W rozchwianym wykresie jest zawsze amplituda...tak i w emocjach harmonia...
Nie musiałam go nawet wzywać. Zwabiła go moja woń...
- Oko- powiedziałam
- Hmm?- cały czas stał za mną, kładąc dłonie na moje ramiona.
- Oddam Ci lewe oko.
Milczał, zdawał się namyślać lub... był zwyczajnie zaskoczony.
Moje ciało zadrżało, gdy poczułam na szyi oddech zgnilizny i piachu. Opanowałam to.
- Pamiętaj, że to wymaga dodatkowych środków.
- Nie przypominaj- wciąż tępo wpatrywałam się w ścianę. Kot, który do tej pory grzecznie spał, zjeżył się i zasyczał. Zasłoniłam przestrzeń suszarką z ubraniami, wtedy zwierze się nieco uspokoiło.
- Jak sobie życzysz kochana...- przysiadł się obok- kiedy...
- Teraz- stwierdziłam, nie kończąc- przynajmniej przez jakiś czas...
- Wiesz, że jestem niestrudzony i zawsze będę do Ciebie przychodził- pogładził mnie po policzku.
- Twoje zawsze brzmi jak groźba.
Głuchy, suchy śmiech rozległ się, w uszach i w głowie.
- Taka podobasz mi się najbardziej...-w tym momencie odwróciłam się i zbliżyłam do jego twarzy. Spojrzałam w puste oczy, odbijające jedynie to co bolało najbardziej.
- Dostałeś zaliczkę- wyszeptałam.
- Wedle życzenia najukochańsza- na chwilę świat zniknął mi sprzed oczu.
Zimne dreszcze rozchodziły się z mojego kręgosłupa, z okolic łopatek, przez resztę ciała. Czułam go w dłoniach, nogach. Pełzał jak słaba błyskawica, przeszył mostek, serce i skończył na twarzy. Uczucie skumulowało się oku, musiałam je przymknąć.
- Nie jesteś sama- usłyszałam głos, prawie że z oka.
- I nigdy nie byłam, co?
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale wiedziałam, że to tak z arcywrogami, nie znikają do twojej śmierci. Nie szkoda mi było ciała skoro nie poczytuje go za integralna część. A półślepoty nikt nie zauważy skoro i tak zakrywam je włosami.
Wróciłam do pokoju, śmiejąc się w duchu, z mojego pierwszego prawdziwego paktu z NIM.
Jest jak przekupka, która Cię nienawidzi. Choć nienawiść to mało powiedziane.
Ważne, że teraz w ciemności mam samych przyjaciół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz