Jednak żyje. Przespałam cały tydzień. Prawie. Szczególnie pierwsze dni po tym, jak chciałam podciąć sobie żyły. Życie jakoś dalej ciągnie mnie za noge. Choć może to nie życie.
Powiedziałam prawie o wszystkim ojcu. Na początku stycznia jestem zapisana do psychologa. Moge też liczyć na ogromne wsparcie ze strony swojego chłopaka i paru innych osób. Tak sądze. Nie wiem co by teraz było, bez osoby, którą kocham. Zaryzykuje stwierdzenie, że jest jedynym co odczuwam za przyjemne i wgl- obok niego coś czuje po za tą zgodą na wszystko i obojętnością czy goryczą. Nie czuje sie w żadnym stopniu normalnie, czy poprawnie, ale żyje tym, że On chce, żebym żyła i była szczęśliwa. Też tego chce, ale sama nje dam rady. I wiecie co? Nie chciałabym nikogo innego. Wkurza i zachowuje sie jak dziecko, ale kim by był bez tego? Właściwie to przysypia teraz obok mnie. Może to ptzez konyrast tak to widze, a może nie, jak mocno go kocham i jak bardzo przyjemny jest świat w którym On jest. Mówie często, że kocham z czasem. Że musze odkryć każdy zakamarek kogoś by kochać każdą jego część. Może mialam w tym racje. Wystarczy, że trzyma mnie za dłoń. Wystarczy, że chuchnie mi w kark, muśnie palcem kolano, tylko tyle by mała fajerwerka wybuchła w moim wnętrzu. Nawet nie wiecie jakie to otulające i błogie uczucie.
music
wtorek, 27 grudnia 2016
Come back
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz