music

poniedziałek, 28 listopada 2016

B(l)ond

Dziś zaczęłam nauke w nowej szkole. W sumie wiekszą sensacje wywołałam wśród nauczycieli, niż wśród uczniów. Niewiele moge powiedzieć po jednym dniu ale tragedii nie ma. Czuć snobizmem na kilometr. Mam już trochę zappwiedzi zaległych testów, ale nje będzie źle.
Pod koniec angielskiego spotkałam naprawdę dziwnego chłopaka. Miły. Sam do mnie podszedł (podbiegł) i odprowadził mnie do klasy. Później jakimś cude spotkaliśmy sie w szatni i odprowadził mnie do bram szkoły. Taki... socjopata troche. Używał noetypowego słownictwa i ma rozeznanie np w psychologii ( taaak, on gadał, ja zadawałam pytania i przytakiwałam) ma 180 (moim zdaniem mniej) cm wzrostu i 53 kg. Też myślał o architekturze ale nie lubi matmy. W sumie... jak na niego patrzyłam to myślałam o moim chłopaku. Później dostrzegłam te socjopatyczne różnice xD i już nie było mi tak ciepło na sercu. Niemniej ciekawy człowiek (i zna dr. House)
A co do mojego chłopaka to ;___;
Co z tego że go kocham. Nawet to, że chce być jak najbliżej niego w każdej chwili nie ma znaczenia. Boje sie odezwać na każdy bardziej drażliwy temat (inni faceci, anime, moda, seks, religia, związki, ja, on, cokolwiek w sumie)
I jak chce coś napisać to po 10 razy pisze i kasuje. Zaczynam i kasuje. Wcześniej tak nie było. Nie bałam sie własnych myśli. Teraz nawet to że chce sie przytulić do kogoś przeciwnej płci, bo np. zimno mi, wywołuje u mnie ból. Cokolwiek nie pomyśle o drugiej osobie a będzie choć troche osobiste- boli. Boli mnie nawet ekscytacja z tej nowo poznanej osoby. Zwyczajnie uśmiech znika i mam ochote zostać ścianą albo czymś równie niezauważalnym. Tylko nie sobą.

piątek, 25 listopada 2016

Nic więcej

Czuje sie koszmarnie. Nawet nie wiem id czego zacząć. Zrobiłam coś głupiego. Ale problem ima sie nie tylko o to.
Jedna z najgorszych nocy. Nie sądziłam, że moge tak cierpieć. Tylko dlatego, że sie nie pocięłam, psychiczny ból rósł rósł i rósł. W końcu już nawet nie myślałam o tym jak sie zachowuje. Bo byłam skupiona na uspokojonie sie. W pewnym momencie nawet przerażenie się do mnie wkradło, bo moje ciało nie chciało mnie słuchać. Chciałam sie podrapać- hamowałam, chciałam sie z całych sił chwycić za szyje- hamowałam to. Rano obudziłam sie -dosłownie- z zakwasami. Kłujący ból brzucha prawie nie pozwolił mi wstać. Jestem dziś strasznie roztargniona- pierwszy raz zapomniałam piórnika. Nie ogarniam otoczenia.
Ale wiecie co?
Zasłużyłam sobie. I nie zrobie sobie nic. Tylko po to by psychika nadal mnie zjadała. Nie potne sie, nie zranie, nie zadam bólu, nie zagłodze sie. Nawet do tego nie czuje prawa. Albo sie zmienie, albo uodpornie sie. W końcu nic nie trwa wiecznie i ból musi zmaleć. Do tej pory będzie źle. Mniej lub bardziej.
Naprawdę jestem bezmyślna. Nawet nie wiem co dokładnie zrobić. Jak zwykle przychodzi mi do głowy 'umrzyj', ale to nie jest rozwiązanie. Nie wiem. Nie wiem. Wszystko zdaje sie być koszmarem.

środa, 16 listopada 2016

Bez tytułu

Mam problem. Problem w swoim związku. Problem, który dotyczy mnie. Nie wiem co zobić, bo są rzeczy i dodatnie i ujemne. A wszystko zamiast wychodzić 2+2=4 to wychodzi 2+2=(nx/n)*20- 36+√3...
Czasem mam wrażenie, że mój rozwój zakończył sie na poziomie 12-latki. Płytkie rozumienie problemów, unikanie odpowiedzialności. Najgorsze jest to, że nie jestem pewna swoich uczuć. Mam go teraz przy sobie, podobno bez względu na wszystko. A gdyby nagle ze mną zerwał, może szok otworzył by mi oczy? Może fakt, że zaczęłam traktować go jak chłopaka, nie przyjaciela, wszystko zepsuł? Powinnam sie zdystansować i spróbować spojrzeć na niego inaczej? Wszystko dzieje sie tak szybko. Jeszcze w styczniu niewiele miałam. A teraz? Szkoła, za dwa lata matura, coś z czego byłam dobra okazuje sie być porażką, jestem w związku z dorosłym facetem, musze myśleć o przyszłości.
Myślałam o zerwaniu pod koniec roku. Chciałam dać sobie te półtorej miesiąca, ale teraz sama nie wiem. Nie chce zrywać, ale czuje się niepewnie, nie wiem czego chce dokładnie, przytłacza mnie to chyba.
Może denerwuje mnie myśl, że mam chłopaka i czuje sie przez to ograniczona? A może czuje gorycz, bo chciałam kogoś poznać na studiach, nie w gimnazjum, przez internet? Może boli mnie, że brak nam wspólnych tematów, bo to czym lubie rozmawiać jego odstręcza i sama źle sie z tym czuje? Albo to, że w jego oczach jestem idealna i mnie przeraża to uwielbienie? Mam wiele myśli, ale żadna nie jest w stu procentach trafna.
Wiecie, chyba zawsze uciekałam. Gdy pierwszy raz w życiu powiedziałam chłopakowi "kocham Cię", nie czekałam na jego reakcje, tylko uciekłam. Zwaliłam na niego swój ciężar i uciekłam. Uciekałam w płacz, później sen, zostawiłam wszystko na ostatnią chwile. Z pewnej perspektywy można uznać, że tak było. Teraz nie wiem co robić.
Hah, powinnam sie uczyć do jutrzejszej kartkówki... nie ma szans, żebym sie skupiła.
Nie umiałabym zerwać. Nie chce, by był smutny. Po za tym jak o tym myśle to boli mnie w środku. Ale czy tak byłoby lepiej? Nie chce być dla kogoś sensem w życiu. To najstraszniejsza odpowiedzialność. To jak bycie superbohaterem. Musisz brać na barki marzenia innych dotyczące Ciebie. Nie lepiej jest jak twoim celem jest coś stałego, niezbyt związanego z konkretnym człowiekiem? Wtedy nawet śmierć nie jest taka straszna. Mój przyjaciel został rzucony przez dziewczyne. Jednak nadal żyje. Ma cel i chce dostać sie na te i te studia. Myśli o własnej przyszłości. Gdyby jego sensem była partnerka to po zerwaniu byłby trupem, wtedy ona mogłaby się czuć winna, przywiązana do niego i odpowiedzialna.
Wybaczcie, nie mam siły już pisać, cała drżę i coraz mocniej zatapiam sie w myślach.
Dobrej nocy

czwartek, 10 listopada 2016

Krzyczę wewnątrz

Właśnie wracam z grupy wsparcia. Jak tylko straciłam ludzi z oczu zaczęłam płakać. Po prostu. Bez konkretnego powodu, choć przyczyniły sie pewnie do tego emocje związane z grupą. Męczą mnie te spotkania, ale nie mówie tego w złej wierze. Zwyczajnie jestem zmęczona, tak dużą grupą. Wolałabym być niewidzialna, siedzieć i patrzeć, jak za szkłem. Ewentualnie pójść spać z myślą, że ktoś jest obok. Bardzo miłe było, gdy jeden z chłopaków dał mi swoją bluze, gdy powiedziałam, że mi zimno. Gest bez którego bym przeżyła, ale był miły.
Ogólnie miło jest na grupie. Nadal nic nie pomogłam w sprzątaniu (oprócz odniesienia poduszki), ale nie czuję sie winna, bo przecież niczego nie używałam, jednak nadal czuje zobowiązanie w pomocy im, jako tym, z którymi żyje przez te pare godzin.
Brzuch mnie boli z głodu. Wiem, że tam robią coś inni, ale... musi minąć dużo czasu za nim sie przyzwyczaje.
Wiec pozostaje przeżyć kolejny tydzień.

niedziela, 6 listopada 2016

Z samego rana

Siedze właśnie w tramwaju. Sobotnia impreza dobrze poszła, był film był tort. Zasnęłam w ubraniu i na nierozłożonym łóżku xD
Dopiero mama mnie obudziła i zapytała czy chce z nią jechać do galerii. Wstałam umyłam sie i pojechałam z nią. Kupiłam czarny golf i śliczną czarną sukienke z koronkowymi rękawami. Wróciłam do domu, zjadłam, poszłam do kościoła i w sumie w domu byłam o 20, a przecież dziś mam sprawdzian z matmy i z biologii... znowu nic nie umiem. Wdodatku sie nie wyspałam. No nic. Przeżyje. Jakoś.

piątek, 4 listopada 2016

My heart is breaking from the pain that I feel

Już się w miarę uspokoiłam po wczorajszem dniu. Dacie wiare, że odreagowałam to bólem brzucha? Wczoraj przed spaniem i w sumie cały poranek. 
Pisałam dziś, niespodziewanie w sumie, kartkówke z hiszpańskiego i sprawdzian z fizyki. Nie poszło mi najlepiej, ale nie oszukujmy sie- niewiele sie uczyłam.
Wracając do domu kupiłam kilka rzeczy na sobotnie urodziny. 

Swoją drogą chyba mam nawrót choroby, bo znowu kaszle i kicham. Wczoraj musiałam sie nadwyrężyć. Dotrwam do soboty, stres powinien nieco zejść to mi sie poprawi.
Wysprzątałam cały pokój, a w kuchni czeka prawie skończone ciasto.
Jestem wymordowania.
po wczorajszym spotkaniu z grupą wparcia trochę się uspokoiłam, ale nachodzą mnie teraz wątpliwości. Cieszę się z poznania nowych ludzi, ale trudno mi było wyrazić precyzyjnie to co myślę. Myślę wolno, bo przeważnie mam na to całą drogę z domu do szkoły, czy na odwrót. 
Zaskoczyło mnie, że robili razem posiłek, później sprzątali, wiedzieli gdzie co jest, jak w domu, z całym stadkiem sióstr i braci. Jeśli uda mi się pójść drugi raz, to po prostu będę starała się śledzić dokładnie ich ruchy, choć istnieje prawdopodobieństwo, że po prostu będę walać się pod nogami.
Cykam się, ale to chyba kwestia czasu, może za trzy-pięć miesięcy będę się czuła normalnie. Bo strasznie źle znosze zmiany. Dlatego wraz z rozpoczęciem liceum zrobiło się gorzej i trafiłam do tej grupy. Nie chcę wracać do czasów, kiedy zmiany we mnie i wokół mnie narosły na tyle, że nie mogłam niczego znieść. Wciąż się zastanawiam czego tak naprawdę szukam.

czwartek, 3 listopada 2016

I'll be in your heart as long as you love me

To był szalony dzień.
Miałam nagły sprawdzian z angielskiego.
Musze zrobić tort ba impreze urodzinową.
Dzisiejsze spotkanie z grupą wsparcia było dla mnie bardzo stresujące i ekscytujące. Serce waliło mi strasznie, przez całe spotkanie. Fizyczne objawy skrajnego zdenerwowania nie są dla mnie zbyt przyjemne. Pod koniec nawet psychicznie byłam zmęczona, ale dzielnie się trzymałam do samego końca.
Poznałam czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Szaloną i energetyczną blondynke, która tworzy naprawdę ładne rysunki. Brunetke ze słuchawkami, kochającą taniec, rysunek, śpiew. Dziewczyne należącą do harcerstwa, której nie mogę rozgryźć. Chłopaka co wygląda jak psychopata, ale znaleźliśmy wspólny temat. Jeszcze jednego co wygląda nieco onieśmielająco, ale ma piękny uśmiech i też go polubiłam. Chłopaka, o którym nie moge wiele powiedzieć xD. No i ostatniego chłopaka, wystarczyło, że się przedstawił, a już polubiłam go i chciałam przytulić xD jak sie okazało lubi dzieci, opiekować sie nimi. I wszystko jasne xD moje wewnętrzne dziecko wypatrzyło sobie ofiare. Dziwne, że w chłopaku, ale nie mam obaw. Tego ostatniego polubiłam najbardziej. Tak sądze.
W dodatku z nim rozmawiałam, bo bylo takie ćwiczenie w parach. Myślałam, że wylece w kosmos. Moje nerwy były tak napięte, że tylko modliłam się, żeby nie kazał mi czegoś powtórzyć, bo bym się zwinęła jak ślimaczek do skorupki i nie wyszła, nawet nie wróciła. Ale jakoś przeżyłam.
Później On i taki inny (przepraszam, że tak niekulturalnie "on" "tamten" "taki inny", ale nie zdradzam imion) odprowadzili mnie na przystanek. Normalnie wloke się z tyłu, zupełnie zignorowana, a oni ze mną zrównali i prowadzili normalną rozmowe. ;____; rycze ze wzruszenia, normalnie to taki margines jestem, znikam niezauważona, a tu takie coś. Jakbym przyjaciół miała.
Nie chce być jak taki pasożyt, więc schodze z drogi, szczególnie tym, których lubie. Po za tym w nowych miejscach przez długi czas czuje się zagubiona, stoje, podpieram ściane i nie wiem co robić. Takie żałosne coś, co egzystuje xD
Normalnie ameba życiowa ;___;
Prościej... No wiecie co prościej, pisałam wcześniej. Ale są osoby, które by za mną płakały, nie chce umierać, żeby nie przysparzać im zmartwień. Powinnam sie wziąść za siebie, walczyć, a nie tak...
Wystarczy mi przytulanie i sen, ale od tego problemy nie znikną, jedynie odkładam to na później.
Wciąż strasznie sie boje takiej dużej grupy ludzi. Nie mam nic do ukrycia i moge na wszystko odpowiedzieć, ale czasem ciężko. Tak jak z ranami na moich udach, biodrach, nadgarstku. Zagoiły się i zbliźniły, ale poraniły także mój umysł. I o tych ranach psychicznych nie lubie mówić, pisać jeszcze dam rade, ale jak mówie to zaczynam płakać. Bo nie mogę znieść tego co we mnie siedzi i nieważne ile razy komuś o tym powiem to wraca. Nie chce, żeby wracało. Nie chce tego ciągłego zimna w moim wnętrzu. Niby mam wszystko co mi potrzeba, ale ból nie znika. Gdy mam kryzys zawsze sie boje, że mogę sobie coś zrobić pod wpływem emocji. Bo siedzi we mnie wiele. Nawet nie podejrzewałam czasem, że człowiek może tyle czuć.
Lubię, gdy ktoś mnie przytula, pozwala na kontakt fizyczny, głaszcze, bo to takie ciepłe i czułe. Uspokaja i łagodzi nerwy. Dobra, koniec płakania x'D za dużo wrażeń.
Dobranoc.