music

czwartek, 1 lutego 2018

Fala

Ojciec ostatnio przelewa na mnie flustracje z pracy. Nie jest to w formie fizycznej, ale szczerze to nawet by mnie to nie zdziwiło.
Zmieniał żarówkę w pokoju, na moją prośbę, bo się spaliła. Klnął jak szewc i koniec końców zniszczył klosz w kształcie kulistego lampionu.
Nie, nie płakałam. Byłam bardzo spokojna i na spokojnie dokończyłam matmę, którą i tak nie zrobiłam w całości.
Dopiero gdy położyłam się do łóżka, wraz ze zgaszeniem świateł pozwoliłam sobie na szloch. W poduszkę, by nikt z domu nie usłyszał. Płakałam, bo odreagowywałam stres związany z sytuacją z ojcem i fakt, że coraz gorzej radzę sobie z matmą.
W nocy obudziłam się z mdłościami i choć długo siedziałam z miską, nic nie zwróciłam. Miałam koszmary, choć teraz pamiętam tylko strzępki, bo jestem zaniepokojona nadchodzącymi lekcjami.
Muszę nadrobić zaległości z ostatnich siedmiu dni szkolnych, bo byłam chora.
Jest mi naprawdę bardzo ciężko. Może uda się znaleźć korepetytora z matmy, mimo że rodzice uważają że przecież "jestem taka dobra z matmy"..... Byłam, byłam dobra z matmy. Dopóki miałam dobrą nauczycielkę, prosty materiał i obecność na lekcji
Nawet nie chce mi się płakać. Jestem po prostu zmęczona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz