Nie zgadniecie kto mi się śnił. Mój pierwszy chłopak.
Przyjechał w odwiedziny do mojego miasta, tzn pozwiedzać coś. Musiałam go zobaczyć. Za wszelką cenę. Tak czułam. XD jak w końcu na niego trafiłam to schowałam się wśród mchu.
Był inny. Taki sam, ale inny. Ja też czułam się inaczej.
Podszedł do mnie i zwrócił się, jak do niechcianego dziecka. Nie bolało. Byłam szczęśliwa, że żyje. Nie był wyższy, miał tak samo długie włosy i ciemny zarost. Gęstszy i trochę na wadze przybrał.
Powiedziałam, że już się tak nie czuję i się zmieniłam. On przytaknął. Czułam, widziałam w jego oczach, że w końcu ma własne życie. Ja nie czułam tej nerwowości, tych motylków. Mogliśmy odejść i tym razem się nie oglądać.
Piękny sen. Może go potrzebowałam. Żeby wiecie... Pogodzić się z samą sobą.
Nie wiem co myśli i robi teraz naprawdę, ale bardzo bym chciała, żeby było jak w tym śnie.
Szczególnie teraz, gdy sama zacznę studia.
music
czwartek, 19 września 2019
The first
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz