Oczy modre, przygasłe
Jak płatek chabru
Co się chyli ku ziemi
Mierzwiony wiatrem suchoty
Górski lodowiec co ulega
Jasnym promieniom
Topi się, łzawi, wzruszony
Swoim własnym kształtem
Wypływa i tworzy rzekę
Gdzie jasne dno wapienne
Nie pozwala dostrzec głębi
Tym, którzy weń nie wejdą
Gdzie urodzajne gleby
Jak złoto, nie dają zieleni
Nikt nic nie posadził?
Czy może wszystko wyplenił?
Spływa w dół,
Burząc się w zakrętach
Nie widzę końca
Horyzont mgła zasnuwa
<3
OdpowiedzUsuń