music

wtorek, 27 marca 2018

Iskry

Szukałam ostatnio najszczęśliwszego dnia w moim życiu. To które jest żywe i kolorowe. Pomijając zielone szkoły w gimnazjum będące przedziałem kilkudniowym jest jeden wyjątkowy dzień.
Jest to pierwsze spotkanie z moim pierwszym chłopakiem. Pamiętam zdenerwowanie i ekscytacje. Pamiętam jak bardzo byłam szczęśliwa. Jego jasne oczy, pogodny głos i odurzający zapach. Mam z nim kilka naprawdę promiennych wspomnień, wyjątkowych, jakich nigdy więcej nie doświadcze. Na przykład pierwszy pocałunek.
Tęsknię za nim...
Może na codzień tego nie widać, nigdy nie byłam zbyt wylewna. Ale gdy widzę drobną posturę i długie ciemne włosy, przystaje i odprowadzam wzrokiem cień wspomnienia o nim.
Tak mocno chciałabym go zobaczyć, przytulić, przeprosić, ale też okrzyczeć (moja niedawno przywrócona umiejętność- umiem się wkurwić i to wyegzekwować). Pragnę zapytać jak się czuje, co u niego się działo przez ostatnie miesiące, chce być jego przyjaciółką i sprzymierzeńcem. Jednak wiem... Nie chce mnie znać, uważa za potwora, który zniszczył mu życie. Chce wymazać moje istnienie. Cierpliwie poczekam, aż rany się zasklepią, zbliźnieją. Obiecałam, że nigdy go nie zostawię, nawet mimo końca związku. Że nie zapomnę.
To głupie co tu napiszę. Ale ponawiam słowa sprzed kilku lat. "będę żyć dopóki mogę mu się na coś przydać". Tak powiedziałam i czekałam cztery lata. Później jak spotkałam swoją pierwszą miłość nadal byłam w stanie stanąć jak wryta, płakać tak jak płakałam na paczątku. On mnie nie rozpoznał.
Więc proszę, niech o mnie zapomni niech zapomni że mnie spotkał. Może da się poznać na nowo.
Patrzyłam na jego zdjęcia. Łzy same wróciły. Nie były smutne. Zwyczajnie się wzruszyłam.

Chce być tym kim jestem, pozbyć się gówna i naprawić własne oczy, umysł i słowo, by móc zmierzyć się z rzeczywistością, nie tylko swoją.

Jeżeli to czytasz... Zostaw ślad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz