music

sobota, 6 stycznia 2018

Witam w nowym roku


Najsmutniejszym momentem jest
gdy jesteście dla siebie wszystkim
myśląc że skosztowaliście surowego miodu
w tak młodym wieku
cała reszta będzie jedynie podróbką
pozostaje wegetacja
smutne gdy chcecie odejść
ale nie możecie
i nazywacie miłością
to co staje się jadem



Nim zabiorę się za zadania, chciałam coś napisać. Święta nie były złe. Sylwester był pijany, wolałabym zapomnieć co stało się, gdy alkohol odciął mi panowanie nad ciałem. Szkoła, jak zwykle daje w kość, a moje poczucie bezsilności nie pomaga.
Jednak nie czuję się źle. Nawet dobrze.
I powiem wam coś. Nie zaufanie jest ważne. Nie najważniejsze. Najważniejsza jest wiara. Wiara, w tą jedną osobę, w jej uczciwość i słowa. Wiara wpatruje się w oczekiwaniu na kolejne cudy. Zaufanie jest jak skała, wiara, jak płomień, jaśnieje jak gwiazdy na niebie.
Jeszcze jedna rzecz. Od niedawna moje myśli dotyczące byłego chłopaka się stabilizują. Nie połykam własnych łez, mówiąc o nim, może nawet wspominając.
Praktycznie codziennie zasypiam myśląc o nim, nie umiem inaczej. Myślę co mówił, jak wyglądał, jak pachniał, jak się zachowywał. Skoro nie zapomnę, to chcę chociaż wypalić to sobie dogłębnie. Rozpoznam go nawet za 10 lat, może i po 20. Czas który razem spędziliśmy jest dla mnie cenny. Bolesny, melancholijny i wzruszający. Chciałabym móc go ponownie poznać, traktując to co było jako zamknięty rozdział. Spróbuje kiedyś, może na studiach, lub już w dorosłym życiu ponownie się z nim spotkać. Może zmienię już nazwisko, twarz, może zapomni. 
Jednak nie śpieszy mi się, nie chcę rozdrapywać ran, bo jestem pewna, że jego się nie wygoiły.

Obecnie, w obecnym związku znów zaczyna być jak na początku, choć szczerzej. Kwitnę, gdy druga połówka nie boi się moich słów, wtedy sama się nie boję. Moją naturą są cięte słowa w żartobliwym tonie, jednak nie mówię nigdy w złej wierze. Sądzę, że w ten sposób wyrażam swoje uczucie. Dość... oryginalnie. 
Mimo to, nadal umiem się po sto razy upewniać, że nie zraniłam kogoś, nie popełniłam błędu i nie rozpoczynam akcji sama z siebie, by nie sprawiać kłopotów, nie być natrętem. Poprzedni związek, a właściwie to czego się dowiedziałam po zarwaniu na temat "jaka jestem" wprowadziły lekką paranoje na tym punkcie. To jest najcięższe do przezwyciężenia.

Jestem przeogromnie wdzięczna mojemu chłopakowi, za jego cierpliwość, czułość, troskę, zaangażowanie, chęć pracy nad sobą, jakiej nigdy nie widziałam, za starania, zrozumienie, wysłuchanie, za każde otwarte drzwi i podany płaszcz, za zainteresowanie, za miłość, za bycie najlepszym przyjacielem i chłopakiem jednocześnie, za wparcie, gdy trudno stać, za dystans do moich przewinień, za każdą zaspokojoną potrzebę nim ją wypowiem, że wpierw otwiera mój umysł nim sięga do talii, że wpierw jestem jestem wyjątkowa, nie piękna, za to że umie dodać odwagi, za każdy problem, w którym był ze mną ramie w ramie, za każdą noc, otartą łzę, za ciepło, za spokój, za uległość, ale też za każdą niezachwianą decyzje. Długo by wymieniać, ale czy wystarczy powiedzieć, by to przekazać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz