Dziś zaczęłam nauke w nowej szkole. W sumie wiekszą sensacje wywołałam wśród nauczycieli, niż wśród uczniów. Niewiele moge powiedzieć po jednym dniu ale tragedii nie ma. Czuć snobizmem na kilometr. Mam już trochę zappwiedzi zaległych testów, ale nje będzie źle.
Pod koniec angielskiego spotkałam naprawdę dziwnego chłopaka. Miły. Sam do mnie podszedł (podbiegł) i odprowadził mnie do klasy. Później jakimś cude spotkaliśmy sie w szatni i odprowadził mnie do bram szkoły. Taki... socjopata troche. Używał noetypowego słownictwa i ma rozeznanie np w psychologii ( taaak, on gadał, ja zadawałam pytania i przytakiwałam) ma 180 (moim zdaniem mniej) cm wzrostu i 53 kg. Też myślał o architekturze ale nie lubi matmy. W sumie... jak na niego patrzyłam to myślałam o moim chłopaku. Później dostrzegłam te socjopatyczne różnice xD i już nie było mi tak ciepło na sercu. Niemniej ciekawy człowiek (i zna dr. House)
A co do mojego chłopaka to ;___;
Co z tego że go kocham. Nawet to, że chce być jak najbliżej niego w każdej chwili nie ma znaczenia. Boje sie odezwać na każdy bardziej drażliwy temat (inni faceci, anime, moda, seks, religia, związki, ja, on, cokolwiek w sumie)
I jak chce coś napisać to po 10 razy pisze i kasuje. Zaczynam i kasuje. Wcześniej tak nie było. Nie bałam sie własnych myśli. Teraz nawet to że chce sie przytulić do kogoś przeciwnej płci, bo np. zimno mi, wywołuje u mnie ból. Cokolwiek nie pomyśle o drugiej osobie a będzie choć troche osobiste- boli. Boli mnie nawet ekscytacja z tej nowo poznanej osoby. Zwyczajnie uśmiech znika i mam ochote zostać ścianą albo czymś równie niezauważalnym. Tylko nie sobą.
music
poniedziałek, 28 listopada 2016
B(l)ond
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz