Jestem wykończona. Siedzę cały dzień z kotem i go pilnuje (mam nadzieję że nie zaraził mnie pasożytem jakimś pokarmowym). Ponad to też nie wiem co zrobić w sytuacji w jakiej się znalazłam. Wiem że nic z tego nie wyjdzie. Mama z siostrą dolewają oliwy do ognia. Dziś znowu wstydziłam się swojego ciała, po rozmowie z mamą. Jeszcze nie ubrałam zegarka, więc tym bardziej było to dla mnie niekomfortowe... A nie miałam kieszeni. Masakra. Chciałabym wymazać te blizny, tak żeby nikt ich nie widział.
W dodatku sporadycznie "tama" z leków się luzuje. Wtedy czuję taki ból i myśl "zabij się" z wizją jak mam to zrobić. To tylko chwile, ale są nieprzyjemne. W sensie to nie jest myśl nad którą panuje i która ma konkretny powód. To nagły ból który atakuje z każdej strony i wciska swoje racje. A ja robię się bezwładna. Trzymanie emocji i uczuć w ryzach by ochronić wszystkich boli. Boli jakby ktoś Cię zawiódł. Jak żebra wrastające w mostek... Jestem ciekawa czy będę jedną z tych niewielu młodzieńczych przypadków gdzie Ci wysiądzie serce.
music
wtorek, 27 sierpnia 2019
Box
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz