Czuje sie jak w jakimś chorym pieprzynym śnie.
Tak źle nie czułam sie od dawien dawna. Myśli samobójcze wróciły. Nawet kiedy sie tne to nie pojawia sie pare kropel na ranie i tyle. Krople przez jakiś dziesięć mniut robą miarowe "kap, kap" tworząc małą kałuże, sprawiając że moja dłoń staje sie zimniejsza od drugiej. Dziś złapałam sie na myśli "czemu tak mało? Czemu nie trafiłam w większą żyłe?"
Chciałabym poczuć czyjeś ciepłe ciało, cieplejsze od moich dłoni. Poczuć opiekuńczy pocałunek na głowie i usłyszeć ciepły głos. Jedyne co mam to przemoknięta poduszka, szczypiący nadgarstek i zimny pokój. Chciałabym zasnąć i już sie nie obudzić. Tak bardzo bym chciała, że to aż straszne. Bo chciałabym tego bardziej niż czegokolwiek innego. Ale mój chłopak nadal żyje, mogę mu sie na coś przydać. Choć teraz nawet w taką oczywistość wątpie. Taki okrutny, niemiłosierny ból...
https://youtu.be/ghPcYqn0p4Y
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz