music

sobota, 29 lipca 2017

Podróż

Wysiadłam na przystanku, to była długa podróż. Przez cały czas siedziałam, jak na szpilkach. Nigdy nie jechałam sama tak daleko.
Wzrokiem przeczesywałam okolice. Szukałam punktu zaczepienia w obcym mieście. Przeszłam ze 200 metrów i dojrzałam jakby znajomą sylwetke. Jednak to wrażenie psuł jasny blond włosów. Podążylam szybkim krokiem za znikającym chłopakiem. Prawie biegłam, a moje serce przyspieszyło. Chłopak odwrócił sie i spojrzał na mnie. Jego oczy rozszerzyły się, poznał mnie, a ja jego. Jego nogi ruszyły truchtem. Pobiegłam za nim. Nie nadążałam "prosze, poczekaj!" krzyknęłam, prawie płacząc i upadłam na kolana. Przebyłam taką długą drogę, by zobaczyć, jak ukochana przeze mnie osoba ucieka na mój widok?? Chłopak jednak zawrócił i kucnął przy mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwile. Jego oczy nadal miały ten sam zielonkawy odcień, położyłam dłoń na jego policzku. Nie licząc krótkich pofarbowanych na blond włosów i czerwonej koszulki to nic się nie zmieniło. Powstrzymałam łzy, wstałam i ruszyłam za nim. Dużo mówił, jak na niego, wydawał się wesoły, inny. Uśmiechnęlam się lekko, gdy zobaczyłam jak zbliża sie do grupki chłopaków, kiwa im głową i siada na rogu drewnianego stołu przed mieszkaniami. Na ławce, tuż obok siedzi dziewczyna. Ma długie falowane brąz włosy i opaloną skóre. Nie jest egzotyczną pięknością, ale ma niezwykły urok. Wpatruje się oczrowana w mojego...w blondyna. Kładzie mu dloń na kolanie i smutno, ale łagodnie się uśmiecha. On wstaje i przytula ja do piersi, gładąc czule po głowie, jakby ją chcial chronić. Mnie już nie widzi, nie chce widzieć. Spodziewalam sie tego, ale mimo to...trochę boli. Odwracam się. Jest mu dobrze, kogoś ma, nie jestem już elementem jego życia...
Sprawdzam komórke. Miałam zaledwie 30% baterii. Musiałam wracać. Spojrzałam ostatni raz na chłopaka i odwróciłam sie nim w moich oczach pojawiła się łza. Jednocześnie czułam spokój i ścisk w sercu. Minęłam jedno z miejsc, które coś mi przypomniało...było na zdjęciach od niego....otarłam dwie nowe łzy z policzków i pobiegłam na przystanek. Spytałam sie jednego z przypadkowych przechodniów gdzie są autobusy w strone krakowa, ten wskazał mi przystanek po drugiej stronie ulicy. Poszlam tam i wsiadłam w pierwszy lepszy.
W środku były automaty biletowe jak w normalnych autobusach. Zdziwilam sie, że mpk ma takie linie komunikacyjne. Niestety bilet kosztował 40zł a miałam jedynie 10. Autobus ruszył. Tym strapieniem podzieliłam sie z parą przemiłych staruszków. Nagle do pojazdu weszła kontrolerka. Dziadkowie zasłonili mnie. "A tu kogo mamy?" spytała zgryźliwie kobieta w niebieskim uniformie. "W..właśnie miałam kupić bilet" odpowiedziałam. "Jak sprawdze cały autobus to przyjde to zweryfikować" powiedziała groźnie i odeszła. "Musze uciekać" pomyślałam i tak zrobiłam. Staruszkowie tylko podali moją torbe i wyskoczylam z pojazdu. Kontrolerka zauważyła, że zwiałam i po chwili usłyszałam jak podjeżdżają policyjne radiowozy. Spanikowałam i biegłam prawie na oślep próbując gdzieś się ukryć. Moje serce bolało i płuca paliły z wysiłku...

Wtedy się obudziłam. Obudziło mnie serce, które biło zbyt szybko, jak na pozycje leżącą. Sen był taki realistyczny...
Chyba za dużo czasu spędzam na myśleniu o pewnej podróży....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz