music

sobota, 20 sierpnia 2016

W ciągu

Wczoraj odbył się pogrzeb mojej prababci. Miała 98 lat. Trochę to smutne mimo iż każdy z rodziny się tego spodziewał. Pogrzeby są smutne. Byłam już na czterech i wiem co to znaczy, a będę pewnie na wielu jeszcze. Po stypie matka z moją siostrą pojechały do cioci, do Czech. Ja wracałam z tatą do domu. Mieliśmy jechać autobusami, ale wujek nas zawiózł.
Dzisiejszy dzień zaliczyłabym do udanych. Posprzątałam zmywarkę, umyłam patelnie, zebrałam fasolkę, przygotowałam ziemniaki na frytki i z nikim się nie pokłóciłam. Tata trochę hałasował przy odkurzanie, przewracając sprzęty do góry nogami (nawet balon mu pękł, choć nwm jakim cudem balony pękają przy odkurzaniu), ale dało się to znieść.
Szkoda tylko, że znowu zasmuciłam swojego chłopaka. Wysłał mi bezsensowną wiadomość, gdy poruszyłam temat, o którym chciałam normalnie pogadać, okazało się, że miał to być żart, a dobrze wie, że się na nich nie znam... nawet jeśli ktoś je wytłumaczy. Trochę się zirytowałam, on się zasmucił i od razu stwierdził, że to jego wina, że nie ważne. Poczułam się znowu źle, że nie łapię żartów i miałam ochotę się popłakać. Głupie, no nie? Jak jest smutny to mi się od razu chce płakać. Nawet nie wiedziałam co napisać, żeby to naprawić, żeby było jak przed kilkoma minutami. Po jakimś czasie napisał, że się położy i jak będę to żebym zadzwoniła, albo coś. Na koniec dodał "Jeśli będziesz chciała oczywiście", co wpędziło mnie w większe poczucie winy. Znając mnie to przez długi czas nic nie napiszę, bo będę czuła ten ciężar, że znowu coś nie tak poszło. Beznadzieja.
Relacje międzyludzkie, szczególnie rozmowy to moja najsłabsza strona. Mój chłopak jest tak naprawdę jedyną osobą, z którą codziennie tyle rozmawiam bez względu na wszystko. Z rodzicami nie próbuję już nawet, a z przyjaciółkami gadałam w sumie tylko w szkole...
Aaaa, nie mogę się dołować, nie mogę. Moje życie towarzyskie jest do dupy i tej dupy nawet nie ruszam, żeby to naprawić, bo... nie będę szukać wymówek, ale człowiek jest strasznie dwulicowy.

Tak z innej beczki- ćwiczyłam dzisiaj, aż pot spływał mi po plecach.
Może jak zabiorę się za jakieś książki psychologiczne, to będzie mi łatwiej w kontaktach z ludźmi?

Wyzwanie (wczoraj): Wujek podrzucił mnie i tatę do domu.
Wyzwanie (dziś): yyy... zebrałam fasolkę (nie powiem, żebym była z tego ucieszona, ale jakiś sukces to jest)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz