music

poniedziałek, 30 listopada 2020

hey, are u there?

 Już od dłuższego czasu nic nie publikowałam, ale to dobrze. Dobrze się czułam. Ostatnio mnie tylko bierze jakieś spowolnienie, z którym ciężko mi sobie poradzić. To jak opadanie powiek gdy jesteś śpiący. Niewiele możesz poradzić, a one robią się cięższe i cięższe, aż już je jesteś w stanie ich otworzyć i jednie słuchasz co się dookoła dzieje.

Zastanawiam się, że kiedyś przestaną mnie dręczyć sny o byłych. Mam poczucie jakbym ich porzuciła. Było gorzej, a ja odeszłam. Przecież nie byłam z nimi, bo miałam widzimisię. Kochałam i to do szaleństwa. Teraz, gdy łapię się na tym, że czuję trochę więcej to od razu pojawia się niepokój. W pewnym sensie funkcjonowanie w tym półśnie, gdzie emocje i uczucia nigdy nie są mocne, jest bardzo wygodne. Nadal gdzieś tam z tyłu mam, że poddanie się byłoby łatwiejsze, równie pełne wrażeń, dramatyczne, bolesne i spełnione. Dla mnie to pozytywy.

Najgorsze jest to, że ja nigdy nie tracę uczucia do drugiej osoby. Nie chciałabym z nimi być, ale chciałabym być blisko nich. To głupie i samolubne? Może. Są dorośli, więc do niczego ich nie zmuszę, a jednostronne aktywność są zbyt męczące, jeżeli druga osoba jest negatywnie nastawiona.

Zapadnięcie się w tą ciemność, rozpacz, cierpienie. Obsesyjne myślenie o negatywnych rzeczach, samobiczowanie się. To jest takie kuszące, ten nieskończony ból. Nie da się doświadczyć równie intensywnego szczęścia. 

jeszcze studia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz