music

wtorek, 19 grudnia 2017

fail

Znalazłam genialną piosenke, jak dla mnie. Jakaś część mnie widzi w niej sytuacje sprzed prawie roku.


niedziela, 17 grudnia 2017

Being sick of tring

Miałam sen. Śnił mi się mój przyjaciel. Blondyn. Pamiętam, że to do niego przyszłam na pieszczoty. Doprowadził mnie na skraj, aż nagle wszedł ojciec mojego chłopaka, później matka i babka. Szybko się ogarnęłam i poczekałam, aż wyjdą. Jednak mój przyjaciel zmarkotniał. Wszedł na łóżko i zakrył się kołdrą. Ja również weszłam i objęłam go czule w pocieszeniu. Nagle wszedł dystyngowany starszy pan z małą blond pyzatą dziewczyną i kimś innym. Staruszek miał ego pod sufit. Napomknął kim jest i całkowicie ignorując moją obecność powiedział że mój przyjaciel ma wrócić że swoją narzeczoną do domu. Narzeczoną była ta pyzata dziewczynka. Potem wyszedł. Dziewczyna i ta druga osoba, chyba też płci żeńskiej i ciemno włosa w zbliżonym wieku do blondyna, wskoczyły na łóżko i strasznie się żarły, dogadując blondynowi, mnie też.
Chłopak wstał i wyszedł. Poszłam za nim do jego pokoju. Jednak to nie trwało długo. Przyszedł ojciec i go zabrał. Na odchody jedynie mój przyjaciel wskazał mi pudło. Było pełne cukierków i lizaków z podpisem "dla mocy". Dobrze pamiętam, że uwielbiam słodycze bo dodają mi mocy. Popłakałam się. W smutku zaczęłam wymieniać jego zestaw awaryjny. Takie podłużne pudełko. Trzymał tam soczewki kolorowe, płyny, jakieś psychotropy. Nawet zapakowałam kilka cukierków, ale ogarnęłam się, że nie wiem gdzie zabrał go ojciec, nie mogę się skontaktować z moim przyjacielem. Gorzko zapłakałam.
Później okazało się że wykorzystał moje autentyczne wzruszenie do jakiegoś spotu reklamowego. Przez cały czas oszukował, że mu zależy w jakikolwiek sposób.
Miałam jeszcze drugi, jak się zgubiłam w Paryżu i zamiast pójść na występ teatralny "Narnia" to byłam zmuszona do pracy na zebranie kosztów autobusu do Polski. Ale mniejsza z tym.

Wiecie, ostatnio po raz kolejny zostałam wystawiona. Przez przyjaciela. Nie było to konkretne umówienie. Po prostu poprosiłam o wspólny powrót do domu, bo kończymy lekcje o tej samej godzinie. Skończyłam jednak godzinę wcześniej i czekałam. Ale nie. Napisał, że nie damy rady razem wrócić. Skończył lekcje i wraca ze swoją najlepszą przyjaciółką.
Aha, no fajnie. Szczególnie, że mój stan psychiczny w tamtym dniu był totalnym dniem. To to zdarzenie mnie zupełnie złamało.
Druga sytuacja miała miejsce w piątek, tak, ostatni. Miałam podjechać pod centralną część miasta, by wieczorem wrócić z nim do domu. Byłam w połowie drogi i dostałam wiadomość, że kolega zaprosił go do domu i będzie alkohol. Napisałam, żeby się dobrze bawił, choć czułam pierwsze łzy. Przeprosił raz i powiedział jeszcze, że musi utopić smutki. Niby nic nie obiecywał ale poczułam się spoliczkowana.
Gdy nie ma planów, to na spokojnie się umawia, a gdy tylko znajdzie się okazja to... Jak ma mnie gdzieś to niech przynajmniej powie wprost... Ale pokazał to w jeden z najlepszych sposobów jakie doświadczyłam. Na nic moje rozmowy, próby pomocy, oferowania jej. Jestem bez wartości

Wszyscy są tacy sami
"nigdy Cię nie zostawię" - zrywa kontakt
"jesteś dla mnie wszystkim" - boi się zareagowaniem, żeby koledzy nie pomyśleli
"z chęcią z tobą wrócę" - z chęcią idzie do kolegi

Może to ze mną jest coś nie tak. Najwidoczniej budzę w ludziach to co najgorsze i sama obrywam rykoszetem. Ale co jest pociskiem? Czym ich zraniłam? Może zwyczajnie sama moja obecność...

czwartek, 14 grudnia 2017

Switch off

Wczoraj strasznie bolało mnie po lewej stronie podbrzusza, podbrzusze z resztą też. Znowu odzywają się narządy rozrodcze. Trudności w chodzeniu to jeszcze nic, ale jak poczułam jakby coś wpływało (kto miesiączkuje ten pewnie wie), to serce skoczyło mi do gardła. Myślałam że krwawię. Chwała, bo jednak tak nie było.

Wracając do dnia dzisiejszego. Tak jak w szkole mam na razie dobre stopnie i wszystko systematycznie zdaję, tak życie towarzyskie ma się zupełnie odwrotnie.
Zaczynam rozmowy, trochę na siłę, pytam się o co mogę, ale rozmowa umiera śmiercią naturalną. Amen. Już nawet nie muszę nosić telefonu przy sobie, bo nikt nie pisze. Sporadycznie może

To co wiąże się z rozmowami to poczucie winy. Że zwyczajnie przeszkadzam, a Ci mili ludzie odpisują z grzeczności.
Tak samo z propozycją wspólnego wyjścia. Z chęcią się zgadzam , chyba że ktoś pisze "jak chcesz", bo to takie trochę "zwisa mi czy będziesz czy nie". Podobnie jeżeli chce wyjść z propozycją, mam wrażenie wpierniczania się na siłę w czyjeś życie.

To przewrażliwienie skłania do rezygnacji z życia towarzyskiego i odpuszczenie wszelkich starań o kontakt.
Dla braku stresu dla mnie i braku konieczności użerania się z kimś nadwrażliwym, czyli że mną.
Eh.. Niby to proste. Łatwiej jest zaszyć się w sobie i poddać, ale nie umiem żyć bez ludzi. Bez kogoś z kim można po prostu wyjść i trochę pogadać.

Jakieś pomysły na zabicie w sobie pragnienia kontaktu z człowiekiem lub przezwyciężenia takiego poczucia winy/nieśmiałości?

wtorek, 12 grudnia 2017

Sen

Miałam dziś nieprzyjemny sen. Początku samego nie pamiętam, jednak drugą część już tak.
Byłam w klasie, w szkole. Na zadanie domowe mieliśmy wspólne wypracowanie. Osoba z którą byłam w parze, w ostatniej chwili zrezygnowała. Nie miałam już do kogo się zwrócić. Pamiętam jak siadłam przy biurku, rezygnując z klasowego oglądania filmów, by stworzyć plan pracy i skończyć na czas.
To co utkwiło mi w pamięci to mimo chęci kontaktu z innymi, czułam zimne spojrzenia, jak na piąte koło u wozu. Czułam samotność.
Pomijając to wspomnienie, mam jeszcze fragment, gdzie mój chłopak mieszka z przyjacielem rodziny, w mieście. Z dala od rodzinnego domu i rodziców

Ledwo ciągne, ale do wtorku powinnam mieć praktycznie wszystko nadrobione. Zostanie tylko matma i recenzje z wystaw.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

My burning tears

Strzelcie
Pierś przed wami rozedre
Krwawym potem spłynę
Łzy i boleść
Nogi nie wiedzą
Gdzie swe kroki stawiają
Oczy nie widzą
Gdzie łzy ich płyną

Dusza wydziera się z ciała
Wciąż z nią związana
Dźgnijcie
Ostrym kantem
Rozbitych przyrzeczeń

Nieważne, marność
Z chęcią poświęce
Żywot swój niewieści
Na szczęście innych
Poświęcę śmiercią Panie
Bo tak prosto
Romantycznie

Wysłuchaj modlitw
Spod mostów
o leprze życie
Moim szczęściem obdarz
Duchy
Po stokroć lepsze
Od moich koszmarów

Bylebym nie zawiodła się
Nigdy więcej

Zapomniałam jaki ból może być kojący i jak oczy mogą piec od łez. Zapomniałam o bólu ścinającym z nóg i o tym by na nikogo nie liczyć.
Nie umiem na nowo i nieskończenie. Patrzeć w oczy tych których podziwiam. Zakładać maski bez względu na stan. Żyć bez lęku, melancholii czy smutku.

niedziela, 10 grudnia 2017

Poddasze

Dziś wieczorem jakoś smutno mi w sercu.
Wybaczcie mi irracjonalne marudzenie, ale brakuje mi osoby do śmiechu. W takim sensie że nie muszę się przy niej martwić ani stresować o słowa. Z którą byłabym w stanie się śmiać i u której byłabym wzajemnie priorytetem.
Na nic znajomi z grupy, z klasy, nawet Ci wybrani, losowi.
Każdy kogoś ma. Przynajmniej z otoczenia.
Zawsze wmawiałam sobie, że nikogo nie potrzebuje. Ubierałam maski osoby, która byłaby lubiana przez wszystkich. Myślę że sama się nią stałam, ale zagubiłam prawdziwe uczucia i zdawać by się mogło że nie umiem czuć.
Spędzam czas z innymi. Ale połowa uśmiechu jest z grzeczności. Inaczej byłoby niezręcznie. Grobowa mina jeszcze nikogo nie rozkochała.
Tak samo słuchanie o problemach. Posłuchają i przeważnie nie umieją zareagować. Dlatego nie mówię bez pytania.
Nie mogę... To jest żałosne. Po całej linii. Zgadzanie się na wszystko, przytakiwanie, uśmiechanie i bycie uroczą. Nie jestem tą osobą, ale gdy dochodzi do konfrontacji to zwyczajnie nie jestem w stanie być taką w jaki sposób myślę w środku. Jestem tą jaka będzie akceptowana, rozpieszczana. Maskotka do tulenia.
Chociaż... Takim osobom łatwiej się zwierzyć. Bycie pomocnym, choć odrobinę zawsze mnie cieszy. Szczególnie jeżeli to miła osoba.

Zastanawiam się co zrobić ze sobą. Zostawić jak jest? A może starać się śmielej wyrażać siebie? Z drugiej strony mogę wtedy kogoś nieumyślnie zranić albo zostać zraniona
Uh....
Jak uwierzyć w piękne życie? W siebie?

środa, 6 grudnia 2017

Scared

Boję się zasnąć
Czy boję się jutrzejszego dnia?
Czy nocnych nawiedzeń?

Sama nie wiem. Ale oby jutro było lepiej

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Czas... nie leczy ran, pozostają blizny.
Choć krzyczą "nigdy nie mów nigdy",
 zmianę wywoła nawet jeden strzał.


Co tam u was? U mnie zastój. Byłam dziś na badaniach usg. Niby mam powiększoną wątrobe i śledzionę, a ponad to jakiś dziwny pęcherzyk, ale to nic poważnego. Za 6-8tyg powinnam mieć powtórzone badania.
Ale czuje się trochę samotna. Fakt, że nie mam do kogo gęby otworzyć, przyprawia o lekkie szaleństwo. Naprawdę stałam się bardziej ekstrawertyczką...
Co ciekawe dopiero po roku niektórzy dowiedzieli się o paru moich problemach. Apropo... moje problemy dopiero sie zaczną. Mam do nadrobienia 4 sprawdziany, 4 kartkówki i 2-3 prace pisemne. Pogrom. Muszę się jakoś wziąć w garść, bo czeka mnie powtórka sprzed roku z zagrożeniem na semestr. I tym razem nie mam z kim pogadać. No, może z jedną osobą. Wierze, że nie sprawiam jej tym problemów. Natomiast co do kolejnych dwóch... dzieci, sama nim niby jestem, ale oni ni dadzą rady znieść mojej prawdy. Niestety to sprawia, że im mocniej siebie gram tym bardziej chwytają mnie mdłości i psychiczny ból.
Coś za coś.
Mogłabym się nie przejmować, ale sumienie mi nie pozwala. Czułabym się winna... nawet teraz się czuje. 
Często sobie życzę, żeby ta wrażliwa strona mnie znikła. Bez poczucia winy byłoby lżej. Czasem, nawet jeżeli na coś nie miałam wpływu, to czuję się źle z tego powodu. Niby nic, jednak jest przygnębiające.
Koniec na dziś. Pozwólcie, że zwale to wszystko na zimę. Zimno, plucha, błoto, szaro. Nic dziwnego, że człowiek jest ponury, jak jeszcze na święta musi się użerać z przymusowo dobranymi ludźmi- rodziną.
Dobranoc <3