Dziś już mniej boli. Choć nadal szumi mi w uszach, straciłam apetyt i organizm nie funkcjonuje poprawnie. W końcu przedstawię się na inne myślenie. Choć gdy będę coś chciała, wróci wspomnienie upokorzenia. Ale to dobrze, usunie wszystkie chęci. Jednak kłuje mnie każda para, która wygląda na taką szczęśliwą... Spełnioną... Znowu ryczę...
Wiem że stracę własne szczęście, ale może zniknie mój upór i złość.
Nienawidzę swojego serca.
Jestem i powinnam być nikim. Wtedy skrzywdze jedynie siebie.
Coraz mniej mu mówię o sobie. Dziwne to jest. Jak z moimi rodzicami. Bariera, mur. A mur stworzony z czegoś, co ktoś ode mnie oczekuje jest idealny. To opanowałam do perfekcji...
Nienawidzę siebie i nienawidzę tego co zrobił. Upokorzył. Choć to nie była moja wina. A ja zrobiłam co kazał... Nie mam dumy... Jestem bezbarwna... Łzy zmyły ze mnie cały kolor.
music
sobota, 25 sierpnia 2018
Drżenie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz