music

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

tonight

Boli. Boli brzuch, noga, serce, głowa.
Znów nic nie zrobiłam. Znów leżałam bez celu, bez myśli. Nie byłam nawet w stanie zjeść do końca.
W weekend obejrzałam piękny film. Wzruszający, chciałam się nim podzielić. Ale w ostatniej chwili zrezygnowałam.
Widziałam dziś wiewiórkę, byłam o metr od niej, a nie uciekła. W jakiś sposób ostatnio zwierzęta są uspokajające.
Po południu była burza. Czułam się z tym źle, nie lubię tych nagłych błysków i grzmotów od których drży powietrze. To jest straszne.

Jeszcze do popołudnia utykałam. Teraz już tak nie boli. Tylko jak oczyszczam.
Jest jak przyjaciel dzielący moje łzy, które zaczynają wypływać co wieczór, oczyszczając na kolejny dzień. Taki jasny i pełen uśmiechów.
Nie chcę być sama, ale nie umiem znieść ludzkiego zapachu.

Żałuję, że się urodziłam. Szczególnie po tym jak prosto w twarz usłyszałam, jakim utrapieniem byłam. Nikt nie ma prawa mnie obrażać, ale to nie zmazuje mojej winy.
Gdybym mogła cofnąć czas, moje oczy nie ujrzałyby nieba.
Myślałam, że zabrał to ode mnie.
Ból istnienia, o którym nie pamiętałam przez tak długi czas.
Ale tym razem nie umiem nikomu zaufać, tak bardzo mi to wpoiłeś.
To moja wina, to gdzie jestem. Tak jak wszystko jest jedynie w mojej głowie. Nie spojrzałabym Ci teraz w twarz...
Przepraszam, że zrobię to dwusetny raz.
Inaczej nie mogę.
Tak bardzo nie znoszę, gdy mnie dotykają....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz