Smutno mi...
Gdy jestem sama łzy samoistnie płyną. Jakby niekończące się źródło słonej wody.
Czuję ogromną potrzebę kochania, bycia kochaną.
To tak strasznie boli, że mam ochotę wyć. Rozedrzeć swoje serce, wyrwać je i wyrzucić. I nigdy do niego nie wracać. Być bliżej maszyny niż człowieczeństwa.
Zasnąć w czyiś ramionach... nie, nie czyiś. Zasnąć w ramionach osoby, którą kocham i która mnie akceptuje.
Pamiętam jakie to uczucie. To boli tak bardzo, że kolejna fala łez spływa mi po policzkach.
Tęsknię za Nim. Mimo czasu mija jedynie złość, ale tęsknota i kochanie nie... Dobrze wiem, że nie wytrzymaliśmy psychicznie, on nie wiedział czego chce, nie umiał rozdzielić pewnych rzeczy. Chciałabym, żeby był szczęśliwy. najlepiej ze mną. Chyba nie zniosę wieści, że ma dziewczynę. Ale z tego co słyszałam nie myśli o tym i bardziej cieszy się życiem. Chociaż tyle.
Wiecie... zostanę sama. To przyprawia mnie o samobójcze myśli. Jakbym w związku szukała potwierdzenia życia. Myślę nawet, że prędzej się zabiję aniżeli zostanę sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz