją zapełnić wiarą w Boga, nawet jeśli masz wątpliwości z początku. Nie wierzyłam, ale później myśl, że jest ktoś, kto mnie kocha i na mnie liczy, bez względu na wszystko czeka, nie pozwalała zgasnąć wątłej nadziei. Można zacząć szukać Boga ^^ już was nie zamęczam xD tak tylko wspominam...
W każdym razie, jeśli nie można żyć dla siebie, żyj dla kogoś. Ktoś kto Cię pokocha czeka sekundę od Ciebie, nie odbieraj więc te sekundy, minuty, dni i lat. Wierz w to, że wszystko się odmieni, wiem, jak to być w tej strasznej zimnej ciemności, która dusi, odbiera wszystko, własną wartość, ale wiem, że za rogiem, może tym drugim albo kolejnym, czeka szczęście. Po prostu wiem ^^ tylko niech mi ktoś o tym przypomni, jak znowu zaliczę koszmarną noc...

Wyzwanie: dostałam Lentilky (niedziela), królik przeżył pierwsze 24 godziny (dziś)


sobota, 20 sierpnia 2016

W ciągu

Wczoraj odbył się pogrzeb mojej prababci. Miała 98 lat. Trochę to smutne mimo iż każdy z rodziny się tego spodziewał. Pogrzeby są smutne. Byłam już na czterech i wiem co to znaczy, a będę pewnie na wielu jeszcze. Po stypie matka z moją siostrą pojechały do cioci, do Czech. Ja wracałam z tatą do domu. Mieliśmy jechać autobusami, ale wujek nas zawiózł.
Dzisiejszy dzień zaliczyłabym do udanych. Posprzątałam zmywarkę, umyłam patelnie, zebrałam fasolkę, przygotowałam ziemniaki na frytki i z nikim się nie pokłóciłam. Tata trochę hałasował przy odkurzanie, przewracając sprzęty do góry nogami (nawet balon mu pękł, choć nwm jakim cudem balony pękają przy odkurzaniu), ale dało się to znieść.
Szkoda tylko, że znowu zasmuciłam swojego chłopaka. Wysłał mi bezsensowną wiadomość, gdy poruszyłam temat, o którym chciałam normalnie pogadać, okazało się, że miał to być żart, a dobrze wie, że się na nich nie znam... nawet jeśli ktoś je wytłumaczy. Trochę się zirytowałam, on się zasmucił i od razu stwierdził, że to jego wina, że nie ważne. Poczułam się znowu źle, że nie łapię żartów i miałam ochotę się popłakać. Głupie, no nie? Jak jest smutny to mi się od razu chce płakać. Nawet nie wiedziałam co napisać, żeby to naprawić, żeby było jak przed kilkoma minutami. Po jakimś czasie napisał, że się położy i jak będę to żebym zadzwoniła, albo coś. Na koniec dodał "Jeśli będziesz chciała oczywiście", co wpędziło mnie w większe poczucie winy. Znając mnie to przez długi czas nic nie napiszę, bo będę czuła ten ciężar, że znowu coś nie tak poszło. Beznadzieja.
Relacje międzyludzkie, szczególnie rozmowy to moja najsłabsza strona. Mój chłopak jest tak naprawdę jedyną osobą, z którą codziennie tyle rozmawiam bez względu na wszystko. Z rodzicami nie próbuję już nawet, a z przyjaciółkami gadałam w sumie tylko w szkole...
Aaaa, nie mogę się dołować, nie mogę. Moje życie towarzyskie jest do dupy i tej dupy nawet nie ruszam, żeby to naprawić, bo... nie będę szukać wymówek, ale człowiek jest strasznie dwulicowy.

Tak z innej beczki- ćwiczyłam dzisiaj, aż pot spływał mi po plecach.
Może jak zabiorę się za jakieś książki psychologiczne, to będzie mi łatwiej w kontaktach z ludźmi?

Wyzwanie (wczoraj): Wujek podrzucił mnie i tatę do domu.
Wyzwanie (dziś): yyy... zebrałam fasolkę (nie powiem, żebym była z tego ucieszona, ale jakiś sukces to jest)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Chciałabym być lepsza

Dziś raczej nie mogę pochwalić się żadnym osiągnięciem, w dodatku znowu miałam sprzeczkę z matką...
Nie zrobiłam nic niewłaściwego, a czuję się winna za wszystko...
Ale wiecie co? Przeszło mi.
Chodzi o to, by uświadomić sobie, że nie działałaś ze złym zamiarem, nie wiedziałaś, że ktoś może mieć o to pretensje, więc nie mogłaś temu zapobiec. Dlatego cenię sobie jasne zasady, bo mogę uniknąć takich sytuacji, gdzie czuję się winna z powodu samego swojego istnienia.
Pomyśl, że to niesprawiedliwe i przywal w poduszkę. Mocno. Mi to pomaga.
Jeśli nadal czujesz winę, zrób coś pożytecznego, np.: posprzątaj.
Często, gdy słyszałam, że jestem zerem, że jestem gorsza od innych, że znowu coś jest moją winą i coś źle zrobiłam- załamywałam się. Płakałam, cięłam się, wyżywałam na sobie.
Trzeba powiedzieć sobie "Tak?! To udowodnię, że tak nie jest!". Popraw się w czymś, zdobądź nową umiejętność, zrób coś bardzo starannie. Tylko nie rób tego dla słów "w końcu się na coś przydałeś". Zrób to dla siebie. Zrób to dla czyjegoś UŚMIECHU. Obie opcje są dobre, gdy postępujesz według sumienia.
Naucz się zmieniać rozpacz we wściekłość, a wściekłość w napęd do działania. Spójrz w lustro i rób "mściwy uśmiech" xD Pokaż innym, a przede wszystkim SOBIE, że jesteś coś warta.
Pamiętam tą chwilę, gdy upiekłam jedno z moich pierwszych ciast i poczęstowałam innych swoją pracą. Pamiętam uśmiech ^^ mój wypiek sprawił im przyjemność i gdybym się nie urodziła nie mogłabym sprawić im uśmiechu. To naprawdę wielka nagroda.
Nie musisz piec. Możesz coś uszyć (maskotę, breloczek), możesz uczestniczyć w wolontariatach (pamiętam łzy szczęścia starszych ludzi, jak robiliśmy dla nich w szpitalu przedstawienie bożonarodzeniowe, naprawdę wstrząsające przeżycie).
Wydaje się to wielkie, gdy o tym mówię, ale naprawdę, jest dziecinnie proste.
Jeśli zamkniemy się w pudełku z bólu, nigdy nie znajdziemy sensu życia, nigdy swojego życia nie spełnimy. Nie możemy się wtedy rozwijać, ani pozwolić innym się rozwinąć. Może za rogiem czeka ktoś Tobie podobny? Może Ty masz możliwość walki, a on nie? Uratuj choć jedno życie, a uratujesz tysiąc innych, a twoje życie nie będzie już takie beznadziejne.
Tak sądzę ^^

Wyzwanie na najbliższy tydzień: Napisz jedną szczęśliwą rzecz lub sukces, który się dziś wydarzył.

Zjadłam bardzo pyszne mięsko z własnoręcznie zrobionym sosem czosnkowym ^^

środa, 17 sierpnia 2016

Na początek

Każdy z nas miewa w swoim życiu wzloty i upadki. Myślę, że w moim życiu było więcej tego drugiego...
Mówi się, że jeśli chcemy zmieniać świat, to powinniśmy zacząć od samych siebie.
Nie wiem czy mi się to uda. Chciałabym przekonać się o własnej sile i spełnić co postanowiłam.
Chciałabym zmienić siebie, stać się silniejsza, bo wiem już jak nisko mogę upaść.
Jestem pełna obaw, ale i nadziei.
Czyli co? ^^ Pójdziesz moim śladem?
Spokojnie xD uda się
A jak nie... to przynajmniej nie zrani :)