Dzisiejszego dnia znowu dostałam obuchem w łeb, że nie stworzę z nikim bliskiej relacji.
Jestem nudnym dziwadłem, cichym i nieprzystępnym, odpowiadającym same ponure rzeczy.
Zabawne, deszcz płacze wraz ze mną.
Zawsze byłam wrażliwa na naturę, wrażliwa na piękno. Wiecie... Bycie innym nie daje szczęścia, szczególnie gdy sobie to uświadamiasz. Czuję się bardziej bezradna niż moja siostra.
Nie czuję przywiązania do tego świata. Naprawdę, nie wiem jakie to jest, może egoistyczne, może to hipokryzja. Nie wiem. Może nie potrzeba na to określenia. To co zauważyłam też dzisiaj, gdy się wystraszyłam w ciemności. Moje ciało wiotczeje. Kiedyś się napinało, gotowe do walki lub ucieczki. A teraz wiotczeje. Słabo trawi, po większości rzeczy źle się czuję. Nie jest takie rozciągliwe i silne, bo przestałam ćwiczyć. Z jednej strony jestem całkowicie pogodzona z rzeczywistością. Albo lepiej, z naturą w tym naturą i słabością własnego ciała. Jedyne co wywołuje ból, to drugi człowiek. Z tym moje serce nie umie się pogodzić. Naprawdę, gdybym mogła ulżyć osobom, których to nie zraża. Tym, którzy mają światło w sobie i na zewnątrz... Oddałabym im swoje lata.
Znowu te zawroty głowy i mdłości...
Jakby moje ciało zdychało. Chociaż wszystkie badania wychodzą dobrze.
Mój umysł robi się mętny o tej godzinie.
music
czwartek, 15 sierpnia 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz