Dziś już jest lepiej niż wczoraj, ale połowicznie. Moja obecna połowa jest szczęśliwa.
Jednak ta wcześniejsza, ta "ja" ze wspomnień strasznie sie miota. Nie jest to kwestia jakiś specjalnych uczuć, bo mój umysł jest czysty.
Chodzi bardziej o ciało i instynkty.
I oczywiście o nowo poznaną osobe. Śmieje się tak podobnie do mojego byłego, że serce samoczynnie staje. Odczuwam strach, gdy mówie, gdy jest zbyt blisko. A teraz bomba. Moje ciało reaguje na jego dotyk, tak jak reagowałam kiedyś na byłego.
Bardzo dziwna sytuacja dla mnie. Bo psychicznie tak w wysłowionej świadomości nic nie czuje większego niż przyjaźń. Ale jakby tamten rok odcisnął tak silne piętno na ciele, że nadal czuje strach, pragnienie...irracjonalne dla umysłu.
Z całych sił dziś biegłam do domu. Dopóki nie poczułam, że zaraz upadne. Tak z całych sił chce sobie poradzić. Jestem w nowej sytuacji, ale wybrne, dzięki systematycznej pracy nad sobą.
Ładne słowa... Chce sobie poradzić... Poraniłam się, waga już od początku miesiąca spada. 24 się zbliża... Jeszcze miesiąc i 4 dni.
Zastanawiam sie czy jak zadzwonie to odbierze...
Tak bardzo chce go usłyszeć, chciałabym wiedzieć co u niego. Jak moge pomóc? Jednocześnie...właśnie, odczuwam strach, jeśli znowu miałabym sie spotkać z nim, po tylu miesiącach.
Musze w końcu zaleczyć blizny, ropiejace rany. Lecze je na czuja. Instynktownie. Mam nadzieje że moje plany wypalą, bo nie tylko ja zyskam.
Teraz musze znaleźć siłe. Motywacje by działać. Tak, pasje. Pasje i ogień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz