music

sobota, 19 maja 2018

"Miłości wszystkiemu wierzy"

Wczoraj zrozumiałam trochę rzeczy. Chciałabym się nimi podzielić.
Jednym z zarzucanych mi rzeczy był brak poczucia humoru.
Ale nigdy nie byłam w stanie tego przyjąć za prawdę. Za prawdę, którą w końcu słyszałam od swojego byłego chłopaka.
Właśnie. Prawda.
Każde jego słowo przyjmowałam za prawdę i nie tylko jego. Moje serce jest naiwne i wszystkiemu wierzy. Żarty to forma kłamstwa. Na pewno nie są prawdą lecz karykaturą. Z tej strony, przy założeniu prawdy robi się dziwnie. Nie mam problemu ze zrozumieniem stand up'u czy kabaretu.
Więc nie była i nie jest to kwestia brak poczucia humoru, bycia sztywnym, lecz bycia jak małe dziecko.

Druga sprawa. Odsuwanie od siebie innych. Tu są dwie strony. Z jednej nie chcę, by inni byli do mnie przywiązani (co się nasila), bo wiem że ich mogę zranić. Nie tylko tym co im powiem lub zrobię, ale też tym co są sobie robię, a nie mogę (lub nie chcę?) przestać.
Z drugiej strony to ja nie chcę się przywiązywać. Ponieważ doświadczenie dyktowane życiem pokazuje 100% prawdopodobieństwa zranienia. Kochanie kogoś wiąże się z cierpieniem. Tym, gdy ona cierpi, i tym gdy Cię zdradzi lub złamie słowo lub nawet skrytykuje jaki jesteś.
Mogę podziękować moim przyjaciółkom z przeszłości i byłemu. Na honorowym miejscu są jeszcze rodzice, matka w szczególności. Teraz nie są tacy źli, ale to już nic nie zmienia. Zatrzymałam się w przeszłości, którą tak dobrze pamiętam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz