Cała sprawa z dokuczaniem wyszła na jaw. Nie umiałam powstrzymać i łez i emocji, dlatego zrobiła się z tego mała drama. Jedna osoba stanęła w mojej obronie. Ten chłopak przeprosił i próbował się tłumaczyć, ale z miejsca rozeznałam kłamstwa w tych tłumaczeniach. Zniszczył mi róg teczki, takiej dużej, do rysunków. Nie da się tego naprawić.
Czemu to zrobił? Przecież nie zrobiłam mu krzywdy. Wystarczy nie wchodzić mi w drogę. Rodzice się dowiedzieli i będą pisać do wychowawcy. Ciekawe co z tego wyniknie. Jeżeli się nasili to albo wybuchnę, albo sobie coś zrobię. Boję się. Szkoła robi się jak pole minowe.
Mój przyjaciel, blondyn, ten który mieszka niedaleko mnie. Już się nie odzywa. Ma dziewczynę, nie jestem mu potrzebna. Jestem nikim.Obojętna, niechciana. Ot, taka szmata do podłogi.
Wczoraj ojciec powiedział mi "i co z tego", gdy zajął łazienkę na ponad 40 min, przez co położyłam się później spać prawie o godzinę i ledwo wstałam rano. Jego pewnie też niewiele obchodzę. Coż, egoizm, rzecz ludzka.
Jest mi tak bardzo zimno, smutno, samotnie. Chciałabym wtulić się w ciepłe bezpieczne miejsce i rozpłakać się tak rzewnie jak nigdy dotąd, dając upust wszystkim emocjom. Ale nie mam nikogo, nikogo, kto by przytulił i powiedział, że mnie rozumie, że mogę się wypłakać i przestać udawać.
Ale nie mam.
Zaczęłam już siadać na barierce od autostrady. Tamta wysokość już nie jest taka straszna. Choć nadal mam opór przed skokiem. Nikt nie chce umierać. Nawet chyba ja. Tylko, że nie widzę już żadnej drogi.
Chciałabym zobaczyć mojego byłego, chciałabym wiedzieć, jak sobie radzi. Mam nadzieję, że przynajmniej on nic sobie nie zrobił...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz