Miałam sen. Śnił mi się mój przyjaciel. Blondyn. Pamiętam, że to do niego przyszłam na pieszczoty. Doprowadził mnie na skraj, aż nagle wszedł ojciec mojego chłopaka, później matka i babka. Szybko się ogarnęłam i poczekałam, aż wyjdą. Jednak mój przyjaciel zmarkotniał. Wszedł na łóżko i zakrył się kołdrą. Ja również weszłam i objęłam go czule w pocieszeniu. Nagle wszedł dystyngowany starszy pan z małą blond pyzatą dziewczyną i kimś innym. Staruszek miał ego pod sufit. Napomknął kim jest i całkowicie ignorując moją obecność powiedział że mój przyjaciel ma wrócić że swoją narzeczoną do domu. Narzeczoną była ta pyzata dziewczynka. Potem wyszedł. Dziewczyna i ta druga osoba, chyba też płci żeńskiej i ciemno włosa w zbliżonym wieku do blondyna, wskoczyły na łóżko i strasznie się żarły, dogadując blondynowi, mnie też.
Chłopak wstał i wyszedł. Poszłam za nim do jego pokoju. Jednak to nie trwało długo. Przyszedł ojciec i go zabrał. Na odchody jedynie mój przyjaciel wskazał mi pudło. Było pełne cukierków i lizaków z podpisem "dla mocy". Dobrze pamiętam, że uwielbiam słodycze bo dodają mi mocy. Popłakałam się. W smutku zaczęłam wymieniać jego zestaw awaryjny. Takie podłużne pudełko. Trzymał tam soczewki kolorowe, płyny, jakieś psychotropy. Nawet zapakowałam kilka cukierków, ale ogarnęłam się, że nie wiem gdzie zabrał go ojciec, nie mogę się skontaktować z moim przyjacielem. Gorzko zapłakałam.
Później okazało się że wykorzystał moje autentyczne wzruszenie do jakiegoś spotu reklamowego. Przez cały czas oszukował, że mu zależy w jakikolwiek sposób.
Miałam jeszcze drugi, jak się zgubiłam w Paryżu i zamiast pójść na występ teatralny "Narnia" to byłam zmuszona do pracy na zebranie kosztów autobusu do Polski. Ale mniejsza z tym.
Wiecie, ostatnio po raz kolejny zostałam wystawiona. Przez przyjaciela. Nie było to konkretne umówienie. Po prostu poprosiłam o wspólny powrót do domu, bo kończymy lekcje o tej samej godzinie. Skończyłam jednak godzinę wcześniej i czekałam. Ale nie. Napisał, że nie damy rady razem wrócić. Skończył lekcje i wraca ze swoją najlepszą przyjaciółką.
Aha, no fajnie. Szczególnie, że mój stan psychiczny w tamtym dniu był totalnym dniem. To to zdarzenie mnie zupełnie złamało.
Druga sytuacja miała miejsce w piątek, tak, ostatni. Miałam podjechać pod centralną część miasta, by wieczorem wrócić z nim do domu. Byłam w połowie drogi i dostałam wiadomość, że kolega zaprosił go do domu i będzie alkohol. Napisałam, żeby się dobrze bawił, choć czułam pierwsze łzy. Przeprosił raz i powiedział jeszcze, że musi utopić smutki. Niby nic nie obiecywał ale poczułam się spoliczkowana.
Gdy nie ma planów, to na spokojnie się umawia, a gdy tylko znajdzie się okazja to... Jak ma mnie gdzieś to niech przynajmniej powie wprost... Ale pokazał to w jeden z najlepszych sposobów jakie doświadczyłam. Na nic moje rozmowy, próby pomocy, oferowania jej. Jestem bez wartości
Wszyscy są tacy sami
"nigdy Cię nie zostawię" - zrywa kontakt
"jesteś dla mnie wszystkim" - boi się zareagowaniem, żeby koledzy nie pomyśleli
"z chęcią z tobą wrócę" - z chęcią idzie do kolegi
Może to ze mną jest coś nie tak. Najwidoczniej budzę w ludziach to co najgorsze i sama obrywam rykoszetem. Ale co jest pociskiem? Czym ich zraniłam? Może zwyczajnie sama moja obecność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz