music

czwartek, 3 listopada 2016

I'll be in your heart as long as you love me

To był szalony dzień.
Miałam nagły sprawdzian z angielskiego.
Musze zrobić tort ba impreze urodzinową.
Dzisiejsze spotkanie z grupą wsparcia było dla mnie bardzo stresujące i ekscytujące. Serce waliło mi strasznie, przez całe spotkanie. Fizyczne objawy skrajnego zdenerwowania nie są dla mnie zbyt przyjemne. Pod koniec nawet psychicznie byłam zmęczona, ale dzielnie się trzymałam do samego końca.
Poznałam czterech chłopaków i trzy dziewczyny. Szaloną i energetyczną blondynke, która tworzy naprawdę ładne rysunki. Brunetke ze słuchawkami, kochającą taniec, rysunek, śpiew. Dziewczyne należącą do harcerstwa, której nie mogę rozgryźć. Chłopaka co wygląda jak psychopata, ale znaleźliśmy wspólny temat. Jeszcze jednego co wygląda nieco onieśmielająco, ale ma piękny uśmiech i też go polubiłam. Chłopaka, o którym nie moge wiele powiedzieć xD. No i ostatniego chłopaka, wystarczyło, że się przedstawił, a już polubiłam go i chciałam przytulić xD jak sie okazało lubi dzieci, opiekować sie nimi. I wszystko jasne xD moje wewnętrzne dziecko wypatrzyło sobie ofiare. Dziwne, że w chłopaku, ale nie mam obaw. Tego ostatniego polubiłam najbardziej. Tak sądze.
W dodatku z nim rozmawiałam, bo bylo takie ćwiczenie w parach. Myślałam, że wylece w kosmos. Moje nerwy były tak napięte, że tylko modliłam się, żeby nie kazał mi czegoś powtórzyć, bo bym się zwinęła jak ślimaczek do skorupki i nie wyszła, nawet nie wróciła. Ale jakoś przeżyłam.
Później On i taki inny (przepraszam, że tak niekulturalnie "on" "tamten" "taki inny", ale nie zdradzam imion) odprowadzili mnie na przystanek. Normalnie wloke się z tyłu, zupełnie zignorowana, a oni ze mną zrównali i prowadzili normalną rozmowe. ;____; rycze ze wzruszenia, normalnie to taki margines jestem, znikam niezauważona, a tu takie coś. Jakbym przyjaciół miała.
Nie chce być jak taki pasożyt, więc schodze z drogi, szczególnie tym, których lubie. Po za tym w nowych miejscach przez długi czas czuje się zagubiona, stoje, podpieram ściane i nie wiem co robić. Takie żałosne coś, co egzystuje xD
Normalnie ameba życiowa ;___;
Prościej... No wiecie co prościej, pisałam wcześniej. Ale są osoby, które by za mną płakały, nie chce umierać, żeby nie przysparzać im zmartwień. Powinnam sie wziąść za siebie, walczyć, a nie tak...
Wystarczy mi przytulanie i sen, ale od tego problemy nie znikną, jedynie odkładam to na później.
Wciąż strasznie sie boje takiej dużej grupy ludzi. Nie mam nic do ukrycia i moge na wszystko odpowiedzieć, ale czasem ciężko. Tak jak z ranami na moich udach, biodrach, nadgarstku. Zagoiły się i zbliźniły, ale poraniły także mój umysł. I o tych ranach psychicznych nie lubie mówić, pisać jeszcze dam rade, ale jak mówie to zaczynam płakać. Bo nie mogę znieść tego co we mnie siedzi i nieważne ile razy komuś o tym powiem to wraca. Nie chce, żeby wracało. Nie chce tego ciągłego zimna w moim wnętrzu. Niby mam wszystko co mi potrzeba, ale ból nie znika. Gdy mam kryzys zawsze sie boje, że mogę sobie coś zrobić pod wpływem emocji. Bo siedzi we mnie wiele. Nawet nie podejrzewałam czasem, że człowiek może tyle czuć.
Lubię, gdy ktoś mnie przytula, pozwala na kontakt fizyczny, głaszcze, bo to takie ciepłe i czułe. Uspokaja i łagodzi nerwy. Dobra, koniec płakania x'D za dużo wrażeń.
Dobranoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz