music

niedziela, 30 czerwca 2019

zdawałam niedawno egzaminy na uniwersytet
jeden w krakowie, drugi w gliwicach.
Ale mam wrażenie, że nigdzie sie nie dostanę. W dodatku nie mam nikogo. Biore leki na uspokojenie, ale czuję jak strata przyjaciela odbija się ogromnymi falami od muru. Straciłam tą wolę wali. Czuje sie obojętna. Wszystko co robie jest obosieczne. Ta nature jest niesamowicie zgodna ze mną. We mnie też jest tyle sprzeczności. Żadnej z nich nie umiem opanować. Frustracja i zobojętnienie istnieją równolegle do siebie. Gdybym mogła kochać tak szczerze, jak ciepło jak na początku. Wiem że to by mnie uratowało. Ale straciłam tą miłość. Jak wszystko inne. Nie robię ze swoim życiem nic. Krótkie zrywy zmieniają tory, ale bez mojego przyjaciela nie mam na co liczyć. patrzę na swoje wnętrze, jak dwa wilki, biały i czarny zagryzają się nawzajem. Zdarzenia, ludzie, wszystko co odbieram nasila jedną lub drugą stronę.
Jeżeli nie dostanę się na studia, zawiodę wszystkich. To będzie mój koniec.
Wcześniej, gdy próbowałam się zabić, górę nade mną brały silne emocje chcące mnie zniszczyć. Ale pojawiał się równie potężny pierwotny strach. Bo żadne zwierzę nie chce umierać. Działam dość instynktownie, więc zostawiałam furtkę szeroko otwartą, by ktoś to przerwał. Co jeżeli będę sama? Jeżeli nie będę widzieć dla siebie przyszłości? Jeżeli będę na lekach uspokajających i żaden pierwotny strach mnie nie ocali?
Dałam z siebie wszystko. Chciałam jak najlepiej, dla siebie i innych. Ale mam przeczucie, że bez pozytywnego kopniaka nie przeżyje kolejnych dwóch miesięcy.
Nie rozumiem czemu trafiam na takich mężczyzn. Ani czemu sama pcham się w dłonie oprawcy. Gdyby skrzywdził kogoś innego- zabiłabym. Ale sama wobec siebie nie mam poczucia zagrożenia. Zawsze martwię się o drugą stronę.
Uprawiał ze mną seks, bez mojej zgody, choć moja psychika nawet się nie broniła. widział rany na moich biodrach, nie przestał, nie zauważył gdy łzy skapywały ciurkiem, z każdym pchnięciem. Nie mogę zapomnieć. Wysłał screenshoty naszej rozmowy, prawie niszcząc związek i niszcząc moją relację z przyjacielem. Ale nie umiem go od siebie odepchnąć. Choć nigdy nie będzie bliżej.
To wszystko boli, drąży mnie bólem, wciąż i wciąż, wyciskając łzy, które widzę jedynie ja. Nikt nie zechce kogoś takiego jak ja. Jestem sama. Wszystko w Boskich dłoniach. Bez studiów stracę cel, a wraz z nim jakikolwiek sens i ten czarny wygra.
Chociaż nie chciałabym zabijać mai. To taka kochana osóbka, chciałabym podarować jej własne ciało i własne życie. Szkoda, że to niemożliwe.
Myślę o was wszystkich, wiecie? Czasem mi się śnicie, czasem widzę was, albo kogoś z waszej rodziny na ulicy i wracają wspomnienia. Ciepłe, ale bardzo odległe. Pamiętam każdego z was. Z przedszkola, z podstawówki, z gimnazjum, z liceum. Rozpoznaje was nawet po ponad 6 latach. Zawsze mam nadzieję, że u was dobrze. Mimo wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz