Śnił mi się mój "przełożony". Trochę inaczej to działa w strukturze w której jestem, ale na nim polegam, więc myślę, że mogę go tak nazwać.
Śniło mi się, że zaprosił mnie na wspólny wypad w góry. To było miłe i ciepłe uczucie, jak o to zapytał.
Przyznam się, że już na pierwszym spotkaniu zrobił na mnie wrażenie. A po jakimś czasie zaimponował. Jest miły, uczynny, komunikatywny. Przede wszystkim jest źródłem pozytywnej energii, takiej spokojnej i stabilnej. Wydaje się być dojrzały, a największe moje uznanie ma, że żegna się przy każdym mijanym kościele. Może to drobiazg, ale podziwiam religijnych ludzi. Nie fanatycznie idących słowami kościoła, ale tych których wiara wynika z pokory i miłości. To jest piękne.
A wracając do tematu. Tak, podoba mi się, ale za wysokie progi na moje nogi. Bywa.
Tak, jak również nie nadaje się do związków. Jestem niestabilna psychicznie. Dużo lepiej czuje się wśród zwierząt.
Niedawno zaadoptowałam kota. Dużo roboty, ale jest kochany i pocieszny. Nie jest smutny, a nawet jeżeli to mogę coś poradzić.
Mam pecha do facetów. Albo ich nie obchodzę, albo są słabi psychicznie.
Gdybym miała wybierać? Słabego lub dziewczyna. Tylko musiałabym się podleczyć z debresji zmieszanej z lękami, żeby móc wytrzymać odpały partnera. Bo inaczej pogrążyłyby mnie. Znowu. A trzeci raz nie będę tego przerabiać. Przeraża mnie to.
music
piątek, 6 września 2019
Bez związku
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz