Nie jest dobrze. Przychodze do domu, jem coś czego smaku prawie nie czuje. Ide spać. Wstaje i myje sie. Ide spać.
Boli mnie gardło. Dostałam mega bolesnego okresu. Być może zaraz bede chora.
Czuje sie jak wymiętolona i zużyta dętka od roweru. Albo gorzej.
Mój chłopak powiedział, że mam nie marnować jego czasu i zerwać, jeśli mam wątpliwości co do trwania związku. Jeśli chce z nim być to mam zachowywać sie jak dziewczyna i pomóc mu, by czuł sie przy mnie kochany i bezpieczny.
Jestem niewierna, za mało czuła, dziecinna i niedojrzała w związkach. To tylko krótki fragment, ale ma racje, prawda?
Powiedziałam o wszystkim na grupie wsparcia, oczywiście zalałam sie łzami i ledwo trzymałam oddech w ryzach. Nie zdążyłam dokładnie nakreślić sytuacji, ale dwie osoby którym dokładniej to opisałam stwierdziły, że nie powinnam go słuchać, a druga, że powinnam zerwać, bo mój chłopak najwyraźniej jest idiotą. Wcześniej koleżanka też zaproponowała zerwanie. Więc czemu tego nie zrobie? Nawet jeśli jestem pewna to zostawiam sobie margines błędu. Bo w życiu niczego nie moge być pewna. Taka jestem.
Jak się tak popłakałam ( w sumie przed grupą też płakałam), jedna osoba z grupy cały czas przy mnie siedziała i przytulała. Przynajmniej nie musiałam odczuwać tego strasznego zimna smutku, bo gdy zaczynałam drżeć tylko mocniej mnie ta osoba przytulała. W końcu uspokoiłam sie, ale naprawde słabo sie czułam. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść, bo nawet odprowadziła mnie ta osoba to ponad połowy drogi do domu i poczekała ze mną na autobus, przy okazji chroniąc przed tym lodowatym wiatrem. Jestem naprawdę wdzięczna, bo bym chyba znowu posypała sie na milion drobnych kawałków. Właściwie to ciągle sie sypie. Jak ten śnieg. A jak kiedyś powiedziałam "drugi raz nie będzie czego zbierać", no i znowu sie pociełam. Ale nikomu nie powiem. Tym bardziej, że wyjde na tchórza co tak ucieka, albo masochistke, albo cokolwiek innego. W końcu dramatyzuje, uciekam od problemów i sama sie dołuje, kopie pod sobą dołki, zamiast sie zebrać i rozwiązać to. Tylko że dla mnie coś co raz sie stało już sie nie odstanie. Nie mam myślenia "naprawie to" tylko "pogódź sie z tym". Inaczej nie przeżyłabym tyle czasu.
Boje sie soboty. Tak cholernie bardzo sie boje, że mam ochote sobie coś zrobić żeby sie wymigać. Ale nic nie zrobie. Jakoś wytrzymam do soboty. Później moge umierać. Był kiedyś przyoadek nastolatki co umarła bo dosłownie pękło jej serce przy zerwaniu. Nie chce zrywać ale może do niej dołącze.
music
czwartek, 1 grudnia 2016
Gdzie jesteś?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz