Za oknem pada śnieg, jak w moim sercu. Okryte zimną pierzyną. To coś złego?
Nie tnę się, nie mam ochoty. Ale znowu odpuszczam.
Wczoraj ktoś zachował się jak obcy mi człowiek. To aż przywołało pewien dzień z początku roku. Prawie toćka w toćke. Później załamka i robienie pod siebie. Skąd to znam...
Nie zachwiałam się, założyłam maskę tak twardą, jak ta z pierwszej gimnazjum. Zawsze uważałam to uczucie za niezwykłe, zimna stal woli, pogodzenia z losem.
Kto popełnił błąd? Zrobiłam coś źle? Może źle dobrałam karte, może wyłowiłam najgorszy szlam z tego jeziora, o które miałam dbać?
Serce tak mocno bije, a nie czuje nic.
Niech pada, niech zasypie.
Przysięgam, na obrączkę- nigdy więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz