Nadal jestem chora. Mimo to chodze do szkoły. Mój chłopak był w sobote u mnie. Prezent naprawdę mu się spodobał. Strasznie się z tego cieszyłam. Jednak wczoraj byłam zestresowana. W sumie tak samo jak w niedziele i reszte dni. Mój chłopak akurat pisał do mnie na przerwie. Tak jak zwykle w sumie. Kilka wiadomości na temat gry na komputer. Fakt- szybko pisał, a lekcja miała się ku początkowi. Nie zdążyłabym mu napisać, że już mam lekcje, więc wyłączyłam powiadomienia. Przy okazji się zirytowałam, ale wiecie jak to jest, gdy chodzi sie zestresowanym cały czas. Nawet do ściany masz pretensje i płaczesz, bo spadł Ci długopis. Napisałam mu później, że dobrze, że wyłączyłam powiadomienia (bo 1. Lekcja 2. Irytacja 3. Stres z wibrowania na lekcji). Odebrał to, że byłam na niego zła, bo mnie spamił i takie tam. Byłam zła nawet na tego księdza co lekcje prowadził, a w drodze powrotnej zwyczajnie się popłakałam. Dzisiaj trochę mi przeszło i chciałam z nim normalnie pogadać. A on, że nie będzie mi spamił, bo znowu będę na niego zła + półsmutne emotki. Zachowywał się jak zbity pies, był smutny. Ja mu mówię, żeby nie był, nie zrobił nic złego w końcu. A ten swoje. Rozumiem, że jego poprzednia dziewczyna była wobec niego brutalna i obrywał za wszystko. Ale jesteśmy razem od prawie dziewięciu miesięcy. Nie tylko jego pokiereszowało życie i nie tylko on ma gorsze dni. Mam chować negatywne emocje, żeby czuł się lepiej? Nie umiem tak. Jestem zła dziś, a jutro już o tym nie pamiętam. Kiedy jest taki smutny to strasznie mnie to boli. Boli tak bardzo, że niekiedy płacze. Często jest smutny z mojego powodu- bo coś zrobił nie tak, bo nie dorasta mi do pięt. Kocha mnie, ale jednocześnie nie umie być szczęśliwy, bo ma wrażenie, że jest tym gorszym.
Wiem, że to może się wydać okrutne z mojej strony, ale powiedziałam, że musimy od siebie odpocząć. Co dalej będzie- zobaczymy. Serce z całych sił nie chce go zostawiać. Rozum mówi, że będzie lepiej jeśli to sie skończy. Nawet pisząc to niechciane łzy płyną mi po policzkach. Tak, rozważam zerwanie. Jestem szalenie szczęśliwa, a przede wszystkim usadysfakcjonowana w głebie siebie, kiedy jest szczęśliwy, ale najbardziej boli mnie, kiedy nieuważnie moje emocje staną się gniewne i go zranie. Nie umiem tłumić emocji, więc najlepiej będzie, jeśli je odseparuje od niego. Próbowałam być idealna, cały czas uśmiechnięta, mówiąca komplementy, żeby podnieść jego samoocene i aprobująca wszystko co powie- nie umiem. Od długiego już czasu często o tym myśle, jak sprawić, żebyśmy się nie ranili albo przynajmniej ja jego. Jakby wpisać w wyszukiwarke rozmów to "przepraszam" pojawia sie prawie 400 razy, a "wybacz" ok 200, z czego większość napisał on. Czyli przeprasza jakieś 3 razy dziennie. A ja już nie mogę znieść jego poczucia winy, dlatego, że nie zrobił nic złego, wprost przeciwnie, jest zbyt dobry.
Muszę to przemyśleć. Zerwanie to ostateczność. Ale nie mam innego pomysłu, którego bym nie próbowała. Nie wiem co mam robić...
music
środa, 21 września 2016
Czy na pewno
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz