Dziś na grupie wsparcia opowiadałam o swoim życiu. Cała się spociłam, drżałam. Starałam się nadać mojej wypowiedzi lekkości, ale średnio wyszło.
Teraz wszystko krwawi. Prawie wszystko co powiedziałam wciąż żyje. Wije jak wąż i dusi.
Czuję ból głowy i całego ciała. Chcę krzyczeć, płakać aż wypłaczę sobie oczy. Wzięłam proszki na ból. Może choć trochę pomoże.
Przy okazji znalazłam miejsce spoczynku. To park krajobrazowy z wysokimi skałami. To nie budynek, ale na nikogo nie spadne, jakby to było na autostradzie, czy nie nadrobię szumu, jak by to było przy bloku.
Jedyną niepewnością jest ziemia i trawy. Żeby nie zamortyzowały upadku.
Nie umiem, nawet nie chce się powstrzymać. Ale się boję. Moje serce przyspiesza i zaczynam drżeć gdy o tym myślę.
Przejdę się tam. Nie raz. Dla oswojenia. I dla decyzji. Mam już wszystko perfekcyjnie zaplanowane. Choć nie wiem jak zadziałają narkotyki. I czy je wgl zdobędę.
Dasz wiarę że doszłam do takiego momentu?
Muszę jedynie odsunąć ludzi. Delikatnie ale stanowczo. Ale to na końcu.
music
czwartek, 10 maja 2018
Do you believe in world of happy endings?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz