Jednak powiedzenie "w zdrowym ciele zdrowy duch" ma w sobie sporo racji. Przynajmniej w moim przypadku. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio nie miałam temperatury...
Powinnam się uczyć a właściwie cały dzień spędziłam w łóżku. Później, tuż przed terminem dostane takiego zastrzyku kortyzolem, że żaden inhibitor serotoniny mi nie pomoże. Nie mam pomysłu na zmotywowanie się. Dzisiejsze słowa mojej matki i jej zachowanie nawet nie zirytowały. Przyzwyczaiłam się do jej kompletnego braku wiary we mnie i wręcz częściowe rozczarowanie. Fakt, że nazwała mnie pasożytem i z góry zakłada niepowodzenie moich obietnic, mówi samo za siebie. A od 4 klasy podstawówki, żadnej nie złamałam...
Przy okazji mogę wam napisac co stało się na mojej ostatniej grupie wsparcia. Grupa jak każda, czyli krótkie sprawozdanie z tygodnia, poźniej był życiorys jednego chłopaka. Najgorsze jest milczenie w tej grupie, ta atmosfera... co wywołuje we mnie odczucie odrzucenia. Dobra, ale nie o to się rozchodzi. Podczas przerwy w 3-godzinnej sesji stało się coś co prawie wycisnęło ze mnie łzy wzruszenia. Dwie dziewczyny wyciągnęły do mnie dłonie. Dosłownie. Myślałam, że jedna chowa do mnie urazę, bo czuje, że odebrałam jej kogoś ważnego, zaś drugiej nie znałam, więc z automatu nawet się nie pchałam. A one wyciągnęły do mnie dłonie...
Nigdy nie szukam kontaktu z obcymi. Nie chcę się narzucać i tracić czas. Natomiast jeżeli ktoś nawiąże kontakt i pokaże, że się nie zawiodę, wtedy zyskuje wiernego towarzysza. Jak mój chłopak... jest taki dzielny. Nie ważne komu musiałabym się przeciwstawić, jeżeli tylko mogę go ochronić, nie zawaham się. Ale to jedna osoba. Jedna przyjaźń nie zaszła głęboko w duszę, bo ta dziewczyna była zbyt czysta by zrozumieć co się dzieje. Nasza znajomość nie funkcjonuje, jednak w czuje, ona pewnie też, że w każdej chwili możemy do siebie napisać.
Usłyszałam kilka dni temu, że warto pomyśleć nad tym z kim chce sie zaprzyjaźnić, czy zawrzeć znajomość. Pierwsze słowo które pojawiło się w mojej głowie to "odmieniec". Osoby, które przyciągają wzrok i mają coś w głowie. Nie ważne czy to roześmiana blondynka, w grzecznym stroju, czy cichy chłopak z glanami i w czerni. To jak patrzę na ludzi jest z mojej perspektywy tak złożone, że mogłabym bardzo długo się nad tym rozwodzić. Szczególnie mając te swoje "wizje". Kojarzycie ten moment podczas porządków, w którym odkrywacie dawno niewidzianą rzecz. Wydaje się być wtedy nowa i niezwykła. Człowiek też taki jest. Na zewnątrz ma wiele usystematyzowanych rzeczy, dopasowując się do teraźniejszości, jednak im głębiej sięgniesz, tym niezwyklejszy się staje. Człowiek to człowiek. Stworzone ciało z ciała, umysł ze słów, emocje ze zrozumienia, a wszystko przechodzi przez zindywidualizowany niepojęty pryzmat człowieczeństwa.
Śniło mi się, że uciekłam z domu. Wróciłam do domu i matka wyśmiała mnie, że uciekłam na tak krótko... pamiętam tą czystą wściekłość, rozgoryczenie ze swojej strony. Byłam całkowicie wypruta z miłości to niej. Gdyby mi na niej nie zależało nie czułabym się tak winna...
Tak usilnie chce się uczyć, żeby dostać się na studia i zdobyć dobrą pracę. Jak najszybciej wyrwać się z domu. Nie obchodzi mnie pranie, sprzątanie, gotowanie, czy rachunki. Chcę zniknąć z jej życia, dla swojej i jej wygody. Ale cała przeszłość dopada mnie raz po raz i odbiera dech.
Chciałabym cofnąć czas, nie związać się z nim, wybrac inną szkołe, nie sięgnąć wtedy po nóż... tak wtedy byłabym silniejsza....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz