Jak to jest, że gdy odmawiam picia przy rodzinnym gronie to tylko mnie namawiają. A jak zacznę pić to moja matka wspomina o mojej zmarłej matce chrzestnej, która upadła i rozbiła sobie głowę (była alkoholiczką).
To wina rodziny, że ona nie żyje. Nie kiwneli nawet palcem by jej pomóc, ja nie mogłam, byłam zbyt młoda.
Teraz matka to wyciąga. Nagle cały ten gniew i poczucie niesprawiedliwości wróciły. Zepsuła mi humor i poczułam się winna.
Tylko, że to nie alkohol wprowadza w alkoholizm, ale problemy o których chce się zapomnieć. A ona jest jednym z nich. Ciągle pogłębia poczucie winy, mówi że nie mam dla niej litości. A ona ma?
Z żadnym problemem się do niej nie zwróciłam. Z żadnym, bo nie mam od niej wsparcia. Nie jest kochaną matką. Ewentualnie kochaną z przymusu genów, bo się z nią wychowałam. Ale ona nie kocha mnie, jak matka. Kocha tylko wtedy, gdy spełniam jej obraz córki.
To niesprawiedliwe, że nie mogę być sobą. To niesprawiedliwe, że również przez własną matkę czuję do siebie nienawiść. Że płaczę, że chce zniknąć, bo wiem że gdybym była sobą, byłabym znienawidzona.
music
niedziela, 21 kwietnia 2019
Fake a smile
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz