Chyba pierwszy raz w życiu śniło mi się że ktoś mnie uratował.
Zostałam wysłana na wyspę, nawet nie wiem czemu. Czy wędrowałam czy miałam cel...
Na miejscu wynikła dziwna sprawa. Ludzie znikali. Ustaliła, że byli porywani przez kwiożerczą istotę z paktem Nebuli. Był to pakt, gdzie w określonym miejscu, czasie i porze spada na Ciebie klątwa i zmieniasz się w coś pokroju wampira.
Odnalazłam bestie. A właściwie ona mnie. Był to smukły mężczyzna w wieku 20+. Miał włosy jak księżyc. I był strasznie opryskliwy.
Walka ograniczała się w sumie do mojej obrony. Ale nie byłam głupia. Umyślnie dałam się zadrapać i w momencie, gdy księżyc wyszedł zza chmur i snop światła padł na moje ciało, odmieniłam się. W bestię. Przeciwnik wydawał się zaskoczony, ale szybko ocknął się po moim uderzeniu. Przywalił mi tak że moje ciało zrobiło wgłębienie w kamiennej ścianie. Wnęka w której walczyliśmy znajdowała się nad przepaścią. On podszedł do mnie i kopnął. Mówił, że po co mi to. Przemiana nie doda mi szans na wygraną.
Podniosłam się. Oparłam na krawędzi i wychyliłam. Widziałam drzewa i kamienie daleko w dole. Chciałam spaść. Gdy cały mój ciężar przeważył, wychylając się w przepaść, mój przeciwnik złapał mnie za ubranie na karku i zaciągnął do tyłu. Głupia - powiedział. Miałam wrażenie, że jego koszmar skończył się wraz ze znalezieniem sobie podobnego. Tylko że niewiele mnie to obeszło. Po wrzuceniu z powrotem na ziemię przestałam się ruszać. Leżałam z szeroko otwartymi oczami. Jakby przepaść wszystko ze mnie wyssała.
music
czwartek, 10 maja 2018
Sen
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz