Żar co tli
Kartkę, papierosa
Jasny brzeg
Wyspa pełna lawy
Spływa ciężko
Powoli
Patrzę na to
Tuż obok
We mnie
Jak przybiera miły odcień
I boję się i nie chcę
I mówię, to nie dla mnie
Odejdę wcześniej czy później
Ale stoję
Pamiętam tą noc
Wieczór
Na wiśniowym drzewie
Na marzeniach
Splątanych srebrną nicią
W blasku pełni
Budziły się do życia
Oblekając, wiążąc
Otwierały oczy
Kierowały ruchem
Nadawały mi oddech
Srebrny, niezwykły
Ten który zostawia pustkę
Ten po którym pragnę złota
Oddech, wydech, bez wdechu
Czuję w sobie
Każdą srebrną nić
Jak drażni, jak prowadzi
Jak mówi, jak drży
Jak w ekstazie trafi
Na jedno z drobnych źródeł
Jak trafi na pośrednika
Jak trafi na ducha
Sama opadam miękko
Czując każdą drobnostkę
Na srebrnej nici
Zobaczysz obraz
Tak gęsto upleciony
Nabiera barw w księżycu
Napełnia niepokojem
I wpadam w studnie
I wpadam w ludzi
Czując ich
Będąc nad nimi
I w nich
Czuję ból i strach
Czuję radość i ciepło
Czuję wolność i zniewolenie
Każdy pierwszy raz
I każdy ostatni
W srebrnej nici
W którą wpadam
Nierealną w realności
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz