Prawdziwe potwory tkwią w nas.
Gdy dajemy się skrzywdzić przez samych siebie.
W oczach mi się jawi i miesza
Zamykam, otwieram, odpływam
W jasnej wodzie
Na dnie słonej rzeki
Przetykanej złotym słońcem
Wije się wąż
Jak wstęga smoły
Co kąsa do krwi
Barwi wodę szkarłatem
I zatruwa jadem
To niewinne źródło
I czujesz niepokój
Gdy znika światło
I strach
Gdy znika błękit
Krztusisz się i dusisz krwią
Nikt nie wyciągnie ręki
Bo syreny się nie topią
A pali każda łuska
On, oplata, wplata
Swoje czarne łuski
Dłonie
W źródło, pod skórę
Wyciągasz dłoń
Do niewidocznego światła
Mówisz wargami
Bez dźwięku
Choć krew z ust
Wyraża strach
W braku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz